Wtorek to jednak potworek!…

A środa (zamiast urody) głupotę doda. Ale po kolei…

Poniedziałkowa jazda nastroiła mnie optymistycznie. Słońce, które towarzyszyło mi przez całą drogę, podkreślało cudne barwy tej jesieni. No to sobie jechałam z bananem na ustach, podziwiając okoliczności przyrody.

skrótowy wylot z mojej wsi….

Mieszkanie wymalowane, wysprzątane, pachnące świeżością, zniknęły niektóre koszmarki, ale wciąż jeszcze jest wiele rzeczy do usunięcia. W zamiarze jest wynajem kawalerki, co nie ukrywam, nie było łatwą decyzją. Ale niepotrzebne nam dwa mieszkania obok siebie, kiedy Tata właściwie mieszka na ranczo. Gdyby nie chodziło o Tuśkę i Najmłodszych, to ja byłam zdecydowana, żeby wynająć to większe. Bo co tu ukrywać, nie potrafię w nim jeszcze przebywać… dłużej niż chwilę.

Wtorek zaczął się dylematem, czy jechać swoim autem, zaparkowanym jak zawsze od strony ulicy przy blokowym garażu, czy też wziąć taksówkę. Padło na taksówkę, i chyba dobrze, bo to mi oszczędziło nerwa przez kilka godzin. Na izbie szybko przyjęta z bonusem pogawędki o mojej chorobie ze studentem- obcokrajowcem, oczywiście za uprzednią moją zgodą. Na górze od razu usiadłam na fotel w dyżurce do pobrania krwi, i zostałam skierowana prosto na salę z łóżkiem z informacją, że klucz do łazienki jest w sali. A cóż to dziś taki luksus? Sala, łóżko i jeszcze osobna łazienka, pełnia szczęścia. Nowe zasady? A gdzie tam, jak mamy to dajemy 😀

W sali na cztery łóżka dwa zajęte, czas nam szybko minął na pogawędce, dlatego, gdy zostałam zawołana po piguły, to własnym uszom nie wierzyłam. Radość była ogromna, przede wszystkim z tego, że przed 13. byłam już w mieszkaniu. Półtorej godziny odpoczynku i ruszam w drogę. Obeszłam samochód od tyłu, otworzyłam przednie drzwi od pasażera, na podłodze postawiłam torbę szmacianą, na fotelu torebkę, zamknęłam drzwi, otworzyłam tylne i wrzuciłam walizkę. Obeszłam auto, wsiadłam, uprzednio zdjąwszy płaszcz i rzuciwszy go na przedni fotel. Noga na hamulec, palec na guzik włączania, wzrok na…

I kompletnie nie wiedziałam, na co ja patrzę. Bo jak to? Skąd? Dlaczego? Powoli do mnie dociera, że nigdzie nie pojadę. Nie żal mi Ceśki tak, jak tego, że jakiś skur… gnojek mnie uziemił. Dzwonię do OM, a on nie widząc rozmiaru szkody, mówi, żebym jechała. Myślał, że to tylko pękniecie. Biorę wszystkie manatki i wracam do mieszkania. OM za mnie wykonuje pierdylion telefonów. Do ubezpieczyciela, do serwisu. Pomoc drogowa przyjeżdża po niespełna dwóch godzinach. Mówię do pana, że nie jestem pewna, czy wjadę na platformę jego auta, a on, że nawet by mi nie pozwolił. Nie wiem, czy czuć ulgę, czy się obrazić ;p Ulga zwyciężyła i z uśmiechem, choć pan tego nie widzi, oddaje mu klucze. (Wraz z pilotem do bramy* ). Z autem zastępczym są małe problemy, bo postawiłam dwa warunki. Pierwszy, że oddaję nie w DM tylko w ŚM, a drugi… i tu mnie jakaś pomroczność naszła, że musi być automat. Panowie dostarczyli samochód po godzinie 21. Przekazanie auta trwało dłuższą chwilę; pokazano mi wszystkie uszkodzenia widoczne w tablecie jako czerwone kropki, więc chodziliśmy wkoło auta, żebym mogła je sobie naocznie zobaczyć (wytęż wzrok przy kiepskim oświetleniu latarni ulicznej ;pp), po czym już w aucie (pan bez maseczki!!) poinformował mnie jakie koszty w razie jakiej szkody. I tak nie zapamiętałam, tylko wryłam sobie w mózg, że mam uważać jadąc nim, jakbym jechała co najmniej pozłacanym porsche, na który wydałam cały swój majątek i na dodatek zapomniałam go ubezpieczyć. Pan włożył kluczyk w stacyjkę, co zakonotowałam, wszystko się zaświeciło, objaśnił mi, co auto posiada, a czego nie, i się pożegnaliśmy.

I nadeszła środa, dzień wyjazdu. OM zadzwonił, żebym opóźniła wyjazd, bo lokalne drogi opanowali rolnicy. No to się nie spieszyłam. Ale, że już nie bardzo miałam co jeść, to w końcu zebrałam klamoty w kupę i w drogę… Nie moje auto, więc tym razem wrzuciłam bagaż tam, gdzie jego miejsce. Wsiadłam do auta, wsadziłam kluczyk, noga na hamulec, dźwignia na literkę R, zdejmuję nogę, a auto zamiast stać/ ruszyć do tyłu, toczy się do przodu, bo zaparkowane na chodniku ze spadem, niebezpiecznie przybliżając się do auta zaparkowanego przed nim. Zgłupiałam. Rugając się w duchu, że uparłam się na automat, tak jakbym po półtora roku jeżdżenia autem z automatyczną skrzynią biegu, zapomniała te ponad 35 lat jeżdżenia manualem. Próbuję jeszcze raz, ale to samo… Dzwonię do OM, który nie bardzo wie, co w tej sytuacji zrobić. Dzwonię do Miśka, na szczęście wyszedł z UM i jest ode mnie 10 minut drogi pieszo. Syna jak dotarł, to pierwsze co zrobił, to uruchomił silnik, a do mnie stojącej na chodniku właśnie dotarło, czego ja nie zrobiłam. Tak, jestem debilem! Noooszzz kurna, ale odzwyczaiłam się od kluczyków! I zapomniałam, że jak się takowy wsadzi, to trzeba jeszcze go przekręcić. Ze skutkiem. Bo za drugą próbą nawet próbowałam, ale chyba za mało siły użyłam ;pp Z drugiej strony, zgubiło mnie to, że bez uruchomienia silnika mogłam biegi zmienić. I trzecia… Syna jak wyszedł: Mamo do nie hybryda… Cisza. Do której jestem przyzwyczajona, po włączeniu silnika. No blamaż na całego. Tak że tak…

A w domu czekała na mnie niespodzianka, Aniu M., bardzo dziękuję 🙂

Potrzebowałam czegoś miłego dla wytchnienia. Żyję ostatnio w zbyt dużym stresie… Co widać.

*OM się domyślił i zostawił bramę otwartą, a Ceśka dojechała do serwisu w ŚM mniej więcej w tym samym czasie co ja do domu, więc jeszcze w aucie zastał mnie telefon, że pilot został odzyskany 🙂

14 myśli na temat “Wtorek to jednak potworek!…

  1. O rany!
    Czyli myślisz, że ktoś specjalnie tak zrobił? A to sk.stwo….
    Oni nigdy nie pozwalają samemu jeździć po platformach, a ja lubię podziwiać ich kunszt:)

    Miłego łykania piguł…

    Polubienie

    1. Na to wygląda. Gdyby ktoś coś wyrzucał przez okno, to byłby jakiś ślad, a być może nawet wgnieciona maska.
      Też podziwiałam, za winkla, otwierając drzwi do bloku. Wszak musiałam zobaczyć, czy Ceśka bezpieczna ;p
      Dzięki 😉

      Polubienie

          1. Ze 20+ lat temu zepsuło nam się auto na dojeździe do hiszpańskiej autostrady pod Lleidą. Policja pojawiła się błyskiem, lawetę załatwili, lawetą odjechało nasze auto i kierowca, czyli OM. Zostałam ja z torebką i 3 małych dzieci oraz drogówka. Panowie policjanci angielskiego nie znali, więc na migi dopytywałam się, czy ich zdaniem mam wziąć dzieci za rączki i ruszyć poboczem w świetlaną przyszłość. Trochę ich otrzeźwiła ta wizja… 😀 😀 Na tyle, żeby mi zadzwonili po taksówkę i wytłumaczyli taksówkarzowi, dokąd trafiło auto.
            O automatycznej skrzyni nie powiem nic, bo po co. 😀 Ale szyby szkoda… 😦

            Polubienie

            1. O mateczko 😀😀Kto pyta ten nie błądzi 😀
              OM się wkurzył, bo uważa, że powinien raz zadzwonić, zgłosić szkodę, powiedzieć czego sobie życzy i koniec. Ale nie… Tak długo czekałam, bo odstawienie Ceśki i auta zastępczego było w konkretne miejsce. A to auto serwis Toyoty wziął z wypożyczalni aut. Moja sytuacja była o tyle dobra, że miałam się gdzie podziać.
              No szyby szkoda i wszystkich składek, które nam teraz polecą. OM był przezorny i do ubezpieczył szyby. Bo do tej pory to jemu się przytrafiały podczas jazdy jakieś pęknięcia przez uderzenie kamyków spod kół. No mnie pierwszy raz, za to jak spektakularnie.
              Problem jest tez inny, stało się to w miejscu, gdzie wydawało mi się najbezpieczniejsze, jeśli chodzi o parkowanie. Poczucie bezpieczeństwa trafił sskag☹️😡

              Aaa na policję nie zgłosiłam bo, jak zadzwoniłam, to pan mnie bardzo miłym głosem poinformował, że muszę to zgłosić osobiście na swojej komendzie (dzielnicy), podał mi nawet telefon, bo najpierw trzeba zadzwonić i się umówić. Stwierdziłam, że szkoda mojego czasu i przede wszystkim zdrowia.

              Polubienie

                1. W salonie też stoją, widocznie zabrakło ;p, No i ja miałam wymagania 😀 I tych zastępczych też nie jest za dużo, najczęściej wykorzystuje się je, jak przejeżdżasz na przegląd. Ale przede wszystkim chodziło o to, żeby auto nie trzeba było odprowadzać do DM.

                  Polubienie

  2. Mam nadzieję, że te taksówki są odkażane porządnie po każdym pasażerze, bo licho wie kto nimi jeździ. Sporo ryzykujesz wybierając taki środek transportu… Fajnie że korzystasz ze słoneczka. My w tym tygodniu mieliśmy tylko jeden słoneczny dzień, ale przyjemnie było wyjść na dwór i dać się połaskotać jego promykom 🙂 Trzymaj się cieplutko 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s