Jutro różni się od wczoraj…

Koniec starego i początek nowego…

w mojej wsi u sąsiada kwitną róże przez cały rok!
i znowu pocukrzyło ku radości Najmłodszych 🙂

Oby 2021 różnił się od 2020 jak te dwa zdjęcia, robione w odstępie niecałej doby na przełomie starego i nowego…

W Nowy Rok weszłam bez długów rzutem na taśmę. Nie, żeby mi zadłużenie sen z powiek spędzało, wręcz przeciwnie, śpię spokojnie. Ale! Ponieważ kompletnie nie byłam świadoma, że mam dług. I dalej nie byłabym, gdyby nie powiadomienie z Wydziału… Abonament RTV. Tak, tak, jestem tą frajerką, która płaci na telewizję rządową, nie oglądając NICZEGO na kanałach TVP, nawet jak ma w tytule „Osiecka”. Nie bo nie! A konkretnie…noszzz kurka wodna, wystarczy, że im płacę, więc nie będę im jeszcze robić oglądalności. I nie można być gołosłownym- trochę oglądać, a trochę nie… Nie oglądam, ale… No nie ma żadnego ale! To wszystko jest kurwizja. Kropka.

Ale do brzegu, a raczej do długu… Gdzieś nie wiadomo gdzie i jak zawieruszyło im się całe 11,60 złotych na przełomie 2018/19. I jedna miesięczna opłata za ubiegły rok. O niej akurat wiedziałam, że mi się przeoczyło, ale z premedytacją nie płaciłam, mając złudną satysfakcję, że płacę im z miesięcznym poślizgiem. Zgrzytając zębami (nie chodzi o kwotę, tylko sam fakt) puściłam przelew, pocieszając się, że oto wchodzę w Nowy Rok bez zaległych zobowiązań. Chociaż tyle.

Pierwszy zakup w tym roku też już poczyniłam. Czajnik z gwizdkiem na gaz. Nie że mam ochotę gwizdać na wszystko, ale OM uparcie nie korzysta z czajnika elektrycznego. I gwiżdże na moje utyskiwania. Za to te z gwizdkiem sukcesywnie wykańcza, nastawiając w nich wodę, po czym beztrosko zasypiając bądź wychodząc z domu na czas nieokreślony. Żeby jeszcze ta para szła w ten gwizdek. Ale, gdzie tam, idzie na cały dom, woda się wygotowuje… czasem zdążę wyłączyć, czasem nie…

Mnie zaś sukcesywnie wykończy Tata. W Sylwestra oznajmił, że przyjedzie w Nowy Rok, ale poprosiłam, żeby wziął pod uwagę pogodę, bo prognozy były typowo zimowe. Po czym rano ustaliliśmy, że jednak jest śnieżnie i ślisko, więc nie przyjedzie. Odetchnęłam z ulgą. Po czym po kilku godzinach, kiedy Najmłodsi z Tuśką zbierali się do domu, słyszę jak Pańcio krzyczy, że dziadek jest w kotłowni. Przyjechał do mojego i Tuśkowgo pieca. Nakarmiłam i dałam nocleg… 😉

PS.

Magia pierwszego wieczoru w tym roku…

wyjść czy nie wyjść, o to jest pytanie 😉

Śnieg nie zniknął w sobotni poranek. To pierwszy cud tego roku 😉 Radość- bo jakże miło usiąść na kanapie z widokiem ośnieżonego ogrodu, trzymając gorący kubek z kawą przy naleśnikach z konfiturą wiśniową w towarzystwie Taty- i niepokój- co do drogi powrotnej, szczególnie leśnego jej odcinka…

Pięknego pierwszego weekendu tego roku! 🙂