(Nie)pozytywnie…

To byłaby ironia losu, jego złośliwy chichot, gdyby test na covid okazał się pozytywny. Byłam przekonana, że nie będzie, ale cieszę się, że go zrobiłam dla pewności. Bo nic nie ma gorszego niż podejrzenia i niepewność. Nie żyję w izolacji przecież. To jest właśnie odpowiedzialność. Wszak ostatnio byłam bardziej mobilna, spotykałam się z wieloma osobami, trzy razy szpital, byłam na zakupach. Wszystko mogło się wydarzyć. Bardziej mnie jednak przekonywało to, że mnie gdzieś owiało, różnica temperatur-klimatyzacja, przy moim osłabieniu byle co mogło mnie dorwać. Rok temu miałam o tej porze zapalenie oskrzeli. Wprawdzie zrobienie wymazu to pokonanie 50km, ale przy okazji moje oprawki zostały naprawione u optyka, bo sobie spektakularnie siadłam na okulary. Z przytupem, mimo wagi piórkowej ;P Ucieszyło mnie to, bo odłożyłam wizytę u okulisty na lepszy, luźniejszy czas. Zresztą doktor ma w lipcu urlop.

OM się tak zdenerwował akcją „covid”, że zrobił akcję w firmie: szczepimy się! I tych pracowników, którzy jeszcze się nie zaszczepili, chce wywieźć do Rodzinnej i hurtem zaszczepić. Nie ma zmiłuj! 😉

Dwa dni walczyłam dzielnie z temperaturą i tak naprawdę, kiedy została zbita, czułam się w miarę dobrze, tyle że osłabiona. Drugi dzień przyniósł nadzieję, że idzie ku lepszemu. Niestety złudną. No to biorę ten antybiotyk. Dla piguł bardziej niekorzystna jest wysoka temperatura- zakaz brania- niż antybiotyki, szczególnie te, które ja mogę brać ze względu na alergię. Trochę te moje objawy wskazują na zatoki, ale kaszel, który mi towarzyszył już wcześniej, się nasilił, więc trzeba reagować.

no i ten ślub… za cztery tygodnie już będzie po weselu… Nie mogę wywinąć jakiegoś numeru dzieciom!

Kompletnie do mnie nie dociera, że to się w końcu wydarzy. Ani we mnie wielkiej radości, ani podekscytowania… choć wiem i cieszę się, że będą wraz ze mną towarzyszyć Dzieciom Młodszym w tym dla nich ważnym dniu moi Przyjaciele, Bliscy… W tym trzy pary Przyjaciół, dwóch Przyjaciół, Przyjaciółka- wszyscy bawili się prawie 34 lata temu na naszym z OM weselu. To pokazuje, jaka jest siła przyjaźni, jak silne więzi tworzy się w dzieciństwie i w młodych latach, które późniejsze lata, życiowe zawirowania nie przykurzą, nie zatrą, nie przerwą…

Nie mam konserwatywnego stosunku do ślubu. Nie musi być kościelny, cerkiewny czy cywilny. Mógłby być nawet symboliczny. Albo w ogóle. To para powinna decydować. Bez nacisku rodziny. Ślub nie daje żadnej gwarancji, żadnego poczucia bezpieczeństwa, nie w tych czasach. Ciężar tradycji wciąż dominuje, ale też i potrzeba powielania pewnych wzorców, które dają złudną stabilizację. Złudną, bo 1/3 małżeństw się rozwodzi. Pytanie ile tkwi w nieudanych związkach? To wcale nie znaczy, że kochający się partnerzy nagle powinni zrezygnować z formalizowania związku. Nie. Czy z tej przepięknej oprawy, jaką jest wyznanie sobie miłości i przysięgi.

Ale ciekawą alternatywą jest ślub symboliczny… Czy zdominuje wszystkie śluby? Wątpię.

I znów miałam pisać zupełnie o czymś innym, no to przynajmniej wrzucę zdjęcia… siedziałam sobie na górce w parku, z której kiedyś zjeżdżałam zimą na sankach, przychodziłam na koncerty odbywające się w amfiteatrze obok i patrząc na rzeźbę ptaków, która pojawiła się już po moim wyjeździe z miasta, stwierdziłam z nostalgią, że wszystko ma obecnie inny wymiar… ale patrząc na młodzież, która się tam grupkami przewijała, rozkładając koce, przesiadując na murkach bądź na drewnianych hamakach czy leżakach- nowe czasy- mówiłam do Aliś przez telefon, że kolejne pokolenie tworzy swoje wspomnienia… w naszym miejscu.

Spokojnego weekendu 🙂 Pogodowo. Patrzę jak mi moje DM zalało, na wysokie temperatury w Kanadzie i się zastanawiam, co nas czeka?