Sezon ogórkowy ;))

Pełen słój małosolnych…własnych ( z ogródka teściowej)

Misa smalcu własnej roboty z mięskiem i cebulką ( dar od mamy)

Chleb razowy domowego wypieku ( z zaprzyjaźnionej piekarni)

Czy jest coś lepszego…?

Ok …no jest …choćby czekolada …;) ale przecież to już inna inszość ;)))

Reklamy

Czar wspomnień….

Pielęgnowane w sercu prawie przez dwadzieścia lat….wspomnienia o pierwszej i jedynej miłości…o NIM. Za każdym pobytem w rodzinnych stronach ożywały na nowo , intensywnie czasami aż do łez. Zostawiła go przed laty przez „głupotę” jak sama mawia ,a on nie zawalczył o Nią i o uczucie tylko  z pokorą przyjął Jej słowa…Nieszczęśliwa w małżeństwie , wiele razy wyobrażała sobie jakby to było, gdyby była z NIM.Marzyła …i uśmiechała się do wspomnień…aż do teraz…

Po latach spotkanie…drżenia rąk, podniecenie…emocje…

Pierwsze spotkanie w cztery oczy…

Rozmowy przez telefon…

Na drugim spotkaniu On się Jej zapytał, dlaczego go zostawiła…Nie odpowiedziała mu , ale powiedziała,że był jej pierwszą i jedyną miłością…

Kolejne spotkania, luźne rozmowy zawsze w czyimś towarzystwie …

On ma rodzinę, z którą jak sam mówi, jest szczęśliwy…

Ona nic nie chce burzyć…a najbardziej wspomnień o NIM…

Gdy słyszy ,że śmieszą go małżeństwa w ich wieku trzymające się na ulicy za rękę, że nigdy nie prał skarpetek, bo żona wszystko robi w domu…Czar pryska…

„Wyleczyłam się „- szepcze  do mnie…a ja się uśmiecham i oddycham z ulgą i z nutką rozczarowania ….

Niepoprawna romantyczka….i tak nie przestanie marzyć…tylko już nie o NIM…

W końcu wróżka Jej wywróżyła, ze będzie jeszcze szczęśliwa 😉

Terapia śmiechem ;)

Cudownie było się zanurzyć w morskiej kąpieli…poczuć szum w uszach, wiatr we włosach i piasek pod stopami…Ale najcudowniejszy był śmiech, nieustanny aż do bólu mięśni brzucha i lecących z oczu łez. Dawno, oj dawno tak się nie śmiałam i w takiej ilości. Było nam cudnie we trzy przez cały czas, nawet na moment się nie rozstawałyśmy…Dziewczyny urzekł nasz Bałtyk i panująca atmosfera, choć nie nad jednym morzem już były czy oceanem. Obie lubią ciepełko i wygrzewanie się na słoneczku, a pogoda była zmienna, bo i deszcz nas złapał na plaży i przez jeden dzień prawie cały lało, to bawiłyśmy się świetnie. Żartom nie było końca…
Było cudnie…
Opalone, roześmiane wróciłyśmy z przywołanymi wspomnieniami i z bagażem nowych…
Wiemy,że na pewno taki wspólny wyjazd powtórzymy…

Woda…

Upalny dzień…żar płynący z bezchmurnego nieba…temperatura w cieniu ponad 30 -stopni…Jeden skok do wody…Już nie wypłynął…szok termiczny, serce nie wytrzymało. Młody 21-letni chłopak stracił życie…Kolejny raz woda kogoś zabrała. Co roku w wakacje w taki sposób ktoś traci życie lub zostaje kaleką. Ale gdy dzieje się to tak blisko, gdy zna się tego kogoś, to tragedia bardziej dotyka…

Od trzech lat Tuśka już sama jeździ nad wodę…dość niebezpieczną, bo od razu jest głęboko. Spotyka się tam cała młodzież. Dobrze pływa i wiem, że nie szarżuje ale też zdaję sobie sprawę, jak potrafią się wygłupiać…Misiek od tego roku też jeździ sam, ale z drugiej strony gdzie jest bardziej bezpiecznie. Mimo tego zawsze jakiś niepokój jest w sercu…No, ale przecież im nie zabronię…

Pogoda się popsuła, ochłodziło się, ale to nam nie przeszkadza wyruszyć nad morze. Gdzie? Nie wiem jeszcze, wsiadamy do samochodu, pakujemy dobre humory i wyruszamy tam, gdzie nas oczy poniosą, a zatrzymamy się tam, gdzie zorganizujemy jakiś nocleg. Jak to moja Przyjaciółka powiedziała drugiej, gdy ta wspomniała, że dobrze byłoby się opalić…”a od czego są solaria ” ;)). Ważne, by pobyć razem, poczuć morski piasek pod stopami, wiatr we włosach…ten cudowny zapach…

Watra…

Stosik książek nieprzeczytanych coraz bardziej rośnie. Czekają na jesienne i długie zimowe wieczory. Lato intensywne nie pozwala sięgnąć po lekturę, choć czasami wzrok tęsknie kieruje się w ich stronę. Od końca roku szkolnego jedni przyjeżdżają, drudzy wyjeżdżają, nie było jeszcze jednego dnia, byśmy byli sami- domownicy ;). Śmiech, radość, biesiadowanie do samego rana, noc miesza się z dniem,  czasami brak snu. Intensywne wakacje… ale ja to lubię, kocham… takie dni dają mi energię na spokojne w ciszy ulubionego fotela dni, które przecież nadejdą …dają wspomnienia 🙂
W sobotę miałam zlot przyjaciół i zaprzyjaźnionych ludzików. Jak co roku nad pięknym jeziorem odbyła się Watra. Na scenie występowały zespoły, a my przy suto zastawionych stołach słuchaliśmy, śpiewaliśmy…by w końcu ruszyć w tany pod rozgwieżdżonym niebem. Duże rozpalone ognisko skupiało przy sobie wesołą gromadę. To impreza, na której spotka się wielu dawno niewidzianych znajomych z kraju i za granicy, którzy akurat przyjechali do Polski na wakacje. Za tydzień w sobotę taka impreza tylko dużo większa jest w górach. Ostatni raz byliśmy na niej trzy lata temu. W tym roku nie wybieramy się, bo zaraz obieramy z dziewczynami przeciwny kierunek- morze. Wczoraj dojechała nasza trzecia Przyjaciółka…nie wiem, czy to możliwe, ale dni i noce staną się jeszcze krótsze niż do tej pory ;)…

:)))

Noc niepostrzeżenie przechodzi w dzień…dzień w noc i to tak już od paru dni…Świt nas zastaje…Praca na pół gwizdka…a życie towarzyskie kwitnie ;)…Nie ma czasu na sen…a jutro , a jutro wielka impreza z muzyką nad jeziorem i już sama nie wiem ile ludzików do mnie zjedzie…

Wszystkim życzę udanego gorącego weekendu 🙂

Rodzeństwo…

Przy stole w kuchni siedzi kobieta i mężczyzna. Na twarzy widać zmarszczki, na głowie siwe włosy… Patrzę na nich trochę zazdrośnie, ale bliższe mi uczucie podziwu i miłości…Brat i siostra.

Było ich czworo, trzech braci i siostra- moja mama. Została tylko Ona i jej młodszy brat. Obserwując ich, wsłuchując się w ich rozmowy, czuję silną wieź bratersko-siostrzaną. Widzę miłość, szacunek i bliskość. Och, sprzeczają się, bo mają podobne charaktery, ale to nie są kłótnie „na śmierć i życie”. Przyglądając się im zastanawiam się, czy Tuśka i Misiek, siostra i brat, moje dzieci będą mieli w dorosłym życiu tak dobre relacje ze sobą. Czy wyrosną z kłótni o byle co, z wojny o swoje terytorium?

Mój tata też ma rodzeństwo i choć zawsze mogą na siebie liczyć w potrzebie, to nie ma tej bliskości i takiego porozumienia. Mąż ma starszą siostrę i choć wzajemnie się szanują, to na co dzień nie ma potrzeby kontaktów i wzajemnych relacji.

Zastanawiam się, dlaczego tak jest i od czego to zależy? Czy od charakterów, czy wychowania…Sama nie mając rodzeństwa trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Dlaczego jedno rodzeństwo jest sobie tak bardzo bliskie, a inne łączy tylko pokrewieństwo i mniej lub bardziej poprawne stosunki.

Jeśli chodzi o moją mamę i Jej brata to myślę, że duży wpływ miało wychowanie, a przede wszystkim babcia – ich mama. Cudowna, ciepła i mądra kobieta, obdarzająca miłością swoje dzieci. W rodzinach gdzie jest dużo miłości, gdzie okazywana jest na co dzień, gdzie jest dużo ciepła i dużo czasu się poświęca dzieciom, to wszystko później procentuję.

Rodzeństwo to najbliższe sobie istoty, gdy zabraknie rodziców.Chciałabym, żeby moje dzieci potrafiły zawsze okazywać sobie bratersko-siostrzaną miłość i wsparcie…Żeby czas ich nie rozdzielił…emocjonalnie…Żeby zawsze jedno dla drugiego było kimś naprawdę ważnym…
Nie mówię najważniejszym…