Udręka…

Zamieniłam zapach ogrodowego bzu na drażniące nozdrza każdego dnia zapachy gotowania niewiadomoczego... czasem mam wrażenie, że brudnych przepoconych  skarpet, które wcześniej kilka dni stały na baczność, ale przecież nie znam takiego zapachu, więc… Kuchnia z otwartą przestrzenią na pokój, gdzie kratka wentylacyjna połączona jest z 11 kondygnacjami, to finał zapachowy jest niewątpliwie uciążliwy. Sama w tym mieszkaniu nie gotuję, żeby nie dokładać kolejnego do tego swoistego kociołka… ale i tak wiem, że węch wciąż mi funkcjonuje 😉

Ciesząc się z dostarczonych kolejnych wiktuałów (środa to dzień dostawy ze wsi ;)) przez OM, a najbardziej z zielonych szparagów i boczniaków, odbieram telefon…

Zaginął. Już trzeci tydzień trwają poszukiwania. Młody, ale już dorosły syn jednego z moich kuzynów. Ostatni raz widziałam go rok temu na pogrzebie Mam. Przyjechał ze swoją babcią, bratową mojej mamy, która właściwie go wychowała od małego dzieciaka.  Matka go porzuciła, straciła prawo opieki, a ojciec nie zawsze miał pracę i środki do życia- epizody z alkoholem, bywało, że dłuższe. Oczko w głowie babci, jej wielka duma. Dobrze się uczył, zdał maturę, ale nie kontynuował nauki, tylko poszedł do pracy. W regionie, gdzie o nią nie jest łatwo. Spokojny, poukładany, miły, fajny chłopak, wciąż mieszkał u babci i aktualnie miał się zatrudnić w nowej firmie, po tym, jak odszedł z poprzedniej. Wyszedł z domu i już do niego nie wrócił…

Rocznie w Polsce zaginionych jest kilkanaście tysięcy. To zawsze jest dramat dla najbliższych. To są godziny, dni ogromnego lęku i rozpaczy. Niewyobrażalne. Najczęściej w ciągu 48 godzin znajduje się połowę- tak podają statystyki- a w ciągu miesiąca 90% zgłoszonych na policję. Bywa jednak, że rodziny miesiącami, latami nie wiedzą, co się stało z ich bliskim, czy żyje, czy może sam odebrał sobie życie bądź ktoś się do tego przyczynił…

Policja przestaje szukać po dziesięciu latach od zaginięcia dorosłego, trochę to jest inaczej w przypadku dzieci i osób powyżej 70. roku życia. W tym wszystkim najgorsza jest ta udręka utkana z niewiedzy, co się naprawdę wydarzyło, i niewyobrażalnej straty…

Ja dopiero dziś mogłam o tym napisać…pozostając wciąż w dużym szoku.

W mojej kuchni na lodówce, a u rodziców na ścianie w ramce wisi nasze zdjęcie z Mam robione Jego okiem i ręką…

*

Jaką głupotą było pozbawienie PKW instrumentów wykonawczych poprzez ustawę, to widać po chaosie, jaki w sprawie wyborów zafundowali nam rządzący, a właściwie jeden facet opętany władzą i rzesza jego klakierów i wazeliniarzy.  Na szczęście po komunikacie rzeczonej, nie będziemy mieć ciszy wyborczej bez wyborów. Obejdzie się bez pośmiewiska ze strony obserwatorów tego, co się u nas dzieje. Wystarczą już ich raporty, które donoszą, że nasz kraj nie jest już w pełni krajem demokratycznym… Wstając z kolan, coraz bardziej zapadamy się w dół.

 

28 myśli na temat “Udręka…

  1. Niestety wiem, co czujecie. 😦 Trzeba usiłować żyć, żeby nie zwariować… Trzymajcie się, wszyscy. ❤ :*
    A co do reszty… 2500 km, i tej myśli staram się trzymać. Pomaga.
    Natomiast na moim madryckim podwórku potężny konflikt polityczny z luzowaniem restrykcji w tle.
    Finalnie w Madrycie jeszcze luzowania nie będzie. Ale z tego konfliktu płyną dwa wnioski pozytywne:
    1. Istnieją eksperci, którzy wyżej cenią swój podpis niż karierę.
    2. Można ustalić konkretne, mierzalne kryteria luzowania i po prostu je stosować. Nie spełniasz kryteriów – na drzewo, żebyś nie wiem jak płakał na temat ekonomii. Bo są sprawy ważniejsze od pieniędzy.

    Polubienie

    1. Dzięki❤️
      Coś miałam w głowie na temat hiszpański, ale mi uleciało…
      Za to mam obraz mojego lokalnego podwórka, po wczorajszej długiej rozmowie z LP, a mianowicie na wsi i w pobliskim Miasteczku ludzie nie przejmują się stosowaniem i przystosowaniem… Otworzono nowy sklep obuwniczy sieciowy- nikt z personelu nie liczył osób, które wchodziły, a wchodziły bez problemu, w budowlanym również- bez maseczek.
      Nie wiem, co u nas nie tak, że tak długo utrzymuje się liczba wykrytych zakażeń.
      Tak! Kryteria, kryteria i kontrole- wtedy można poluzować. LP zaskoczona, bo pierwszy raz pojechała do Miasteczka od ogłoszenia pandemii, że taki luz blues panuje. A policji nigdzie nie widać. Bo to, że na wsi mało kto w maseczce to już się przyzwyczaiła.
      A wczoraj ciut mi nerw skoczył przy demonstracjach przedsiębiorców. Jestem z nimi całą sobą ( pomijam już te braki w zachowaniu odległości i brakach osłony ust i nosa, bo to ręce opadają same z siebie), ale widząc hotelarzy, którzy domagają się otwarcia granic, bo to turyści z Niemiec i Norwegii to 80% obłożenia hotelów do tej pory, to się zirytowałam.

      Polubienie

      1. Z ciekawości zerknęłam na Worldometers. 🙂
        Wniosek dla mnie taki, że Niemców ewentualnie można by wpuścić, bo oni są zdecydowanie w fazie końcowej. Tylko pytanie, czy oni mieliby ochotę przyjechać do kraju, w którym nikt nie wie, jaka naprawdę jest sytuacja. 😛 O tym polscy hotelarze nie myślą w ogóle, a np. tutejsi jak najbardziej. I to oni najbardziej walczą o reputację kraju jako bezpiecznego, bo widzą w tym interes.
        Natomiast Norwegia… chyba kogoś porąbało, epidemia w pełnym rozkwicie. Na 8070 chorych zdążyły wyzdrowieć 32 osoby, więc o czym my mówimy? I już widzę, jak ci Norwedzy pchają się do Polski 1. niepewnej, 2. bez połączeń lotniczych. Tacy entuzjaści, że wsiadają w auto gdzieś w Trondheim i zasuwają 1500 km do Szczecina, żeby się napić wódki tańszej niż w domu? 😀 Zacznijmy w ogóle od tego, że Niemcy ich nie przepuszczą…
        Myślenie chyba jednak nie ma przyszłości między Wisłą i Odrą 😦
        Szkoda, że w komentarzu nie można obrazków podpiąć. No to priv.

        Polubienie

        1. Iza,
          przed chwilą rozmawiałam z Tuśką, i potwierdziła mi, to co mówiła LP- ludzie mają już wywalone na restrykcje. Dzieci i młodzież bez maseczek spotykają się stadnie, w sklepach klienci bez masek, życie towarzyskie kwitnie, więc ona dziś zaprosiła OM na obiad, który zjedzą na tarasie… bo ma dość patrząc na innych- pojawiło się odczucie, że jest „frajerką”. Myśli o zrobieniu testu na przeciwciała, choć wie, ze jego wynik może być zafałszowany.

          A może niech Ci hotelarze pomyślą o polskich turystach? bez windowania cen jak z kosmosu? I tak obłożenie za sprawą kryteriów obowiązujących obecnie nie może być pełne.
          Jedno jest pewne, ludzie w Polsce przestali się bać korony, nie uśmiecha im się całodobowe myślenie o innych, słabszych, zagrożonych- to funkcjonuje tylko podczas zrywów. Krótkich. 😦 Dziś już to maseczka jest groźniejsza niż wirus- to dominujące przekonanie.
          zaraz zajrzę 🙂

          Polubienie

          1. Właśnie wróciłam z zakupów, więc mam na świeżo…. 🙂
            1. Wsiadłam do autobusu nie dotykając niczego, skasowałam bilet… i pod wzrokiem nielicznych współpasażerów poczułam się bezwstydnie goła bez maseczki, więc błyskiem ją wyciągnęłam i założyłam.
            2. Po jednej stronie autobusu są miejsca inwalidzkie: jedno szerokie tyłem do kierunku jazdy i 2 rzędy po 2 normalnej szerokości – przodem. Na tym szerokim ktoś już siedział, więc sobie siadłam w drugim rzędzie podwójnych – na oko ze 2m różnicy powinno być, więc OK. ALE na kolejnym przystanku wsiadła pani, która usiadła między nami, czyli skróciła dystans o połowę. Sąsiadka z naprzeciwka zmierzyła ją wzrokiem, uznała się za młodszą, czyli bardziej zobowiązaną do ruszenia tyłka, i przeniosła się w bardziej odludne obszary autobusu. Ja olałam, bo starsza pani siedziała do mnie tyłem, nie przodem, i miała maseczkę. Ale myśleć mi wolno. 😛
            3. Ulica handlowa naszej dzielnicy. Na szerokim chodniku stoją dwie potężne równoległe kolejki do dwóch różnych sklepów (przerwy tak z metr), środkiem między kolejkami przepycha się reszta ludności w obu kierunkach. Ruch jak w Rzymie. ANI JEDNEJ osoby bez maseczki. Nikogo. Zero. Null.
            4. W warzywniaku wstępnie badam pomidory przez reklamówkę. Sprzedawca przechodząc, rzuca cicho „señora, proszę wziąć rękawiczki, wiszą w środku”. Błyskiem wyjęłam własne… Autobusem powrotnym wszyscy wracali z zakupów, i wszyscy dalej mieli te rękawiczki na rękach. Maseczki oczywiście też. Odległości dalej zachowane.
            Co pewnie nie znaczy, że młodzież wieczorami nie szalej po centrum i nie ma wszystkiego w nosie. Ale u mnie na dzielni w środku dnia jest tak właśnie. 🙂

            Polubienie

              1. Plażowanie to chyba w każdym kraju szkodzi na mózg. 😀
                Właśnie czytam, że Włochom też… Ludzie z Madrytu roznieśli zarazę po wybrzeżach, bo im się tuż przed zamknięciem „ostatniego plażowania” zachciało… Francuzi pewnie maja ten sam syndrom.
                A ja się bardzo cieszę, bo u nas eksperci orzekli, że będzie można otworzyć baseny w czerwcu, tylko trochę mocniej zachlorować. Nie, żebym uwielbiała wąchać chlor, ale druga opcja była dużo gorsza.

                Polubienie

  2. Och!!
    To naprawdę straszne. Nie wiedzieć co się stało z bliską osobą.
    Znałam kiedyś taki przypadek. Pani przed 60 wyszła z domu w biały dzień. Nie do lasu tylko na bazar. W domu ukochany umierający mąż. Wspaniale córki. Nie da się uwierzyć że uciekła…

    Bardzo współczuję. Oby to tylko była chęć ucieczki i żeby zawiadomił rodzinę że żyje…

    Szparagi białe czy zielone?

    Ech…Chciałoby się mieć lepszą i mądrą władzę…A tak złej to się nie spodziewałam

    Polubienie

    1. Wyjechał rowerem do innej miejscowości po odbiór auta z naprawy, które było mu potrzebne w dojazdach do pracy. Nie dotarł tam, a był umówiony. Ucieczka to najmniej prawdopodobny scenariusz, niestety.
      Zielone.
      Czegoś takiego nigdy nie doświadczaliśmy, to się w żadnym pojęciu nie mieści…

      Polubienie

  3. Nie umiem napisać nawet paru słów pocieszenia, bo napisałaś, że jechał rowerem po odbiór auta, do sąsiedniej miejscowości. Można tylko trzymać kciuki, żeby to się dobrze skończyło…
    co, do noszenia maseczek u mnie, to najczęściej w nosie mają młodzi, nieśmiertelni, jak się o nich mówi. Imprezy na podwórkach domków, gromadne spacery z dziećmi nad torami…
    Przytulam 🙂 😉 🙂

    Polubienie

    1. Trudno to ogarnąć myślami, staram się nie myśleć… z dala od wydarzeń jest mi łatwiej.
      Tak dzieci i młodzież w większości, ale i u dorosłych nie jest z tym najlepiej.
      Buziaki :*

      Polubienie

  4. O rany ! Nawet nie próbuję sobie wyobrażać , co przeżywa Babcia/ Mama i cała Rodzina.
    Oby tylko … nic złego. Serdecznie współczuję .

    Ludziom trudno uwierzyć , że ta izolacja to jedyna droga do wygrania z wirusem, że środki bezpieczeństwa są
    potrzebne , żeby nie dopuścić do nagłego zachorowania dużej ilości ludzi , bo to grozi wariantem włoskim.
    Poluzowanie tak ale ostrożnie i pod pełnym nadzorem i rzetelnym liczeniem i testowaniem , bo łatwo zniweczyć ,
    co udało się osiągnąć.
    Wśród znajomych , znajomych (nie znam osobiście) : dzieci (zdrowe, bezobjawowe) przyjechały do rodziców ok.60 letnich ; po czterech dniach ojciec zachorował , od razu stan poważny, po tygodniu umarł . Szukanie źródła : całkowicie bezobjawowy zięć (wyzdrowiał bez jednego objawu). I w naszym kraju pamiętajmy , poluzowanie nie
    oddaje sytuacji epidemicznej- to tylko polityczna potrzeba chwili ; więc lepeij kierować się własnym rozumem i w zależności od sytuacji reagować .

    Miłych snów chociaż życzę 😉

    Polubienie

    1. Dziękuję:*
      Staram się tego nie roztrząsać, uciec w niemyślenie. Łatwiej mi, bo nie jestem blisko, trudno ze względu na Ciocię, która to mocno przeżywa.
      Zgadzam się z Tobą! Ludzie myślą, że jak coś niewidzialnego, nienamacalnego (bo nikt ze znajomych) to tego nie ma… Usłyszałam od LP, że jej siostra z mężem wybiera się się do syna, bo już dawno wnuka małego nie widzieli a mieszkają nad morzem, więc…W sumie to młodzi dziadkowie, w razie tfu, tfu, jest szansa, że nie skończy się to tragicznie.
      Padłam, zaraz po zgaszeniu, które trochę trwało, a dziś zaspałam, i własnie się budzę 😉
      Ściskam :*

      Polubienie

  5. Jeżeli węch jeszcze funkcjonuje to jest dobry znak 🙂 A poważnie sam wolałbym wąchać bez niż gotujące sie skarpety 🙂 Od czasu do czasu przecież możesz wyjść, ważne żebyś miała maseczkę i trzymała się z dala od ludzi. Dostałbym pierdolca gdybym nie mógł wyjść jak ci którzy siedzą na kwarantannie. Teraz sie zastanawiam jak wytrzymują ludzie w wiezieniach, majacy wieloletnie wyroki… To musi być koszmar…

    Polubienie

    1. Też tak myślę😀
      Pakuję się do Ceśki i wywożę nas do lasu.
      Życie w klatce nawet najpiękniejszej to ograniczenie wolności. Człowiek woli sam stawiać sobie granice niż mieć je narzucane. Gdy tak jest, tym bardziej źle znosi izolację. To nie tylko fizyczny brak wolności, ale również psychiczny…

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s