Żywotność…

Pogoda taka, że wysysa z człowieka tę krztę energii, która mu pozostała. W domu przyjemnie i chłodno, za co przyjdzie kiedyś zapłacić, ale cóż… komfort kosztuje. Dzięki temu nie padam wieczorem jak kawka, śpię też dobrze. Ale! To już nie te czasy, kiedy byłam stuprocentową sową. Bycie skowronkiem mi nie grozi, chyba że w innym życiu, bo coraz bardziej czuję się jak ta… gęś ;p

Biorąc pod uwagę, że każdy mój wysiłek jest okupiony padnięciem (na kanapę tudzież na cokolwiek, na czym można posadzić tyłek), to tylko gęgania brakuje i autoportret jak nic 😉

W sobotni wieczór udzieliła mi się radość kibiców, która była nieproporcjonalna- ale za to fantastyczna i zarażająca- do wyniku jaki nasi „orły” uzyskali na hiszpańskiej ziemi. OM poszedł mecz oglądać do kumpla, Tuśka spędzała miły wieczór u się z dawną koleżanką z dzieciństwa mieszkającą obecnie od kilku lat w Barcelonie (córka Bliskich z Kanady), więc klimat dziewczyny miały odpowiedni, choć raczej dużo wspominały, nie przejmując się polsko-hiszpańskimi rozgrywkami, bo niejedne wakacje, czasem bardzo długie i to po obu stronach oceanu spędziły razem. Ja miałam zamiar poczytać, a mecz miał lecieć w tle…Ale! Znajoma, wysyłając mi swój zestaw kibica, spowodowała u mnie zazdrość, więc zeszłam do sklepu skompletować własny. Kiedy wróciłam, było już jeden do zera. Noooszzzz! Siedziałam w stuporze, zastanawiając się, czy warto otwierać to bezalkoholowe piwo i prażynki, bo co tu świętować?? Otworzyłam. Piwo jest moczopędne, więc kiedy byłam w toalecie, padł kolejny gol. Remis. Potem zobaczyłam niestrzelonego karnego. Kiedy znowu zachciało mi się do łazienki, to bałam się ruszyć, bo z rachunku prawdopodobieństwa wychodziło mi, że będzie kolejny gol, niestety dla przeciwników. A potem to już czasu zabraknie. Siedząc karnie do końca meczu i niekoniecznie śledząc uważnie (szukałam torebki w necie) tak się oto przyczyniłam do sukcesu białoczerwonych i radości rodaków 😀

Zamiast żywej gęsi łabędzie z małymi z czarującego ogrodu…

I z własnego podwórka…

Biała też już kwitnie…

Ale bardziej cieszy kwitnąca cukinia… mniam…

Niestety piękna tawułka mi uschła z nieznanych przyczyn. I ogólnie kondycja kilku krzaczków jest wątpliwa. Tak jak moich włosów, które nie chcą przestać wypadać w ilości zatrważającej. Skłaniam się, że przyczyną jest anemia, piguły, ale LP również boryka się z nadmiernym wypadaniem, twierdząc, że to po covidzie. Była u lekarki- trycholog, która potwierdziła, że ma dużo pacjentek, którym po przechorowaniu zaczęły wypadać włosy i to nawet po 2-5 miesiącach od zachorowania.