Rozrusznik…

W całej tej sytuacji, w jakiej się wszyscy znaleźliśmy, łatwiej jest tym, którym niewiele potrzeba, żeby poczuć się szczęśliwym. Na przekór małym bądź większym niedogodnościom są drobne gesty, dobre słowa, ciepłe myśli wzajemnie wymieniane nie tylko przez osoby sobie bliskie, co raczej jest rzeczą naturalną, ale takie ogólne bycie życzliwym, bardziej uważnym w dostrzeganiu drugiego człowieka- rozruszniki szczęścia, zapalniki dobrej energii… Warto je w sobie uruchomić, a przynajmniej spróbować. Niedawno PT zaskoczyła reakcja koleżanki, z którą ma skomplikowane relacje, a którą ja znam tylko ze słyszenia- i vice versa. Poprosiłam PT jak się rozstawałyśmy pod lasem, żeby ją przeprosiła w moim imieniu za swoje spóźnienie. Niby drobiazg, mało znaczący gest, bo PT nie omieszkałaby i tak ją przerosić, że zabarłożyła ze mną, ale… od razu zrobiło się milej… być może uczucie lekceważenia, które mogło się w takiej sytuacji pojawić, ulotniło się jak kamfora, a wiadomości zwrotnej były serdeczne pozdrowienia. Życie składa się z drobiazgów, i choć to banał, ale to one działając na zasadzie śnieżnej kuli, uruchamiają lawinę szczęśliwości…

Uruchomiono rozrusznik gospodarki. Dostałam mnóstwo SMS-ów z zaproszeniem do w końcu otwartych sklepów w centrach handlowych i nie tylko w nich. W jednej wiadomości było, że się stęsknili za mną, w kolejnej- że bez ciebie to nie byłoby to samo! Nie uwierzyłam. Ale ja jestem w ogóle człowiekiem małej wiary- chyba. Jednak tych wierzących okazało się sporo, gdyż w godzinach rannych w pierwszym dniu była spora kolejka oczekujących na wejście przed jednym z nich, w regionie gdzie zakażeń jest obecnie najwięcej. Niektórzy zaś postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i w kilku miastach różnych województw uruchomili alarm bombowy w galeriach handlowych.

Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni i… wzajemnie dla siebie niebezpieczni… Taki to czas.