Przegięcie…

Co za pierwszym razem było nawet śmieszne, ale i w pewnym sensie uzasadnione, to dziś nic innego jak pieprzona nadgorliwość. I na nic tłumaczenia, że miałam infekcję oskrzelową, że kaszel jest po niej. Pielęgniarka słysząc, że kaszlę doniosła wyżej. Przyszła lekarka i mówię, co i jak. Jak na spowiedzi. Walczyłam jak lwica. Ze łzami w oczach. Wywalczyłam tylko to, żeby TK nie przekładano na jutro. Pani, która pobierała mi wymaz na covid od razu pobrała krew na badanie pod piguły. Siedzę odizolowana, ale w zupełnie innym pomieszczeniu niż przy pierwszym testowaniu. Mam do dyspozycji krzesło do pobierania krwi, kozetkę i fotel ginekologiczny, biurko z komputerem i dwa normalne krzesełka. Oraz wc. Standardowo wzięłam ładowarkę i książkę.
Trzymajcie te kciuki jeszcze mocniej, proszę ❤️

edit: covid ujemny- bez badania wiedziałam. Ale! Intuicja mnie nie zawiodła. Zaraza. Zostaję w szpitalu. Dawno nie robiłam za wampirzycę.
Teraz to dopiero mi się chce ryczeć!