Pocukrzone…

W czwartek pocukrzyło, jak mawiała moja babcia M. Na tyle, że u Pańcia, który co chwilę wyglądał przez okno, pojawił się na twarzy banan ze słowami: babciu pójdziemy lepić kule. Babcia, mając na podorędziu Dida wygoniła całe towarzystwo na dwór, obserwując z kuchennego okna, jak Najmłodsi bawią się śniegiem. Zońcia zaliczyła swój pierwszy rzut kulkami śnieżnymi, które pieczołowicie lepił jej starszy brat. Radość. Nie lubię zimy, ale jak już jest, to tu na wsi mogłaby być śnieżna. Właśnie dla radochy, zabawy, pisku, czerwonych nosków i policzków… Ach, był płacz, że trzeba wracać do domu…

Ten śnieżek utrzymał się tylko do piątkowego poranka- z każdą minutą ogrzewany zimowymi promieniami słońca nikł w oczach. Nie było mi żal, bo Najmłodsi akurat wyjechali nad morze, ale wcześniej, zanim Pańcio skończył lekcje online, Zońcia podtrzymując ten zimowo-świąteczny nastrój, paradowała jako ta żywa choinka po cały domu.

zdjęcie niewyraźne, bo to kadr z filmiku, ale dlatego że niewyraźne to opublikowałam ;p

Mikołajki u nas dopiero będą w poniedziałek, jak wrócą Najmłodsi. Wypełnione torby już czekają, mam zamiar tylko jeszcze je kreatywnie ozdobić, bo w ramach ekologii ;), stwierdziłam, że użyję zwykłe papierowe torby na zakupy ze sklepu- u nas nie sprzedaje się już foliowych- zamiast tych typowo świątecznych. Szczerze mówiąc, to Najmłodsi są motorem myślenia i działania w kierunku świąt. To naturalna kolej rzeczy, szczególnie kiedy to nie religijność nią jest… Od lat, w postrzeganiu świąt, to właśnie spotkanie z Bliskimi, kiedy czas wolno płynie i każdy ma czas dla każdego, było najważniejsze w moich świętach NB. I barszcz z uszkami. I karp od zaprzyjaźnionych hodowców ;p

W tym roku miało być nas przy wigilijnym stole o jedną osobę więcej, będzie o jedną mniej. Życie. Niespodziewane pisze scenariusze. Świat mi się nie skurczył tak jak prawie dwa lata temu, ale rodzina już tak…

Staram się „cukrzyć” chwile, żeby nawet te irytujące były do zniesienia. Nie wybiegać zbyt daleko myślami, nie nakręcać spirali smutów wszelakich i złości. Bo powodów nie brakuje. No to uśmiecham się do każdego poranka, celebrując aż do południa spokojne chwile w tych dniach, kiedy Najmłodszych u mnie nie ma. Wysypiam się, bo zdarza się i 10 godzin snu, choć 9 jest standardem. Długość snu mnie nie dziwi, od zawsze tak mam, jak i moje dziecka, a teraz wnuki. Ale to, że zasypiam bez problemu, już tak. Bo najczęściej to wieczór powoduje, że myśli w głowie się kłębią, naszpikowane różnymi rewelacjami, niekoniecznie miłymi i bez konsekwencji, które dopiero pokaże czas. Ale dopóki jest jakieś jutro, dopóty uśmiech jest! Czego i Wam życzę w te mikołajkowe dni 🙂 I na zaś również 😉

*

Wysłuchałam strategii szczepień wygłoszonej przez ministra zdrowia, i szczerze mówiąc, wiem tylko to, że szczepienia będą nieobowiązkowe i darmowe. Reszta jest spowita głęboką mgłą. Owszem, podane są jakieś liczby- ale to są tylko pobożne życzenia. Patrząc, jak przygotowani są do tej całej operacji nasi zachodni sąsiedzi, to kolejny raz mam wrażenie, że znów jesteśmy w doopie. Czarnej. Głęboko. Ale! Pan minister powiedział, że w poniedziałek ogłosi Narodowy program szczepienia przeciw covidowi. Ufff no jak narodowy, no to musi się udać, prawdaż?