Mimozami…

jesień się zaczyna… a tak naprawdę nawłocią i to pospolitą, tak twierdzą botanicy, gdyż roślina, która przez większość uznawana jest za mimozę, nią nie jest.

I oto prysł ukorzeniony czar żółtych kwiatów rosnących w ogródkach i na ugorach w całym kraju 😉 Nawłoć jest trudna do wytępienia, a mimoza to kwiat wrażliwy na dotyk i raczej nie występujący u nas w naturze- no cóż…

Złotawa krucha i miła… Jesień w swej pięknie ubarwionej szacie potrafi zachwycić, szczególnie kiedy dni wciąż słoneczne i ciepłe… Niby wciąż mamy kalendarzowe lato, ale meteorologicznie właśnie się rozpoczęła jesień, którą już widać i czuć… i można nawet smakować 😉

Byłam na cmentarzu zawieźć świeży bukiet kwiatów do wazonu. Ktoś ułamał dwie gałęzie klonu rosnącego przy grobie. Jego los jest już przesądzony, ale nie spodziewałam się, że znajdzie się jakiś wandal, zanim zostanie usunięty… Tata, jak był ostatnio, to podziwiał, jak pięknie wyrósł. Kiedy mu powiedziałam, że w październiku zostanie wykopany, bo korzenie mogą podważyć pomnik, to stwierdził, że on wolałby klon niż pomnik. Ja też. Czy nie pięknie by było, gdyby nasze prochy znajdowały się pod takim klonem? Bezproblemowym. Pod nim kamień i niewielkie tabliczki z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem. Ech…

Przy okazji w kwiaciarni kupiłam kilka wrzosów do betonowych gazonów, które zostały wkopane, żeby utrudnić Mysi kopanie dołów w tym miejscu. Acz coś mi się wydaje, że to nie będzie dla niej żadna przeszkoda… a wrzosy będą musiały przeżyć nie jedną piaskową ziemną burzę ;p

Zońci w przedszkolu bardzo się podobało. To, że zostanie w nim bez problemu, to było raczej oczywiste, ale w końcu to wciąż mała dziewczynka więc mogła zatęsknić, bo dzień przecież długi. Odebrał ją tata, ale Tuśce przez telefon powiedziała, że jutro też idzie do dzieci… Ona jest bardzo kontaktowym dzieckiem. Zaś Pańcio napisał mi, że średnio jest zadowolony z pierwszego dnia w szkole 😉