To (nie)nonsens…

W niedzielę popełniliśmy przestępstwo, skupiając się pod tym samym dachem przy jednym stole w wersji dwóch domowników i sześcioro „obcych”- Bliskich. Spotkanie nie zostało niczym zakłócone (Miśkowi nie powrócił jeszcze węch, więc gotowany kalafior w zupie był dla niego do przełknięcia ;p), humory nam dopisywały mimo okoliczności, ale w pewnym sensie czuliśmy się jak na tajnych kompletach, tyle że w biały dzień bez kamuflażu. No cóż, takie czasy. Aczkolwiek biorąc pod uwagę, że wszelkie „służby kontrolne” mogą dopiero działać w okresie świąt, to padła propozycja, żeby wigilia była w domu Najmłodszych. Wtedy „obcych” będzie przepisowa liczba.

Poniedziałkowa liczba zakażeń tchnęła optymizmem, że restrykcje podziałały. Z drugiej strony widziałam weekendowe obrazki z galerii handlowych. Do przewidzenia. Choć mimo to patrzyłam zdziwiona, ile jest determinacji u niektórych, stojących w długaśnych kolejkach, kłębiących się przed wejściem do sklepu (w kurtkach czapach i szalikach, z dziećmi na rękach, z dziećmi wyrywającymi się- aż pot się lał), żeby dokonać zakupu (a może i nie), gdyż ochroniarz wpuszczał tylko określoną ilość osób. Pół biedy jak stali tak na dworze, gdzie łatwiej o utrzymanie odstępu, jak również mniejsze ryzyko zakażenia. Ale tak samo ludzie kłębili się w kolejkach w galeriach, jak i przed Ikeą..no nic tylko podziwiać. W sklepie jedna osoba na 15 metrów kw, przed sklepem ile wlezie…ot i logika… Nic dziwnego, że już jest mowa o trzeciej fali, która u nas zapewne przyjdzie wcześniej, niż to przewidują wirusolodzy.

Sama nie byłam w galerii handlowej od… lutego, a może nawet dłużej. Czy tęsknię? Tęsknię za normalnością, takim poczuciem względnego spokoju, bezpieczeństwa. Gdzie zakupy są przyjemnością, kiedy w trakcie można usiąść przy dobrej kawie i ciastku bądź przekąsić coś konkretnego. Pójść na zakupy w towarzystwie; kiedy podtykana pod nos zapachowa świeczka, nie powoduje komentarza przecież ja nic nie czuję, i nerwowych ruchów ekspedientki poprawiającej od razu maseczkę na swojej twarzy.

Zastanawiam się tylko, dlaczego rządzący uwalniając handel, nie zrobił tego z hotelami. Przy utrzymaniu obecnych obostrzeń, to hotel jest niczym mieszkanie w bloku, choć bardziej bezpieczny, bo w żadnym bloku mieszkalnym przy windach na każdym piętrze nie ma pojemników do dezynfekcji. Indywidualne wyjazdy nie są zagrożeniem, szczególnie że wszelkie atrakcje plus restauracje wciąż zamknięte. Dlaczego można wyjechać za granicę na wypoczynek, a nie można go zapewnić sobie w naszym kraju?

U kogo spadł śnieg? Widziałam już pierwsze ulepione bałwany- niestety tylko na szklanym ekranie. Jak się ma małe dzieci albo wnuki to na ten śnieg czeka z utęsknieniem, szczególnie jak przez ostatnie lata w ogóle go nie było- bo to powrót do czasów beztroskiego dzieciństwa. Ja takie miałam… I zima była zimą. Potem mi już przeszło i od lat wolę zimę bezśnieżną, ale dla Najmłodszych zamiast gwiazdki z nieba oczekuję biliona gwiazdek śnieżnych… Sama też chętnie usłyszałabym charakterystyczne skrzypienie pod nogami i zobaczyła lśnienie bieli w blasku latarń… Trochę magii na zewnątrz by nie zaszkodziło 😉