Na papierze…

Nie dorośliśmy jako społeczeństwo do realizacji planów odnośnie ratowania naszej planety. Własnego zdrowia. Ekologia to tylko ambitny plan na papierze. Puste frazesy, brak czynów i krzyk ekologów.

Z lokalnego podwórka: padły słowa, że śmieci mogą być wywożone nawet po rowach, byle cena nie wzrosła, a najlepiej spadła. Bo przecież za chwilę kolejne wybory, a stołek burmistrza jest wygodny. Coś, co zostało już uzgodnione i podpisane, zostało zerwane, bo przecież mieszkańcy nie zaakceptują kolejnej podwyżki. Tonięcia w śmieciach i smrodach nie zauważą.

Z krajowego podwórka: 57 miliardów z unii za zielone certyfikaty, to pieniądze na modernizacje i nowe obiekty odnawialnej energii. Zielonej. Pewnie poszły na zakup węgla z Rosji. W każdym razie, rząd nie zrobił nic w tej sprawie. A jedynie co robi, to rzuca kłody pod nogi. Jak dziś czują się ci wszyscy, którzy zrezygnowali z pieców węglowych i przeszli na ogrzewanie gazowe?

W lipcu firma założyła nam panele fotowoltaiczne. Od tamtej pory trwa korespondencja z Eneą, z którą nie mamy kompleksowej umowy na dostawę prądu, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo to ona ma w obowiązek podpisać z nami umowę i wymienić licznik. Umów jest kilka, wymian licznika również, bo przecież nie można było wymienić od razu na ten ostateczny. Ktoś coś z tego rozumie? My nie. Wciąż czekamy na zakończenie tej nieskończenie długiej historii, i tylko się cieszyć, że za oknem zima…

*

Najmłodsi wylecieli na ferie, więc wspólne świętowanie dnia Babci i Dziadka odłożone. Nie mam z tym żadnego problemu, mam za to cudownie wzruszające wspomnienia z takich dni. Tak czy inaczej, świętowania w przedszkolu Zońci i tak by nie było, bo pandemia.

Wszystkim Babciom i Dziadkom moc serdeczności. Każdy z nas wie, że wnuki to ogrom radości!

Afera…

Pod tym słowem może kryć się nadużycie, oszustwo, szwindel stulecia, innymi słowy sensacja. Właściwie nie ma dnia, żeby media nie użyły w swych nagłówkach słowa afera. Często tylko po to, żeby przykuć uwagę czytelnika, zwiększyć klikalność. I tak grube afery, które mają wpływ na rzeczywistość, na życie przynajmniej niektórych osób umykają pod zalewem codziennych aferek, jakie fundują nam media. No cóż, media dobrze wyczuwają nastroje w społeczeństwie, które podnieca się każdą opublikowaną aferką. A jak jeszcze dotyczy to znanych (nie)lubianych, to temat grzany jest, aż nie zastąpi go następna mniejsza lub większa draka…

Czy ktoś jeszcze pamięta o „ośmiorniczkach”? Jest ich około 300 gatunków, ale tylko jeden z nich obalił ówczesny rząd 😉 Obecnemu rządowi żadna afera nie jest w stanie zaszkodzić. A konsekwencje ponosimy wszyscy.

Najmłodsi też potrafią rozpętać niezłą aferkę między sobą, ale jedyną konsekwencją są słowa już cię nie kocham. Po czym za chwilę znów się kochają jak starszy brat z młodszą siostrą. Jutro wyjeżdżają na ferie- 10 dni ciszy i… pewnie zdążę zatęsknić 😉

Ps. Przeżyliście poniedziałek bez większych szkód?

Średnie miasto…

Wymarło.

Dwa lata temu w lutym i w marcu doniesienia z Włoch wbijały w fotel z przerażenia. Dziś kolejne śmierci prawie 700 osób na mało kim robi wrażenie. W Polsce. A najmniej na rządzących.

Przyzwyczailiśmy się? Chyba tak. A przynajmniej 45% społeczeństwa ma to głęboko w odwłoku.

Wczoraj nasze piękne polskie miasto, jakim jest Wrocław, wysunęło się na pierwsze miejsce na świecie w kategorii zanieczyszczenia powietrza. Na całym globie, to tam ludziom oddychało się najtrudniej.

Ale! Jest i też dobra wiadomość dla pacjentek z rakiem jajnika, a nie posiadających mutacji. W styczniu weszła refundacja leku niraparib. Do tej pory mogły brać go tylko w programie badań klinicznych, więc zamiast leku mogły trafić na placebo. Tak się przydarzyło jednej z pacjentek na moim oddziale. Lek nie zdziałał, ale ona się nie poddała, a mając znajomego w Kanadzie w odpowiednim instytucie, lek został zbadany i udowodniła, że podano jej placebo, więc MZ przyznało jej możliwość kolejnego leczenia.

A ja spokojnie rozpoczęłam szósty rok z olaparibem. Wyniki się ustabilizowały na byle jakim poziomie, ale w tej sytuacji to tylko może cieszyć. I cieszy 🙂

Kocham i (nie)rozumiem…

Tak niewiele myślę
Tak niewiele znaczę
Tak niewiele słyszałem
Tak niewiele potrafię

Wolność. Każdy ją pojmuje po swojemu.

W Zakopanem podczas ostatniego długiego weekendu dziki tłum, bo ludzie zmęczeni i złaknieni wytchnienia od codzienności, stęsknieni za wolnością. W Polsce ją mają, bo nie trzeba mieć paszportu covidowego, nie są zmuszani do testowania się, a maseczkę można mieć na brodzie, w kieszeni albo w ogóle jej nie posiadać przy sobie. Dlatego niektórzy ceniąc sobie wolność, od prawie dwóch lat podróżują tylko po kraju, bo obecne zasady wyjazdów zagranicznych to zamach na ich wolność. Jak to idiotycznie patetycznie brzmi, prawda? Zupełnie inaczej, niż gdyby taki miłośnik podróży bliższych i dalszych, powiedział, że rezygnuje z wyjazdów w świat, bo jest pandemia, a on nie jest zaszczepiony, gdyż z nauką mu nie po drodze, nie będzie się co chwilę testować, bo to kolejne koszty, trzeba też się zorientować, jakie w danym kraju obowiązują obostrzenia, a to już zbyt trudne jest…

Od lat obserwuję na FB pewną rodzinę kochającą podróże te bardzo dalekie, ale również bliskie. W czasie pandemicznym nie zrezygnowali ze swojego stylu podróżowania, które bardzo się różni od standardowych wakacyjnych wyjazdów większości turystów. Nie zrezygnowali z tego co kochają, dostosowując się do obecnej pandemicznej rzeczywistości, bez poczucia, że ktoś im cokolwiek ograniczył, a na pewno nie ich poczucie wolności.

Dobrego początku i całego tygodnia 🙂 Ja rozpoczynam krótką podróżą do DM, po piguły 😉

Osiem gwiazdek…

Tytuł właściwie wystarczyłby za cały post… Ale! Nie rozpisując się na temat tego, że czego się nie dotkną, to spieprzą, (nawet gdy mają całkiem dobre niektóre pomysły), nie mówiąc już o wszelkiej niegodziwości tej władzy, to wspomnę o wdrożonym „nieładzie pisowskim”, który hula po portfelach obywateli bez ładu i składu… Wiadomo było, że jednym zabierze, drugim rzuci ochłapy, a w końcowym rezultacie stracą i tak wszyscy.

Wiem, że nawet niektórzy przeciwnicy PIS-u cieszyli się z obniżenia wieku emerytalnego. Dla pracujących na własny rachunek ta opcja jest korzystna, gdyż wraz z osiągnięciem wieku pobierają emeryturę i dalej prowadzą firmę. Większość, jak nie wszyscy, tak robi, gdyż przedsiębiorcy, nawet firm jednoosobowych, potrafią liczyć, a przede wszystkim nie wierzą w nasz system emerytalny. I mają rację, bo oto emeryci zostali ograbieni ze swoich pieniędzy, które latami, ciężką pracą sobie wypracowali.

Cały ten nowy system podatkowy nie powinien dotyczyć emerytów, czyli nie powinien nikomu obniżyć dotychczasowej emerytury. Osobiście moja renta wzrosła o całe 85 złotych, więc być może komuś by się wydawało, że jeśli nie straciłam na tym „nieładzie”, to nie powinnam zabierać głosu. No cóż, wychowana byłam w etosie pracy i szlag mnie trafia, jeśli ludzi, którzy całe życie poświecili pracy zawodowej, odprowadzali swoje składki z ciężko zarobionych pieniędzy, teraz się okrada. Oni nie potrzebowali 13 emerytury, nie mówiąc o 14 i kolejnych, które PAD w ferworze kampanii zapowiadał z tym swoim nikczemnym uśmiechem… Im wystarcza to, co wypracowali oraz rzetelna waloryzacja.

*

Za chwilę czas świąteczny będzie już tylko wspomnieniem. Kolejnym. Jak dobrze, że mamy tylko trzy kotłownie, bo Tacie dni by zabrakło, gdyż średnio spędzał tam pół dnia- każdego dnia ;pp

Spokojnego, uśmiechniętego weekendu! 🙂

Koniec reżimu…

Wraz ze zmianą kapsuł na tabletki skończyła się era reżimu niejedzenia godzinę przed i dwie godziny po. Szybko się okazało jakie to zbawienne dla mojego snu o poranku tudzież swobodnego biesiadowania w doborowym towarzystwie lub nie, wieczorową porą. Jak (nie)zbawiennie wpłynie to na moją wagę, to się pewnie okaże, ale na wszelki wypadek nie wymieniam w niej baterii, więc milczy porzucona w kącie. Przymusowe ważenie dopiero w poniedziałek, więc nie będę się tym stresować; każdy kilogram na plus (u mnie) cieszy moje przyjaciółki (takie wredne som!) oraz pielęgniarki na oddziale, więc jakby co, to mam motywacje sprawić radość innym. Dlatego dziś zaczynam dzień od kawy, a do niej serniczek i jabłecznik… Wybitnie wstać mi się nie chciało, mimo iż środa więc urody doda, ale zobaczywszy przesyłkę z zaprzyjaźnionej piekarni, nie żałowałam, że o kole 10. zwlekłam się z łóżka. Świętowanie czas zacząć! Wprawdzie święta od jutra, ale kto mi zabroni?

Burza mózgów (dwóch) w końcu skończona… i przypieczętowana decyzją. Łatwo nie było, bo że trzeba i w co, to wiadomo, tylko gdzie i w jakie nie do końca po jednej linii, choć gdzie to szybko doszliśmy do porozumienia (mały smuteczek). Wygrała moja opcja, więc teraz już tylko czekamy na kosztorys i podpisanie umowy. Ufff… Czasy niepewne, nikt nie wie, jak namiesza nam ten (nie)ład pisowski- gorąca linia z naszymi księgowymi, którzy też niewiele wiedzą.

Uśmiechu dla Was 🙂

Życzmy sobie dobrze…

Zapach piernika wydobywający się z zapalonej świecy w ten ostatni wieczór starego roku spowił moje zmysły wraz z muzyką wszechczasów… Żadne tam koncerty marzeń-zakażeń, tak jakby wirusa nie było, bo gawiedź musi się bawić… Igrzyska muszą trwać, żeby niektórzy przetrwali.

W tym ostatnim dniu myślami byłam zanurzona we wspomnieniu- najradośniejszym w minionym roku. To była uczta dla oka i duszy- najfajniejszy prezent w postaci linku do zdjęć, na których uwieczniono miłość, przyjaźń, życzliwość i radość. Ta ostatnia aż wylewała się z ekranu. U wszystkich uczestników tego wydarzenia.

Potrafimy być radośni, szczęśliwi. Dobrzy i życzliwi również. Okazjonalnie. Na co dzień bywa z tym różnie. Może czas to zmienić?

Mikroświat…

Nie robiąc żadnych podsumowań, mam problem z określeniem jaki był dla mnie ten odchodzący rok. Bo tak naprawdę to cała paleta emocji towarzyszyła mi przez 12 długich miesięcy. Sporo wydarzeń pięknych, przepełnionych miłością, życzliwością, przyjaźnią, ale były też dni trudne, mroczne, nacechowane cierpieniem, niepokojem… Taki kalejdoskop w ogólnie niefajnej rzeczywistości- pandemicznej. Jedno jest pewne, że nie pamiętam kiedy i czy w ogóle, żałowałam, że dany rok się kończy. Nie dlatego, że wierzę iż wraz ze zmianą daty nagle rzeczywistość się zmieni, choć zawsze warto mieć nadzieję, ale jest to zawsze nowy początek- dnia przybywa i za progiem czeka wiosna 🙂 I choćby z tego powodu cieszę się ze zmiany cyferek w kalendarzu.

Postanowień też nie robię. Staram się z uśmiechem i nadzieją patrzeć w przyszłość, ciesząc się, że wciąż mogę to robić. Nie wybiegając zbyt daleko, nie planując, akceptując każdy kolejny dzień. Starając się, żeby to był dobrze przeżyty czas. Bo cokolwiek by się nie działo wokół- radującego bądź wywołującego złość, przygnębienie, smutek- mam własny mikroświat, w którym mogę się schować, przeczekać bez uszczerbku wszystkie burze i tornada.

Szczęśliwego i zdrowego!

To nie będzie łatwy rok dla wielu. Pandemia nie odpuszcza, rząd serwuje nam swój ład i porządek, czyli galopujące podwyżki wszystkiego, dobrze, że chociaż zima odpuściła ;p Ale damy radę, prawda? No!

ps.1 Od kilku dni zamiast 16 kapsuł biorę 4 tabletki. I przestałam się budzić w nocy na sikanie ;ppp Jaka to ulga… I jak tu nie patrzeć z optymizmem w przyszłość 😉

ps.2 Jak będzie taka potrzeba, to zaszczepię się kolejną- czwartą- dawką… Na razie się cieszę, że Pańcio zaszczepiony pierwszą, a kolejna już w styczniu. Zawsze będę orędowniczką korzystania z osiągnięć nauki i medycyny. Jestem żywym (wciąż ;p) przykładem, że warto!

Natura(lnie)…

Tak długiego i przy tak mroźnej, ale pięknej pogodzie spaceru świątecznego dawno nie odbyłam. Rodzinnego, z wszystkimi dziećmi- dużymi i małymi. Nie pamiętam takich świąt, kiedy zima przyszła w wigilijny poranek, a dni świąteczne nie dość, że mroźne to jeszcze słoneczne. Oba.

Natura nie zawiodła, pokazując swą piękną szatę. Natura człowieka zaś jest ułomna. Niestety.

Było intensywnie, z buzującymi emocjami, smacznie, radośnie i nie…z tym wszystkim, co się robi w święta, jak również czego się nie robi ;p Wspólny czas szybko mija…

I już po świętach… Nasze zapadną nam na długo w pamięci 😉 Będzie (jak zwykle) co wspominać.

Dobrego tygodnia 🙂

Wigilijny poranek…

Widok zaokienny z trzech stron świata…

Zima jest piękna, szczególnie w ten świąteczny czas- jak za dawnych, dziecięcych lat…

Ale! Nie dla kobiety z dużym domem i jeszcze większym podjazdem, która musi wyruszyć po dzieci, a z nimi do pracy, żeby zawieźć swoim pracownicom prezenty i życzenia, bo sama dziś ma wolne. Stękania i zaklinanie bramy, żeby się otworzyła, towarzyszyły entuzjazmowi… noszzz, kurna pięknie jest, pada śnieg, pada śnieg ;DD

Dom pachnie grzybami gotującymi się do strogonowa, który jutro wyląduje na stole… I to by było na tyle, w oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę. I na Tatę, który się przedziera przez lasy do nas zasypanymi drogami. Moje myśli krążą wokół tych wszystkich śnieżnych wigilijnych wieczorów. Wspólnych. Jest co wspominać przy kubku z kawą (w piżamie w renifery) w blasku lampek… mimo poranka.

Jeszcze raz… bo życzliwych życzeń nigdy za wiele…

Spokojnych i Pięknych Świąt! Niech radość nas wszystkich otuli, nadzieja i wiara…