Sushi…suszi…;)

Czas spędzony beztrosko w ogrodzie wśród zieleni, kwiatów i czereśni na wyciągnięcie ręki. Dziewięć kobiet opalonych, uśmiechniętych i rozgadanych…o wszystkim. Na stole sushi i nauka co dla niektórych posługiwaniem się pałeczkami…Z każdym drinkiem szło albo lepiej …albo gorzej ;)Trzy z nas to singielki z odzysku, pozostałe w stałych węzłach;) Raczej bardziej niż mniej udanych…ale żadnej z nas w tym dniu nie brakowało męskiego ramienia…Pamiętam jak dzieci były małe i nasi mężowie spotykali się na męskich wypadach. Ja akurat nigdy nie miałam z tym problemu ale niektóre z nas tak…Jako młode mężatki i mamy zaganiane między pracą i domem nie bardzo akceptowały ten męski bez kobiet świat 😉 Teraz jest inaczej…potrzeba spotkania się tylko w swoim kobiecym towarzystwie powoduje zrozumienie i akceptacje, że nasi panowie też lubią pobyć tylko w swoim gronie. I tak jest od kilku lat…Dlatego po tak egzotycznym wieczorze;) mąż Przyjaciółki z pełnym zrozumieniem stwierdziwszy, że być może nas suszi 😉 zrobił nam śniadanko ze świeżutkich bułeczek z pachnącą aromatycznie kawą…

Reklamy