Krzyk…

Przebijający granice usłyszał cały świat. Krzyk białoruskiej aktywistki. Krzyk pojawia się w momentach bezradności i wkurzenia. Zmęczenia sytuacją. Sam krzyk nie wystarczy, nawet kiedy przyłączą się do niego inni. Tylko działanie, czyny, zmiana. Tak jest w każdej sytuacji… Ale jest impulsem do działania. Nawet jeśli byłby to kolejny zryw w tym ultramaratonie do wolności, do wyzwolenia się z reżimu dyktatury, nieprzynoszący oczekiwanych skutków. W staniku czy bez. Szczerze mówiąc, nie potrafię zrozumieć posłanki lewicy, która się skupiła na prześwitujących cyckach aktywistki-artystki intermedialnej. Nie usłyszała krzyku? Dlaczego tak często odbiorcy skupiają się na wyglądzie jako kluczowym przekazie zamiast wsłuchać się w słowa? Nawet niemy krzyk ma swój przekaz.

Czasem się zastanawiam, czy w Polsce jeszcze jest lewica.

Krzyk… o strój.

Dla większości strój powinien być odpowiedni do okoliczności. Tak często pojawiają się nagłówki, że ten czy ta nieodpowiednio ubrali się na pogrzeb, ślub czy inną uroczystość. Do pracy, na uczelnię. Słusznie? Kto a może co narzuca nam dress code? Stereotypy czy savoir-vivre? Jedno jest pewne na manify czy protesty nie obowiązuje żaden kod kulturowy. A tak swoją drogą, to gdyby kobiety zawsze przestrzegały kodu kulturowego, to wciąż tkwiłyby w kuchni przy garach we własnych domach w spódnicach po kostki 😉

A tak w kontekście biustu, to dziś jest Międzynarodowy Dzień bez stanika 🙂 A sama idea porzucenia biustonoszy powstała w latach 60. i 70. ubiegłego wieku. Mnie się zdarza nie założyć.