Watra…

Stosik książek nieprzeczytanych coraz bardziej rośnie. Czekają na jesienne i długie zimowe wieczory. Lato intensywne nie pozwala sięgnąć po lekturę, choć czasami wzrok tęsknie kieruje się w ich stronę. Od końca roku szkolnego jedni przyjeżdżają, drudzy wyjeżdżają, nie było jeszcze jednego dnia, byśmy byli sami- domownicy ;). Śmiech, radość, biesiadowanie do samego rana, noc miesza się z dniem,  czasami brak snu. Intensywne wakacje… ale ja to lubię, kocham… takie dni dają mi energię na spokojne w ciszy ulubionego fotela dni, które przecież nadejdą …dają wspomnienia 🙂
W sobotę miałam zlot przyjaciół i zaprzyjaźnionych ludzików. Jak co roku nad pięknym jeziorem odbyła się Watra. Na scenie występowały zespoły, a my przy suto zastawionych stołach słuchaliśmy, śpiewaliśmy…by w końcu ruszyć w tany pod rozgwieżdżonym niebem. Duże rozpalone ognisko skupiało przy sobie wesołą gromadę. To impreza, na której spotka się wielu dawno niewidzianych znajomych z kraju i za granicy, którzy akurat przyjechali do Polski na wakacje. Za tydzień w sobotę taka impreza tylko dużo większa jest w górach. Ostatni raz byliśmy na niej trzy lata temu. W tym roku nie wybieramy się, bo zaraz obieramy z dziewczynami przeciwny kierunek- morze. Wczoraj dojechała nasza trzecia Przyjaciółka…nie wiem, czy to możliwe, ale dni i noce staną się jeszcze krótsze niż do tej pory ;)…

Reklamy