A w poniedziałek…

Dla większości i przez większość życia poniedziałek to początek pracowitego tygodnia. Najpierw związanego z nauką, a potem już z regularną pracą. Kolejnego… i tak przez wiele, wiele lat… Od prawie siedmiu lat mnie to nie dotyczy, gdyż całkowicie zawodowo się wyłączyłam. Firmę na swoich barkach dźwiga OM, który lubi to co robi, i wiedząc ile stresu, energii i siły pochłania ta praca, chroni mnie nie tylko fizycznie, ale również psychicznie nie mówiąc o wszystkich problemach. Ale! Nie o tym ja chciałam… Drugą czynnością, jaką wykonuję po przebudzeniu (pierwsza to sięgnięcie po wodę), jest spojrzenie w telefon na wszelkie wiadomości, które przyszły, kiedy spałam. A kiedy już ogarnę śniadanie to rzucam się na FB z prasówką 😉 Nie inaczej było wczoraj. Dobrze, że rano piję tylko wodę, bo prawie oplułam ze śmiechu telefon… gdyż fejsbuk stwierdził, że dość obijania się, totalnego lenistwa, śniadań w łóżku… i na „dzień dobry” rzucił we mnie propozycją 😀

I teraz pluję sobie w brodę, że spędzając wakacje u babci na wsi „doiłam” pszczoły, a nie krowy. Miałabym wyuczony fach w ręku, a zarobek godny biorąc pod uwagę rozpędzoną inflację, która zżera moją skromną rentę na waciki ;p Na szczęście z głodu nie przymieram, gdyż każde wyjście do ogrodu powoduje, że coś tam przeżuwam…

Buraczki też już wzeszły, więc plewienie będzie na swoim 🙂

A tak serio to tęsknię za czasem, kiedy praca układała mi grafik dnia. Wypełniając go intensywnie, ale i przyjaźnie, bo mogłam planować podług siebie, choć nie zawsze aż tak elastycznie jakby się chciało. Często w nocy…ale ja to lubiłam. Z drugiej strony doceniam ten wymuszony wolny czas, w którym dni się mylą podobne jeden do drugiego. Myślę, że to brak równowagi doskwiera, że ten „odpoczynek” przyszedł za wcześnie i niezasłużenie…

A w ogrodzie… mym własnym, kwitną irysy…

Piwonie dopiero w nienapęczniałych pąkach- chwilę trzeba będzie poczekać… Ale i tak codziennie zrywam bukiet pt. Plony ziemi, który potem zjadam…

Pięknego czerwcowego tygodnia dla Was 🙂

ps. Szczepmy się! Doniesienia z UK o indyjskiej mutacji wirusa brzmią niepokojąco. Czas wakacji to czas totalnego poluzowania nie tylko w obostrzeniach, ale przede wszystkim w zachowaniach ludzi… Jakaż to fala oburzenia i zarzut segregowania ludzi spłynęła na organizatora Pol’and’Rock Festival, który według wytycznych MZ i za aprobatą publiczności, która w głosowaniu wybrała taką właśnie opcję, że festiwal dla większej liczby osób (20 tys.), ale zaszczepionych- widać, że sporo osób jeszcze nie dorosło do rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć.

24 myśli na temat “A w poniedziałek…

  1. Odkąd nic nie musze polubilam niedzielę😊, przedtem byla skazona mysla, ze jutro poniedzialek!Ale tez zlapaam sie na tym, ze mylą mi sie dni tygodnia😉( a kiedys, gdy zdarzalo sie to Mamie,prychalam z oburzenia😥)

    Polubienie

    1. 😀ja co chwilę się łapię na tym, że „małpuję” Mam 🙈
      Niedzielę też polubiłam całkiem niedawno, ale to się wiąże z tym, że to jedyny dzień, w którym OM jest więcej w domu niż w pracy.
      I kiedy mi tęskno za intensywnością, to powtarzam sobie: przecież jest cudnie- nic nie musisz 😀

      Polubienie

  2. Dojarz krów z sześć tysi brzmi ciekawie 🙂 Z tym że ja ledwo krowę od byka odróżniam 🙂 U mnie truskawki jeszcze sie nie czerwienią, ale na czereśnię od soboty wchodzę 🙂 Są mniejsze niż zwykle, przez szaloną wiosnę, ale słodyczy im nie brakuje 🙂

    Polubienie

    1. A i 8 można wyciągnąć. Gnaj na łąki doszkolić się w anatomii bydła 😀
      Jak na razie to codziennie objadam się kupnymi truskawkami do wypęku, a tymi z ogrodu się delektuję😀Za to czereśnie garściami- Pańcio dziś zwietrzył interes, bo u nas dużo i u kolegi, więc chce zerwać i sprzedawać😀

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ekhm…. wyobraziłam sobie szczegóły tego szkolenia. Praktycznego.. 😀 😀 😀
        Ten Pańcio to w życiu nie zginie. 😀
        A u nas ja – ostatnio niemal niepracująca – pilnuję kalendarza, bo mojemu OM właśnie w robocie dni się zlewają. „A czy Ty wiesz, że to już czwartek?” „O matko, naprawdę? Jak cudownie! 🙂 ” U mnie też kalendarz dziwnie się wypełnia, bo jak nie to do załatwienia, to owo.
        Też się owocami obżeram, bo jak nie o tej porze roku, to niby kiedy? 🙂 Truskawki wprawdzie się już kończą, ale czereśnie są, a za chwilę pojawi się mój ukochany gatunek czereśni, czyli picotas – wielkie, czarne, i słodkie jak miód. ❤ Zresztą, być to jest wszystko, tylko nie wszystko w cenach ze szczytu swojego sezonu. 😛

        Polubienie

        1. 😀😀
          Prawda? Taki świat, że wszystko przelicza się na kasę, nawet młody zwietrzył interes rosnący na drzewach. Już pytał się o wiśnie, a gruszki „zaklepał” u drugiej babci 😂
          Robota może tak pochłonąć człeka, że dni mu uciekają w trymiga. Ja ostatnio robię za kierowcę, przywożąc i wożąc Pańcia na różne zajęcia. I muszę pilnować jaki to dzień…
          Teraz jest najcudowniejszy czas. Tyle że non stop człek obżarty chodzi. Jeszcze dziś doszedł bób, a to zwiastun tego, że już będzie codziennie 😂 Też uwielbiam te czereśnie, najpyszniejsze zawsze jadłam na południu PL; u nas bywają na straganach, ale mało kto ma tę odmianę w ogrodzie. Zresztą one się pokazują dopiero w lipcu.

          Polubienie

  3. Piękne plony będą…😀
    U mnie w ogrodzie pomalutku dojrzewają borówki, maliny ( w tamtym roku było może 5 sztuk jednego i drugiego) i jabłka. W doniczce na tarasie rzodkiewki.
    Ja od roku się „obijam”. Przeszłam na etat „marynarzowa”😀 I też wreszcie polubiłam niedziele.
    25 lat pracy na uczelni plus dom dały mi w kość. Bardziej psychicznie niż fizycznie, więc teraz „odpoczywam”. Ale może powinnam zainteresować się „Twoimi” ofertami pracy😄
    Pańcio ma dobry pomysł, ja chętnie bym zakupiła. Uwielbiam czereśnie.

    Polubienie

    1. Dzielę się ze szpakami 😂
      Od lat nie robię przetworów, a dostaje conieco od przyjaciółek. Maliny mi wyginęły, są u Tuśki i w ogrodzie przy chacie rodziców- tam są też borówki. Dom wynajęty, ale pani obiecała dać mi znać, kiedy dojrzeją.
      Wierzę. Fizyczne zmęczenie można zregenerować, a psychiczne dużo trudniej. No typową niepracującą „marynarzową” nie jesteś, choć ja znałam tylko taką jedną- mamę koleżanki.
      Nie znam osoby, która by nie lubiła czereśni- są boskie! 😀I dla mnie to są właśnie owoce lata! Jedzone prosto z drzewa ogrzane słońcem… ech… niczego więcej nie potrzeba 😉

      Polubienie

  4. Brawo za oferty pracy, które miałaś do wyboru 🙂 Dobrze, że można się pośmiać. Co, do Pańcia, to może zrobić niezły interes na czereśniach, bo w sobotę na rynku były po 30 złotych za kilogram i to takich średnich.
    Wczoraj minęły dwa miesiące, jak zachorowałam i również wczoraj byłam u lekarza rehabilitanta i opuśćmy zasłonę na tą panią. Dostałam skierowanie na rehabilitację, i udało mi się ja załatwić od 21 czerwca i następna wizyta u rehabilitanta, będzie już tam, gdzie mam zabiegi. Pozdrawiam 🙂 🙂 🙂

    Polubienie

    1. I narzekają, że w PL roboty nie ma. Wszyscy by chcieli za biurkiem siedzieć 😉 W pole i do obory mości panie i panowie!
      No pacz, a on tak skromnie po 6 złotych chciał😀
      Ech, no wszystko opada. Zdrowie stracić można w 5 minut, a powrót trwa miesiącami albo i latami. Rehabilitacja też bywa trudna i długa. Oby kolejny więcej zdziałał i dał nadzieję na szybką poprawę. A myślałaś o sanatorium?
      Ściskam mocno i dużo zdrowia!💚

      Polubienie

  5. Hi, hi, hi, czemu mnie takie oferty pracy nie przychodzą? Ale z drugiej strony chyba zareagowałabym tak jak Ty. Ostatnio zaadaptowałam mały ogródek przy moim bloku. Na razie szału nie ma, ale radości z doprowadzenia go do porządku jest co niemiara. Na razie jednak pozwolę sobie popodziwiać śliczności rosnące w Twoim ogrodzie. Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

    1. Dobre pytanie😀 Mogłabym je odwrócić i zapytać, dlaczego ja je dostaje?😂
      Aaa radość rozumiem i popieram. To duża satysfakcja jak się przyczyniamy własnymi rękami do zmian w otoczeniu😉
      Moc serdeczności 🙂

      Polubienie

  6. Myślę,że nie ma w życiu idealnej sytuacji,kazdy medal ma dwie strony,że się tak banalnie wyrażę.
    Dzis jak myślę o sytuacjach,kiedy z goraczką szlam do pracy,to uwazam,ze bardziej glupia byc nie mozna.
    nawet panie w ZUSie były w szoku,że nie mam „w papierach” L-4..choć nie wiem,czy to powod do dumy czy wrecz przeciwnie.:))
    Pięknych dni,Roksano,sciskam serdecznie

    Polubienie

    1. Bo to prawda. Pracoholizm nie tylko źle wpływa na pracoholika, ale również na jego otoczenie. I trzeba sobie umieć poradzić w takiej sytuacji, a nie każdy potrafi. Szczególnie na DG jest trudno, bo często granice życia zawodowego z prywatnym są zatarte…
      Myślę, że to oznacza, żeś zdrowa jak rydz😉 A tak serio, to nie warto narażać swoje zdrowie. Ale podziwiam i szanuję, bo mi taka postawa bliżej sercu leży. Teraz mamy nadużywanie L4. Ja się wyleczyłam z niechodzenia na zwolnienie, kiedy musiałam płacić ZUS jednocześnie przyjmując chemię, a potem kiedy nie przysługiwało mi zwolnienie na dziecko po wypadku codziennie wożone 30 km na rehabilitacje. Panie w ZUSie same zasugerowały, żebym wzięła zwolnienie na siebie.
      Dziękuję, i Tobie również 🙂 Czerwiec mnie zaskakuje w swojej obfitości jaką mnie obdarowuje w piękne momenty 🙂
      Uściski🙂

      Polubienie

      1. Dość stary ten”rydz”😀 oraz boze broń, nie porównuje się z Tobą, ani z nikim, kto poważnie chorowal . Nigdy nie robiłam moim pracownikom żadnych uwag na temat absencji chorobowych, bo mam trochę wyobraźni.. chyba😀 uwielbiam czerwce💚

        Polubienie

        1. Oj tam, oj tam… grunt, że zdrowy😀
          Ależ przez myśl mi nie przeszło, że się porównujesz z kimkolwiek. U nas firma „rodzinna”, bo na wsi nic się nie ukryje, więc bumelanckie zwolnienia też. I zdarzały się takie- wśród pracowników rzadziej, ale nagminnie u uczniów na praktyce.
          Mój Tata tak jak Ty nigdy nie brał zwolnienia. Bo nie chorował. Przeziębienia zawsze przechodził, jeśli mu się zdarzały. W szpitalu znalazł się (wypadek) już jak pracował tylko na swoim i w wieku emerytalnym. Śmieje się, że jego składki idą na moje konto… bo ja ten system dużo kosztuję😉

          Polubienie

  7. Jeszcze tylko ja w poniedziałek przyjmę druga dawkę i już zarówno ja sama jak i wszyscy moi bliscy będą kompeltnie zaszczepieni. No ok, jeszcze Patryk, ale to MZ musi zezwolić na szczepienie dzieci poniżej 12 roku życia. Dziwi mnie że jest takie słabe zainteresowanie wśród rodziców by szczepić nastolatki. Kurcze, pierwsza bym poleciała jakby było to możliwe. A tu zdaje się że 17 procent tylko chce zaszczepić swojego nastolatka. Bardzo, bardzo mało.

    P.s. my to żyjemy w naprawdę dziwnym społeczeństwie, że trzeba wabić loteria ludzi by zechcieli uchronic się przed choroba a często i śmiecią.

    Polubienie

    1. Super! Moi bliscy też wszyscy zaszczepieni bądź czekają na druga dawkę – czerwiec. Przyjaciółka swego nastolatka chce zaszczepić, ale ma się zorientować, czy te 12 lat to rocznikowo, czy musi mieć skończone.
      Myślę, że prędzej zwabi niemożność podróżowania bez testów, które jednak słono kosztują, kiedy całą rodziną chce się gdzieś dalej pojechać. Młodzi najczęściej podają, że szczepią się, bo chcą podróżować.
      Dlatego tez jestem za tym, by duże koncerty były tylko dla zaczepionych i ozdrowieńców. Coś musi przemówić do rozumu 😉

      Polubienie

      1. Swojego czasu lubiłam je paść 😀Łąka była nad rzeką i spotykałam się tam z kumplem, który wraz ze swoją siostrą bliźniaczką i o dwa lata młodszą siostrą przyjeżdżali na wakacje do dziadków. Nie byli z DM, więc tylko w wakacje albo w jakieś weekendy czy święta się widzieliśmy. Ech… nawet kurę w glinie piekliśmy- to były fajne czasy 😀

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s