Dystans…

To już kolejny pierwszy września, a ja i tak mam tylko jeden w pamięci. Ten, w którym narodziła się przyjaźń na całe życie. W szkole podstawowej, ale już w tym pierwszym dniu tworzyłyśmy parę, trzymając się kurczowo za ręce. To Ona najczęściej pierwsza dowiaduje się, kiedy mój świat pęka, a odpryski mocno mnie kiereszują, ale i wtedy, gdy radość mnie rozpiera.

Pańcio już jest w drugiej klasie. Mam sporo obaw i nie tylko covidowych. Sporo zmian, do których musimy się dostosować, przywyknąć i nabrać dystansu. Z tym będzie najtrudniej, bo one dotyczą żywych organizmów, reagujących emocjonalnie. Odczuwanie krzywdy jest zawsze subiektywne. Nawet jeśli nas nie dotyczy bezpośrednio.

na mojej wsi elemelki również zachowują dystans

Czytam, że w Hiszpanii koronawirus pogorszył relacje rodzinne i rodzice-seniorzy wydziedziczają swoje dzieci. Za brak opieki w czasie pandemii. W Polsce nauczyciele w obawie o swoje zdrowie „uciekają” na urlopy zdrowotne bądź decydują się na świadczenia kompensacyjne. Trudno się dziwić, bo bez wirusa system edukacji w Polsce wymagał zmian. Finansowania, podstawy programowej. I przede wszystkim większej swobody dla nauczycieli bez zarzucania ich niepotrzebną papierologią.

Ostatni dzień wakacji Najmłodsi spędzili u mnie. Do południa typowo jesienny z deszczem, potem słońce rozgoniło chmury. Mokra trawa i kałuże nie przeszkodziły w zabawie w ogrodzie. Lato już się skończyło bezpowrotnie. Czuć to w powietrzu. Zabukowałam miejscówkę przy samej plaży nad morzem. Babciu, a będziemy mieć basen? Nawet na wyłączność. Pogoda może nie dopisać, czyli może padać, więc basen, kręgle, sauna (Pańcio lubi), bilard… i inne atrakcje na miejscu. A kiedy się wypogodzi to chwila moment i jesteśmy już na plaży… No cóż, mnie te atrakcje nie są potrzebne, ale są priorytety 😉 Mnie jest potrzebny widok spienionych fal, szum morza, piasek pod stopami, i wiatr… do przewietrzenia głowy….

moją wieś nie omijają Gwiazdy (zdjęcie GOK)