Być dzieckiem..

Zafundować sobie w Dniu Dziecka wizytę u stomatologa, to tylko ja mogłam wpaść na taki pomysł. Zamiast rozpieszczania/pielęgnowania tego, co zachowało się we mnie z dziecka, poddałam się torturom. Niby poszłam tylko na przegląd i czyszczenie po dłuższej przerwie i skontrolowanie, czy ból, który się pojawił jakiś czas temu, spowodował niemiłe konsekwencje. Pani doktor wysłała mnie na prześwietlenie, bo jej (nie pierwszy raz) kości się nie podobają. No cóż. Z robiłam z marszu, mimo iż rejestracja tylko przez telefon, ale jak już wlazłam, to miła pani z obsługi aparatu powiedziała, że z robi od ręki. Miłe. Przynajmniej nie muszę w tę i z powrotem gnać do ŚM w innym terminie. Od razu też zabukowałam sobie kolejny termin u pani doktor.

Macie w sobie coś z dziecka? Jestem przekonana, że każdy ma. U mnie chyba na pierwszym planie jest radość z drobiazgów. A najbardziej żałuję utraty beztroski- myślę, że to jednak jest nieuniknione, jak się wkracza w dorosłość.

Choć po/w drodze beztrosko poszwendałam się po chaszczach i w nagrodę uwieczniłam pierwsze maki…

Dla dorosłych dzieci mam słodkie conieco zakręcone w słoikach…

lekki podręczny stoliczek od Dzieci Młodszych na taras i do ogrodu, żeby sobie postawić przy leżaku 🙂 a miody smakowe zakupiłam po raz pierwszy, choć zawsze przywożę do domu miód z różnych regionów, jeśli gdzieś jestem w podróży.

Najmłodsi obdarowani zostaną z jednodniowym poślizgiem, bo ten radosny dzień spędzili u Taty. Rodzice opiekują się nimi naprzemiennie i od samego początku ustalili, że nie jest to tydzień na tydzień, dlatego nie widzą dzieci najdłużej tylko przez pełne dwa dni z rzędu- i są to sobota i niedziela co drugi tydzień.

Trudno być rodzicem. A kiedy dzieci mają dwa równoległe domy, jeszcze trudniej.

Bzy powoli przekwitają, ale są takie, które dopiero co zaczynają kwitnąć…

bezik przed domem LP 🙂

Kawa z przyjaciółką pośród zapachów z ogrodu w otoczeniu bujnej zieleni zrodziła plan wycieczki w miejsce urocze i mocno pachnące. W piątek. Mam pewne obawy, bo zabieramy Najmłodszych plus synka LP. Na wszelki wypadek zapakujemy wózek dla Zońci (i kartonowe nocniki ;p) Ale to niejedyny plan, bo zarezerwowałyśmy z Tuśką pobyt w górach. Nigdy nie planowałam tak konkretnie wakacji z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. No dobra raz. Ale wtedy leciałam za ocean i potrzebowałam wizy dla się i dziecka. W pandemii jednak terminy rozchodzą się jak świeże bułeczki…