Zadbać o siebie…

Potraficie?

Mnie się wydaje, że potrafię. Już. Nie ukrywam, że status przewlekłej chorej w dużej mierze mi w tym pomógł. Paradoksalnie nie sam skorupiak, a piguły, które obniżyły moją odporności, a siły witalne rozłożyły na obie łopatki. Daję radę powstać. Codziennie! Pokonywać bariery, zdobywać szczyty, ale z przerwą na odpoczynek. Tyle ile trzeba. Tyle, ile potrzebuje mój organizm.

Czas zimy to taki naturalny czas odpoczynku, zwolnienia tempa, bo sama natura, aura do tego skłania. Szybko zapadający zmrok, mróz i śnieg na dworze, aż wymusza, by umościć się wygodnie w ulubionym fotelu, zapalić aromatyczną świecę, i pozwolić by myśli płynęły w stronę krainy przyjemności. Nie robić nic. Bez wyrzutów sumienia, że się siedzi lub leży bezproduktywnie.

Grudzień to intensywny czas w pracy i w domu. Bo przecież trzeba pokończyć wszystkie projekty, zamknąć rok, wysprzątać, zaopatrzyć dom, bo idą święta… Fundujemy sobie dodatkowe zmęczenie, odpoczynek odkładając na później. Później może wyglądać tak, że zafundujemy sobie chorobę, dobrze jak to tylko przeciążony organizm się zbuntuje, ale zmęczenie może też prowadzić do poważnych chorób. Na pewno wpływa na nasz nastrój. Bywamy gniewni na cały świat, byle co nas irytuje, dopada nas bezradność, złość, niemoc. Człowiek zmęczony to zły człowiek, a na pewno smutny.

Zadbajcie o Się! I nie mówcie, że się nie da 😉

Tego dnia cudnie skrzypiał śnieg pod nogami…

A wieczorem po harcach, hulankach i swawolach… ;)… Błogi spokój z zapachem świec, pysznym ciastem i herbatą o nazwie kraina łagodności z dobrym filmem w tle z Sandrą Bullock.

Dobrego tygodnia 🙂