Wspólne i niewspólne…

Bywają kością niezgody. Braku porozumienia. Przemocy ekonomicznej. Pieniądze.

W moim domu rodzinnym było bardzo tradycyjnie do samego końca. Tata prywatne konto, na które mu teraz spływa emerytura, założył dopiero po śmierci Mam. Całe życie oddawał całą pensję żonie, a że był pracowitym i zdolnym, to wszelkie patenty i fuchy oraz profity z prowadzenia sporej pasieki odkładał na grubsze wydatki, którymi Mam nie zaprzątała sobie głowy. (Zakup lodówki, telewizora, auta, budowa domu na wsi… itp. ). Taki układ trwał przez wszystkie wspólne lata, nawet jak mama przestała pracować, czy jak oboje już pobierali emeryturę, którą listonosz przynosił do domu, a Tato dokładał jej sowitą pensję z firmy. Od czasu do czasu Mam tylko negocjowała wysokość tej pensji 😉 W każdym razie z tych pieniędzy nigdy nie była rozliczana.

Jedna z moich przyjaciółek od lat nie ma pojęcia, ile ma pieniędzy na swoim koncie, na które wpływają jej zarobki (każdego miesiąca jest to inna kwota), bo mąż nimi dysponuje, robiąc wszelkie opłaty. Ona się tylko pyta jak potrzebuje na zakupy bądź dentystę, czy jest wystarczająca ilość środków. I jest z tym szczęśliwa. Wcześniej to ona zajmowała się rachunkami, zdarzyło jej się zapomnieć, narobić długów przez to, więc teraz uważa, że ma problem z głowy. Kasę też, bo w ten sposób mąż kontroluje jej każdy wydatek.

Drugiej przyjaciółce kilka lat temu wywalczyłam dostęp do osobnego konta, na które jej mąż przelewa dość pokaźną sumę, tak, żeby miała komfort robienia zakupów i opłat bez wydzielania codziennie pieniędzy i martwienia się, czy przypadkiem nie zabraknie jej pieniędzy przy kasie. Zapomniałam o tym, ale niedawno mi przypomniała, mówiąc, że jest mi za to bardzo wdzięczna.

My z OM zawsze mieliśmy specyficzny układ, a właściwie jego brak… Brak jakiejkolwiek kontroli kto ile i z której puli, do których mamy dostęp, czy to szuflada w komodzie, czy konta osobiste i firmowe. Jedyny podział to taki, kto, jakie pilnuje przelewy w ramach miesięcznych opłat. Oboje jesteśmy z tych, którzy oprócz kart płatniczych muszą mieć gotówkę w portfelu czy kieszeni (OM nie posiada portfela ;p). Moim bankomatem jest szuflada bądź kieszeń OM, jak już mi się kończy gotówka.

Różnie z tymi wspólnymi finansami bywa w różnych związkach. I nie ma żadnego jednego najlepszego rozwiązania, bo każdemu może odpowiadać zupełnie inny model. Najważniejsze jest wspólne wypracowanie takiego, by żadna ze stron nie czuła się w nim źle. Pomijana. Upokarzana. Wykorzystana. Związek małżeński to wspólnota, i obojętnie kto ile wnosi do niego zasobów finansowych, są one wspólne. Prawnie. Chyba że się ma rozdzielność majątkową. Dobrze o tym pamiętać. Ale najczęściej to brak zaufania i różne cechu charakteru powodują w tej kwestii konflikty. Obserwując różne pary z mojego otoczenia, to wysnuwam wniosek, że chęć kontroli, skąpstwo, oraz przeświadczenie, że każdy musi zarobić na siebie, to główne przyczyny konfliktów. I najczęściej wywoływane przez sprawców takiego podejścia, bo często druga strona się nie buntuje z przyzwyczajenia, że tak właśnie u nich w związku jest.

*

Bacznie przyglądam się doniesieniom o szczepionkach. Bo jestem za i to bardzo, żeby się zaszczepić. Kiedy prawie rozwiałam wątpliwości, że być może przy mojej beznadziejnej odporności będę miała szansę przyjąć szczepienie, to wiadomość, że przeciwskazaniem jest uczulenie na leki, pogrzebało ją całkowicie.

Obiecałam sobie nie narzekać na pogodę. Ale! Gdzie się podziało słońce? (O braku śniegu nawet nie wspominam). Kiedy kolejny dzień z tych chmurnych i durnych to się wszystkiego odechciewa. Jedyny plus to taki, że nie mam potrzeby przebywania na zewnątrz. Za to uskuteczniam rozmowy, bo jest o czym… I brawa, dla mojej Aliś, której syn założył messenger, bo miała kłopot z odbiorem zdjęć, nie mówiąc o filmikach. I teraz ze wszystkimi moimi przyjaciółkami mam szybki kontakt online. Choć LP używa messenger tylko do dzwonienia, kiedy chce mnie zobaczyć na żywo 🙂 I tylko PT ma również WA i FB. Ale jest postęp!