Rzeczywistość…

Pobyt na oddziale onkologicznym, nawet krótki zawsze odciska jakieś piętno. Nawet kiedy bywa wesoło, czas leci szybko na rozmowach niezwiązanych ze skorupiakiem. Wyjście poza mury szpitalne jest jak haust świeżego powietrza, złapanie oddechu, poddanie się pędowi wolności. Pozornej. Powrót do swojego świata.

Dla bardzo chorego człowieka wielki świat traci na znaczeniu, kurczy się coraz bardziej. Ciężko na to patrzeć, kiedy jedyne co się liczy, to oddychanie. Słowa ciche, cienkie jak pergamin, rozciągnięte w czasie. Cień człowieka. Lekki jak piórko. Jednokierunkowa droga. Bez przyszłości…

A jeszcze nie tak dawno głośno się razem śmiałyśmy. Pomimo.

*

Słyszałam dziś, jak Pinokio chwalił się, ile to pieniędzy dzięki jego rządom pójdzie na dofinansowanie sfery publicznej, w tym ochrony zdrowia. A wczoraj usłyszałam od pielęgniarki, że zastanawia się, czy dociągnie do emerytury w swoim zawodzie. Chaos i papierologia którą są zarzucone, odbiera im czas dla pacjentów i rodzi frustrację. Wszyscy się w tym gubią. Co rusz nowe wytyczne i mnożenie dokumentów. Zmiany programów. Pani doktor przez godzinę szukała mojego opisu TK sprzed 4 tygodni, bo jak pacjentka mówi, że miała badanie, to musi być. Pielęgniarka z izby przyjęć biegała za mną, bo brakowało kilku moich podpisów. NFZ przestało refundować mój lek grupie pacjentek nieobarczonych mutacją. Dzięki programowi, za którym stoi koncern farmaceutyczny i jego badaniom dziewczyny wciąż mają szanse na nowoczesne leczenie. Na razie.

I wychodzi pan w garniturze opowiadając banialuki. 60% medyków albo wyjeżdża z tego kraju, albo zmienia zawód. Bo jest tak dobrze!