Burzowo…

Nie pamiętam, kiedy burza mnie złapała w trasie…Zawsze gdzieś tam bezpieczna, tym razem drogą przemierzałam kolejne kilometry. Przyjaciółka zasugerowała powrót, ale przed nami sznur samochodów, za nami sznur …wszyscy bardzo powoli poruszali się, niektórzy stawali na poboczach…Tak lało, tak grzmiało i błyskało, że i ja w pewnym momencie zwątpiłam co robić. Jednak bałam się stanąć na drodze pełnej drzew po obu stronach…Z radia dochodziły niepokojące komunikaty…Jedziemy dalej– stwierdziłam, nadrabiając miną- w końcu byłaś u wróżki a ta wywróżyła ci dłuuugie życie 😉 Dotarłyśmy do celu…a burza za nami…ale my już byłyśmy bezpieczne przy lampce czerwonego wina…