Punkt odniesienia…

Dom.

Ostoja.

Rodzina. Otoczona przyjaznymi murami wypełnionymi miłością. Kiedy podstawowego elementu zabraknie, dom staje się tylko budynkiem. Na sprzedaż.

Od zawsze myślałam, że piękniej by było, gdyby ta moja-nie-moja wieś była w odległości do DM nie większej niż jest od ŚM. Ileż by to spraw ułatwiło. Ileż możliwości by było…

Zimno. Szkoda uciekających dni… A w ogrodzie Tuli Pan Panią…

Ostatnią moją działalność przypłaciłam ostrym bólem pleców utrzymującym się przez 3 dni. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Pierwszy raz mnie tak bolało, że nie mogłam wziąć głębszego oddechu… (Nie licząc pewnego nerwobólu, który mnie wręcz sparaliżował, ale to był skutek chemii dożylnej). I pierwszy raz zobaczyłam, że na sporej części trawnika mam…

i jak tu kosić trawę?…
… no nie da się 😉

Sąsiad wyciął dużego pięknego świerka, który był w centralnym punkcie mojego okna na świat z pozycji leżącej na łóżku. Wciąż widzę inne drzewa, ale też większy kawałek nieba, przynajmniej dopóki lipa i brzoza nie będą w swych zielonych sukienkach…Niebo bywa spektakularne….ale żal drzewa- było miejscem towarzyskich spotkań ptaków i jedną z trampolin Rudej.

Miłego 🙂