Dom…

… malwami malowany…

Kiedy sprowadziłam się na wieś (najpierw do domu teściów- rok razem mieszkaliśmy- bo obok trwała budowa naszego domu), to zastałam las malw w różnych kolorach okalający jedną ze ścian domu rodzinnego OM, tę od strony ulicy. Swojsko i anielsko. W domu pachniało pieczonym chlebem, szarlotką, babką piaskową (choć i tak to torty spod ręki Teściowej były najlepsze), i grzybami… Obfitość ich w lasach przekładała się na zapełnioną po brzegi zamrażarkę w postaci mrożonych grzybów, jak i pierogów z nimi. Mogłam te pierogi jeść na śniadanie, obiad i kolację.

Niestety, po jakimś czasie malwy zastąpił świerk. No cóż, taka moda… Najpierw znikł zapach pieczonego chleba, potem zatarł się smak przepysznych tortów, a własnoręcznie ukręconą babkę zastąpiła baba ze sklepu. Świerk wyrósł na rozłożyste dorodne drzewo, zasłaniając słońce wpadające przez dwa okna do dużego pokoju. Poszedł pod topór…

Nie mam pojęcia, kto posadził znów malwy- czy Teściowa, czy może Ciocia, a może skądś przyniósł nasiona wiatr… To wciąż namiastka tego, co było…

Cieszą moje oko… są dobrym wspomnieniem. I żal tylko, że do domu wkradła się podstępna demencja i zawładnęła umysłem właścicielki…

*

Moje dni zdominowała cukinia, która obrodziła jak szalona z czterech tylko sadzonek- smażąc placki w dwóch wersjach, grillując, robiąc cukiniowe leczo, a nawet w wersji małosolnej…

przepis jak na małosolne, można dodać ulubione zioła do smaku- ja dodałam ostrą paprykę.

Kiedy ja w pocie czoła przy tych garach ;P…

To w tym czasie mój OM na protestach… Tu w mieście najlepszych pierników, ponoć 😉

Sądownictwo o tyle mu jest bliskie, że dawno, dawno temu otrzymał za masło licencję syndyka. Z tego też powodu ma różne kontakty w tym środowisku.

Wakacyjnego weekendu dla Was 🙂

ps.1. za dwa tygodnie będę się weselić…

ps.2. w naszym kraju dzieci mają niedorzecznego, coby nie napisać idiotę, rzecznika!