Czuła narracja…

Duży kubek wypełniony po brzegi aromatyczną, świeżo zmieloną kawą, do tego trzy rodzaje pierniczków, w tym ulubione „katarzynki” (niestety nie jestem z tych, co same pieką), kawałek marcepana w czekoladzie i można rozpocząć spokojną, leniwą niedzielę. W ciszy. Obiad niedzielny tak naprawdę będzie sobotnim, OM pracuje, Pańcio- jako uczestnik- wraz ze swoim tatą pojechał na zawody w taekwondo, odbywające się gdzieś tam w Polsce, więc ewentualnie tylko moje Dziewczyny mogą wpaść, ale na razie to delektuję się byciem samą ze sobą. W domu. Bez Fachowca!

Babciu, a kiedy będzie kibelek? Mam nadzieję, że już w poniedziałek. A na serio?  I co tu komentować 😀 Miał być w sobotę, ale z każdą upływającą godziną moja nadzieja rozwiewała się wraz z wiatrem wiejącym za oknem. Fachowiec walczył z prądem, a konkretnie z montażem dwóch lamp oraz włącznikiem i gniazdkiem. Przez sześć godzin. Ostatnie dwie przy pomocy OM, który nawet zażartował, że bez montażu muszli klozetowej nie wypuści Fachowca do domu. Taaa… Po tekście, że jest sobota, a w domu nic nieporobione i wizji, że wściekła żona Fachowca jeszcze go uszkodzi, za to, że mąż tylko u ludzi robi, a dom mchem i paprociami zarasta… zostaliśmy kolejny weekend bez toalety na parterze. (Domy stawiają w trzy miesiące, a u nas remont niewielkiej toalety trwa już miesiąc!).

Ale! Gorycz, że znów kolejny dzień bez efektu końcowego, zrekompensowała słodka obecność Najmłodszych. Harmider jaki razem tworzą, wypełnił czas: pełen śmiechu, przekomarzania się, zabawy… Wzajemnej czułości. Nie mogłam w takim rozgardiaszu w skupieniu wysłuchać przemowy naszej noblistki, ale te fragmenty „Czułego narratora” , które do mnie dotarły, tak mnie urzekły, że jak już wieczorem nastała cisza, to odszukałam w sieci cały tekst. Piękny, mądry, wzruszający… Prawdziwy! Każdy powinien usłyszeć, przeczytać.

„Zalew obrazów przemocy, głupoty, okrucieństwa, mowy nienawiści, rozpaczliwie równoważone są przez wszelkie „dobre wiadomości”, ale nie są one w stanie ujarzmić dojmującego wrażenia, które trudno jest nawet zwerbalizować: Coś jest ze światem nie tak.”

Pięknej niedzieli! 🙂

P.S. Dziś WordPress przypomniał mi, że istnieję na tej platformie już dwa lata. Dziękuję, że wciąż razem ze mną poszukujecie zapachu codzienności, że wymuszona zmiana platformy, niczego w tej materii nie zmieniła:**

Z rozsądku i sentymentu…

Dawnego sentymentu, a obecnego rozsądku.

Jak dobrze pamiętam, to w swoim pierwszym czy drugim poście oznajmiłam światu wirtualnemu, że nie lubię zimy. Bo nie lubię! Ale! Pamiętam z dzieciństwa (również tego dużo, dużo późniejszego :)), jaką radością była śnieżna zima. Umawianie się po lekcjach na sanki, aby na nich zjeżdżać z osiedlowych górek zaś w soboty i niedzielę oraz ferie wyruszaliśmy całą ferajną do parku Kasprowicza, bo tam były najlepsze warunki do długich zjazdów.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio u nas była prawdziwa śnieżna zima. Chyba 8 lat temu, kiedy to urodził się Pańcio. W kolejnych latach śniegu już było jak na lekarstwo. Spadł i topniał w ekspresowym tempie, nie pozwalając dzieciom się nim nacieszyć. Jak we ferie dzieciaki z naszej okolicy nie wyjechały w góry, to były pozbawione tej zimowej uciechy. Bo dzieci lubią zimę. To się zmienia dopiero z wiekiem, choć nielicznym pozostaje na zawsze 😉

Wczoraj w telewizji usłyszałam, że powinniśmy modlić się o śnieg. Dla dobra zasobów wodnych naszego kraju, klimatu. Modlić się nie będę, ale nie mam nic przeciwko, a nawet jestem za. Z rozsądku. I dla Najmłodszych. Kiedy widzę w necie symulację, jak woda z Bałtyku wdziera się na ląd, pochłania moje DM, ale również dochodzi daleko w głąb do miejsca, w którym mieszkam, to żadne siarczyste mrozy, ani zaspy śnieżne nie są mi straszne! Wszak grudzień, styczeń i luty to zimowe miesiące i niech w końcu takie będą. Jak kiedyś. Z mrozem i śniegiem. Tak, wiem, sama bym się po sobie tego nie spodziewała, ale ta przerażająca wizja jest jak najbardziej możliwa. Lodowce topnieją w zastraszającym tempie, a człowiek ma w doopie zmiany klimatyczne, bo ważniejszy jest zysk tu i teraz, bez wyobraźni o przyszłości.

W kraju, który obecnie ma znamiona republiki banasiowej, który na mapie Europy jest czarną plamą, jeśli chodzi o emisję CO2, gdzie były poseł i jednocześnie niedoszły europoseł partii, której rząd zlikwidował gimnazja, kiedy w badaniach PISA 2018, które sprawdzają umiejętność uczniów z wielu krajów, polscy uczniowie są w czołówce- jedni z najlepszych na świecie!- martwi się o oceny w szkole znanej młodej aktywistki w sprawie klimatu. Kuriozum. Może tak by się pomartwił o naszych uczniów, o to, że podstawa programowa jest przeładowana i archaiczna, i tym, że w miastach nie ma czym oddychać przez smog.

 

Remont trwa, trwa, trwaaa… ja już nawet sobie nucę na melodię idziemy do zoo, zoo, zoooo… Trwa też stan podgorączkowy, takie uporczywe 37,4 – 37,6. Dobrze, że Najmłodsi zdrowi, bo przecież Mikołajki jutro. Pierwsze w szkole, pierwsze w przedszkolu. Nie leżę już pod kołdrą, wypełzłam wczoraj, bo miałam termin u fryzjera, i żadnych szans na kolejny jeszcze w grudniu. Przy długich włosach to żaden problem, potrafiłam przez pół roku nie bywać, ale przy krótkiej fryzurze, to obowiązkowo co 5-8 tygodni, a mnie minęło 6. Mus to mus 😉 Jak tylko wróciłam to zaraz pod koc. No może nie tak zaraz, bo akurat Zońcia wstała, którą opiekował się OM. Tak gorliwie, że jak tylko usłyszał, że się kręci w łóżeczku turystycznym, to ją z niego wyciągnął, niedospaną, zdezorientowaną, kto jej nie daje porządnie pospać 😉

Ogarnęłam z prezentami Tatę i Najmłodszych. Jeszcze tylko muszą dotrzeć na czas i się pięknie zapakować 😉 Co do pozostałych Bliskich, to jestem w ciemnym lesie… choć już po jednej rzeczy dla Dziecków Starszych i Młodszych wczoraj zamówiłam, tak że jest szansa, że się wyrobię ;p Zaś jeśli chodzi o inne tematy świąteczne, to nie dość, że w ciemnym to jeszcze głęboko… Ale! Wczoraj przybiegła LP z szynką i boczusiami, jeszcze ciepłymi, dopiero co uwędzonymi. I ten zapach rozniósł się po całej kuchni… Bo wiecie, świąteczna szynka to właśnie taka z domowej wędzarni. I kiedy taka ląduje na stole, to zawsze jest święto. I nie ma od niej lepszej, mimo iż sklepowe lady chłodnicze pękają od obfitości, a same szynki mają pierdylion nazw.

Czekacie w piątek na Mikołaja? Mój już przyszedł w środę, czyli zamówione książki. Może z regałem wyrobi się do świąt, fajnie by było- co wcale nie oznacza, że będzie komu go złożyć. Misiek zadzwonił z pytaniem o plan świąt, no to otrzymał aktualny: wygonić Fachowca, przegonić wirusa!

W rozsypce…

Nos czerwony jak burak, który o tej porze roku powinien kojarzyć się z glinianym garnkiem, w którym robi się zakwas… a nie z wątpliwą ozdobą mojej face. Oczka jak szparki, non stop załzawione niby od kataru, ale nie tylko… Mam budowę w centrum domu i emocje zerwane z postronka. W telewizji reklama za reklamą z choinką, prezentami w tle, a ja oprócz zakupionych książek dla Najmłodszych nie mam nic. Żadnego pomysłu, planu, null…

Kartki z kalendarza umykają w zastraszającym tempie, a mnie dopadł totalny marazm. Tata, który coraz częściej przemieszkuje na ranczu, wypełnia sobie czas po pracy drobnymi pracami budowlanymi, codziennie dzwoni z pytaniem, jak tam remont. Niezmienne odpowiadam, że trwa, trwa, trwa… Dobrze, że ma zajęcie, i dobrze, że nie musi siedzieć w czterech ścianach, które tak bardzo uświadamiają pustkę, jaka nastała wraz z odejściem Mam. Misiek dzwoni z informacją, co już mają zaklepane, zaliczkowane, ustalone i w tych przekazach słyszę dużą szczęśliwość.

Pozbieram się, tylko nie wiem jeszcze kiedy. Najpierw muszę pogonić choróbsko.

Miłego weekendu! 🙂

 

***

Poszaleliście w czarny piątek? Ja jakoś omijam szerokim łukiem te wszystkie „okazje”, ale jak mi wczoraj temperatura spadła do przyzwoitych 37,8, to pomyślałam sobie, że może w księgarniach internetowych są dodatkowe promocje, i bingo!

Ma być tak…i już!

Tytuł posta powinien brzmieć: zdążyć z obiadem, bo tak szybko fachowiec odjeżdża.

Mnie to już zaczyna bawić, bo co się mam denerwować. Liczę, że w końcu OM przejrzy na oczy, że zachowuje się dość kuriozalne na ten czas. Albowiem tkwi mentalnie w czasach słusznie minionych, w których to każdego budowlańca trzeba było solidnie nakarmić, bo inaczej roboty nie skończył. Albo nie zaczął. Dobrze, że nie naśladuje swojego śp. Ojca, który na zakończenie dnia jeszcze takiemu stawiał flaszeczkę i zagrychę, żeby na drugi dzień raczył w ogóle przyjść do roboty.

Według OM, tak ma być, bo tak tu (na wsi) było, jest i będzie. Fachowiec nie jest zupełnie obcy, bo to mąż kuzynki naszej pracownicy, która dodatkowo opiekuje się Teściową. I obie z Ciocią wzięły sobie za punkt honoru utuczyć Fachowca. Właściwie powinnam nie mieć nic naprzeciw, bo w końcu to nie ja stoję przy garach, ale…! Pod przykrywką tych konsumowanych obiadów kryją się solidne zastrzeżenia. Pomijam już absurdalność sytuacji, kiedy to w sobotę Fachowiec zaczął swoją pracę po godzinie 10, a obiad już konsumował o 12.20, z pomocnikiem, który zjawił się 15 minut wcześniej, po czym oboje opuścili nasz dom parę minut po 13., żegnając się do poniedziałku. Nie zdążyłam upichcić bigosu, OM pojechał bez obiadu do DM, spotkać się z Tatą na ranczu (nie omieszkałam zadzwonić do niego i poinformować o całej sytuacji, niech przemyśli sobie, bo do tej pory każdą moją uwagę kwitował piorunującym wzrokiem i werbalnie, choćby takimi słowami, że na drugi raz sama sobie będę załatwiać fachowców), a po panach został tylko kurz, bród i bałagan… A co gorsza, w ogóle mogliby nie przychodzić w tym dniu, gdyby w piątek zamiast czterech godzin, Fachowiec przepracował uczciwie 7-8. Albo przyjść i zacząć montować geberit, co zaowocowałoby skróceniem zakończenia robót. Gdyby nie to, że toaleta jest w samym centrum parteru, gdzie ciąg komunikacyjny krzyżuje się z oba wejściami (głównym i przez piwnicę), z kuchnią, pokojem, schodami na górę, i nie można obejść rozłożonych na podłodze upapranych zaprawą arkuszy tekturowych, oraz fakt, że w praktyce brak kibelka na dole jest bardziej uciążliwy niż odwrotnie, to nie czepiałabym się tych cholernych obiadów!

A tak serio, to OM mnie wkurza ze swoim podejściem do tematu. Bo to nie jest żaden wymóg Fachowca, absolutnie! Tylko nadgorliwość gorsza od faszyzmu gościnność i poczucie w obowiązku u OM. (Wcale się nie dziwię, że remonty przeprowadzał podczas mojej nieobecności, bo pewnie każdy skończyłby się rozwodem). Fachowiec wkurza mnie tym, że jest powolny jak żółw, przyjeżdża późno (to ma ulec zmianie, i jest na dobrej(?)drodze, bo wczoraj zjawił się parę minut po ósmej, niestety dziś już o godzinę później), co chwilę rzuca robotę aby zapalić, i jest bałaganiarzem, co świadczą porozrzucane jego rzeczy w kotłowni… Czym nawet zirytował OM, bo on po nim tę kotłownię już któryś raz sprzątał. Ale i tak najbardziej zadziwia mnie to, że nie zależy mu na czasie, a to znaczy, że i na pieniądzach. A czas to pieniądz, szczególnie w robocie o dzieło. I to już jest mocno podejrzane 😉

 

Dziecka Młodsze dopiero co się zaręczyły, a temat ślubu i wesela zdominował ostatnie dni. I dobrze, bo odgoniły myśli od świąt… Gdyby nie Najmłodsi i Tata, to schowałabym się pod grubym pledem zapomnienia, że jest taki czas. Świąteczny. Nie mam sił, nie mam nastroju…i nic nie jest w tym roku proste.

Za chwilę muszę się spakować i jechać do DM, a nie mam ochoty wyściubić nosa za drzwi. Jestem trochę zepsuta i obawiam się, że ten wyjazd nie wyjdzie mi na dobre, wręcz przeciwnie. Jutro TK, o ile się nie okaże, że zapomnieli zgłosić i umówić moje badanie, bo telefonu żadnego nie dostałam co do godziny, ale psychicznie jestem przygotowana, że zostaję do czwartku. Oczywiście w mieszkaniu w DM, a nie w szpitalu.

Potrzymajcie kciuki, bo mój minimum plan, to dożyć do kolejnej jesieni…;)

 

Kto by pomyślał…

Piętnaście lat. Półtorej dekady temu postawiłam pierwsze literki pod własnym (i prawie tym samym) adresem. Normalnie dinozaur w świecie blogowym 😉

Bez większych aspiracji w sensie promocji własnego bloga, ale ciesząca się z każdego nowego czytelnika, jak i z żalem przyjmująca, że tak wiele osób przestało pisać, czytać, zaglądać… Cóż… życie, ono nieustannie płynie i nie wejdzie się drugi raz do tej samej wody. Ludzie przychodzą i odchodzą, a mnie pozostają powroty do postów i wspomnienia. Jeszcze tego nie robię, ale wiem, że przyjdzie taki czas… Tylko jak przebrnąć przez prawie 1700 postów? 😉 Niektórzy to robią, czym mnie zadziwiają nieustannie. I wzruszają, bo to oznacza, że ktoś poświęca swój czas dla mnie. Kto by pomyślał?

Zestarzał mi się blog, zestarzałam (??) się ja, i zdążył mi się zestarzeć Pańcio, który na pytanie, czy napisał list do Mikołaja, odpowiedział, że Mikołaj nie istnieje, ale już powiedział mamie, co chce dostać. Szok. A potem wziął się za składanie zydelka, który od lata czekał w oryginalnym opakowaniu na swoją kolej. Zapoznał się z instrukcją, złożył, śrubki przykręcił najpierw śrubokrętem, a dokończył wkrętarką. Szok.

Późnym wieczorem nadciągną Dziecka Młodsze, bo niespodziewanie pewne sprawy mogą dostać przyspieszenia, a na dodatek nie wyglądać tak, jakby można było się spodziewać…

Miłego weekendu 🙂

P.S. Fachowiec zaczął irytować OM, a to zły znak, bo mój mąż to bardzo spokojny człowiek ;ppp

 

Pożądana normalność…

W telewizorni właśnie przemawiał ubrany w garnitur Pinokio, kiedy Zońcia budowała kolejną wieżę z drewnianych klocków. W pokoju co chwilę słychać było gromkie oklaski: te z ekranu i nasze, bo Księżniczka po postawieniu ostatniego klocka ochoczo sobie biła brawo, pilnując, żebym robiła to samo z odpowiednim okrzykiem. Brawo! Barwo! Brawo!*  W krótkim czasie postawiła kilka wież, a mnie przemknęła myśl, że pewien prezes mógłby pobierać u niej nauki w kwestii stawiania wysokich budowli 😉 Nie słuchałam uważnie Pinokia, ale słowo dobrobyt usłyszałam kilkakrotnie. Och, ach… już prawie się w nim pławiłam, kiedy znów natrętna myśl opanowała mój umysł… Ochrona zdrowia zadłużona na 14 miliardów złotych, oświata niedofinansowana, a ludziom się z trybun wmawia, że nasz kraj mlekiem i miodem płynie, może jeszcze trochę rozwodnionym, ale za chwileczkę, za momencik, za kolejne cztery lata to mleko i ten miód będzie stuprocentowej jakości. Taa…

Pańcio ma nową Panią Nauczycielkę, bo poprzednia zrezygnowała z pracy. Powodem była skarga jednej z matek do dyrektora szkoły, kuratorium, sanepidu. W imieniu wszystkich rodziców, co było zwykłym nadużyciem. Pozostali rodzice o skardze dowiedzieli się na zebraniu z dyrektorem, po czym poprosili Panią, żeby swą decyzję przemyślała, a ta obiecała, że to zrobi. Jednak najpierw poszła na zwolnienie, a potem już z tego zwolnienia nie wróciła. Trudno się dziwić młodej osobie, która dopiero co rozpoczęła swoją nauczycielską pracę od klasy, gdzie matka ucznia, który ma orzeczoną dysfunkcję (dziecko jest nadpobudliwe, agresywne), o której nikogo wcześniej nie poinformowała, robi co chwilę awantury i pisze skargi. Bo to nie z uczniem największy problem, a z rodzicem. Użerać się z taką osobą przez trzy lata, za niewielką pensję, bo podwyżki dla nauczycieli to kolejny mit- to nie jest wymarzona praca! Samorządy z subwencji z MEN-u nie są w stanie pokryć wszystkich kosztów, więc trudno realizować im obietnice rządu. Są już takie szkoły, gdzie nie tylko niewypłacane są premie- najlepsi nauczyciele tracą finansowo- ale nawet pobory za nadgodziny czy pensja zasadnicza. (Są i takie, którym nie starcza na realizację zaplanowanych inwestycji, bo muszą dokładać do szkół i przedszkoli). Do tego dochodzi brak skutecznej reformy, takiej, żeby szkoła stała się przyjazna uczniom, program nie był przeładowany, a nauczycielom dużo łatwiej się pracowało za godziwe wynagrodzenie, więc trudno się dziwić, że młodzi wykształceni ludzie tak szybko rezygnują po zetknięciu się z obecną szkolną rzeczywistością. Dziś bycie nauczycielem to żaden prestiż społeczny czy finansowy. Nawet pewna praca na etacie, wizja wolnych dni, których tak wielu zazdrości, nie zrekompensują wszystkich trudów, z jakimi muszą się borykać nauczyciele.

Pańcia uczy teraz pani przebywająca już kilka lat na emeryturze, która uczyła w zerówce moje dzieci. Nie wiem, czy kiedykolwiek uczyła klasy 1-3, jak już, to tylko na zastępstwie. Z mównicy sejmowej padło dużo słów o rodzinie, o przyszłości dzieci, które zagrożone są przez rewolucję ideologiczną. Zaś o realnym zagrożeniu, że zaraz tych dzieci nie będzie miał kto uczyć ani leczyć…cisza. Dla rządzących ważniejsza jest walka ze środowiskiem LGBT, edukacją seksualną niż prawdziwa reforma szkolnictwa czy ochrony zdrowia…

 

* Jak dobrze, że dom stoi w sporej odległości od drogi, osłonięty drzewami od ulicy, bo jakby tak ktoś szedł chodnikiem i spojrzał w okno, a przez szybę zobaczył na ściennym ekranie Pinokia i usłyszał moje gromkie brawa, to mógłby mnie wziąć za entuzjastkę dobrej zmiany ;p

I ogłoszenie parafialne: Jak ktoś potrzebuje najpowolniejszego Fachowca pod słońcem, to służę namiarami. Plusem jest to, że do pracy przychodzi codziennie… że wszystko rozumie, co się do niego mówi. W teorii. O praktyce przemilczę, bo to gówniany śmierdzący temat ;p

 

Polowanie na…

Na fejsie widziałam zdjęcie zabitych zajęcy. Setkę. Ot, tak dla sportu. Tak. Myśliwi zabijają zwierzynę. I zdarza im się też ustrzelić człowieka.

W rządzie zaś zaczęło się polowanie na kasę. Naszą. Obywateli. Wszystkich. Nie tylko tych, co płacą podatki, pracując. Podniesiona zostanie akcyza na alkohol i papierosy. Przebąkując, że jest za duże spożycie trunków, więc podwyżka ma na celu również ograniczyć. Taaa… Pytanie retoryczne: dlaczego stacje paliwowe mogą mieć koncesję na alkohol? Sprzedając go przez całą dobę 7 dni w tygodniu.

Emeryci mają dostać 13 emeryturę, bo to duża grupa wyborcza, a przecież jeszcze wybory prezydenckie, więc trzeba im dać (jeszcze w przyszłym roku), a komuś zabrać, bo budżet to nie worek bez dna. To może niepełnosprawnym z ich funduszu solidarnościowego?

Nigdy nie byłam przeciwniczką podwyższenia wieku emerytalnego. Z rozsądku. Chociaż uważam, że samo podwyższenie tego systemu nie uzdrowi. Przyglądam się batalii o zniesienie 30-krotności składki na ZUS, która nigdy mnie nie dotyczyła, bo w moim życiu zawodowym miałam krótki epizod zatrudnienia na etacie. Ale mojego Tatę już na ten przykład tak, w czasie kiedy jeszcze nie pracował wyłącznie na własny rachunek. Dziś dotyczy to powyżej 400 tys. pracowników i ich pracodawców. Najbardziej zirytował mnie pomysł Lewicy, a konkretnie partii Razem, którzy są za, ale pod warunkiem, że będzie maksymalna emerytura. No, to jest totalna grabież! Nie dość, że już dziś uszczknie się komuś z poborów, to potem jeszcze przy emeryturze. Ciekawa jestem tej debaty w Sejmie, i co z niej wyniknie. Szkoda tylko, że znów ominięto zdanie ekspertów.

*

Z domowego frontu: nic nie jest takie, na jakie wygląda 😉 Nawet muszla klozetowa, zamontowana w końcu po tygodniu bytności Fachowca, późnym wczorajszym wieczorem… po czym, dziś rano zdemontowana- okazała się niewygodna ;pp  Serio, wszak przecież nie od kozery już wieki temu wprowadzono jakże adekwatne słowo: wygódka. Czekam na nową. Czekam też na nową umywalkę, bo ta zakupiona została oddana. Umywalka ma przyjść dopiero w czwartek, muszlę dziś ma przywieźć OM. I tak o to moje pobożne życzenie, żeby zamknąć temat łazienki na górze jeszcze w tym tygodniu się nie ziściło, ale to, że rozciągnie się jak guma do żucia i nie mam żadnej gwarancji, że zakończy się przed następną niedzielą, to nie przewidziałam w najbardziej katastroficznej remontowej wizji. A toaleta na dole jeszcze nawet niezaczęta. Przez chwilę miałam momenty grozy, kiedy to siedząc sobie z OM na kanapie i leniwie coś tam przeżuwając, między jednym a drugim kęsem, usłyszałam, że za rok, dwa, to trzeba będzie pion centralnego wymieniać. Coooo???– ryknęłam. Dlaczego nie od razu teraz?- pytam się, choć myśl o tym, że to przedłuży już i tak uciążliwy czas remontu powoduje u mnie ścisk wszystkich wewnętrznych narządów, to nie wyobrażam sobie kolejnej rozpierduchy w najbliższej przyszłości. I kiedy już snuję plany (wszak jestem techniczna i nawet po fachu) jak wymienić pion centralnego z wyłączeniem łazienki na dole, po wyremontowaniu jej teraz, żeby jednak nie przedłużać i nie wymieniać na tę chwilę, OM dzwoni do Taty. Uff… to on jak był ostatnio, stwierdził, że rury  od centralnego nie muszą być wymieniane, a OM o tym zapomniał. Myślałam, że go uduszę, taki stres mi zafundował!

Z frontu szkolnego i przedszkolnego:

Pańcio, na pytanie, jak jest w szkole, zawsze odpowiada, że fajnie, i to by było na tyle. O tym, że dostał 6+ z czytania, powiadomiła Tuśkę Pani ze świetlicy, bo Pani nauczycielka bardzo Pańcia pochwaliła, gdyż ta wyróżniająca ocena była za tekst dodatkowy, który dzieci nie miały zadany, żeby się nauczyć.

U Zońci żadna zmiana nie nastąpiła, choć może niewielka w tym, iż biegnąc z radością rano do dzieci w przedszkolu, w końcu z radością wita Tuśkę jak po nią przyjeżdża 😉 I coraz więcej mówi. Wpada z mamą do sklepu i od progu woła: daa eść!! da eść!! Po czym jak już dostaje do rączej bochenek chleba, odtańczy z nim taniec (obrotowy i w górę ręce) triumfu i radości, to wbija się w niego ząbkami, cała szczęśliwa.