Na najwyższych obrotach…

W piątek kilka minut po godzinie siódmej obudziła mnie odprawiana msza święta, w radiu albo w telewizorze, więc nie mając ochoty uczestniczyć, włączyłam telewizor, a tam Sasin i Prezes perorowali (każdy z osobna i w innych mediach) o konstytucji, jaka jest ważna i na co pozwala a na co nie, a wszystko to po to, żeby dać legitymację pod wybory korespondencyjne. Powszechne. Wszak nasza Poczta Polska słynie w sprawnym i terminowym doręczaniu wszelkich przesyłek. A żeby tę sprawność jeszcze bardziej usprawnić, to p. Prezydentowa (tak, tak, mamy takową), pokazuje w mediach jak robić wyklejanki i namawia wszystkich, żeby robili kartki świąteczne i wysyłali- to w ramach treningu przedwyborczego dla poczty. Chyba. No ale tak na wszelki wypadek dotychczasowy prezes poczty został zastąpiony nowym- pewnie bardziej spolegliwym wobec władzy, tfu bardziej skutecznym i usłużnym społeczeństwu.

Zaczęłam snuć rozważania, komu i gdzie i kiedy zostanie doręczony mój pakiet wyborczy, czy popełnić przestępstwo i zaufać OM, że postawi krzyżyk na mnie za mnie w odpowiednim miejscu, gdy nagle z góry doszła mnie symfonia w wykonaniu wiertarki udarowej. To była moc! Przegoniła wszelkie myśli. Mądre, mniej mądre, głupie… Mijały godziny, a ona z krótkim przerwami dawała czadu! Ewakuowałam się do drugiego mieszkania, tam przynajmniej mogłam włączyć radio, bo symfonia choć trwała, to jednak nie miało się wrażenia, że jest się w samym środku orkiestry. Orkiestry, bo do wiertarki dołączył młot(ek). Myśleć i tak nie mogłam, to zajęłam ręce, bynajmniej nie wycinankami, ale sprzątając kuchnię. Na błysk. (Mela, bez umycia okna ;))

Wieczorem zaś, kiedy OM przez telefon oznajmił mi, że właściwie nie ma już sił na te wszystkie informacje politycznokoronawirusowe, więc włącza sobie jedynkę, o mały włos nie spadłam z kanapy, dławiąc się przy okazji kawałkiem czekolady. Zatkało mnie, i od razu galopująca myśl: jak mu teraz zaufać w sprawie wyborów? Jakichkolwiek! Po czym dociera do mnie strzępek zdania- wiesz, nawet w tej śniadaniówce… Mój mózg wypierając to, iż OM szukając ukojenia, nagle zapałał miłością do telewizji rządowej, zaczął pracować na najwyższych obrotach, więc wydukałam pytanie: ale jak to jedynkę? tam nie ma śniadaniówki! Chyba. No jedynkę… na pilocie… co my tam mamy…aaa tefałen  Ja pierniczę! Świat się kończy! OM ogląda „Dzień Dobry TVN.” 😀 A kwiatki niepodlane (albo przelane) padają ;p

W sobotę o 6.45 obudziło mnie odmawianie zdrowasiek. Na dwa głosy. Nie powiem, włączyłam się, bo co miałam robić. I to była dobra decyzja, bo podziałało jak liczenie baranów…zasnęłam ponownie i obudziłam się grubo po ósmej.

W dzień pojawił się dostawca z KFC w maseczce, rękawiczkach lateksowych, ale i tak rozpoznałam w nim Tatę. Pod wieczór Dziecka Młodsze przyniosły zakupy oraz maseczkę- a jakże by inaczej- w koty, i co pyszniejsze, to upieczony sernik przez Atę. I jak na sobotni wieczór przystało, spędziłam go rozrywkowo- koncert na żywo, miejsce w pierwszym rzędzie (półleżące, ale występ okrojonego zespołu Enej poderwał mnie do pionu i tańca), a bilety w cenie kilku wysłanych esemesów na szczytny cel. Były tłumy… co przełożyło się na pokaźną kwotę.

Wśród wielu nakazów i zakazów serwujących nam przez władzę, często nieprzemyślanych do końca, to zakaz chodzenia do lasu uważam za jeden z nich. Rozumiem intencję, nie mam też zamiaru łamać zakazu, ale mieszkańcy danej gminy czy powiatu powinni mieć taką możliwość, szczególnie że nie wiadomo jak długo #zostanwdomu będzie nas obowiązywać.

Uśmiechu dla Was 🙂

Wykluczeni cyfrowo…

Wciąż wiele osób żyje wyłącznie w świecie analogowym. Między nimi mój Tata. Żadnych smartfonów, komputerów, korzystania z tego wszystkiego, co oferuje świat online. Oczywiście, że posiada komputer w firmie, ale nie on go obsługuje. Mimo poczty mejlowej preferuje tę tradycyjną z potwierdzeniem. Bo pismo to pismo, nieważne, że napisane na komputerze, ale na kopercie jest stempel pocztowy. Również, jeśli chodzi o przelewy bankowe. Żadne tam online. (Jak Mam jeszcze żyła, to emerytury przynosił im listonosz, dopiero po jej śmierci, Tata założył sobie osobiste konto). Tyle że to nie on stoi w kolejce w banku, żeby nadać zlecenia przelewów, tylko pracownica biurowa. (Rachunki domowe, przejął Misiek i płaci wszystko internetowo). I w czasie zarazy, kiedy na dodatek nastała zima tej wiosny, trafiło na Miśka, gdyż obie pracujące dziewczyny w firmie, obecnie przebywają na opiece nad dziećmi. Stało to moje dziecię, które całe swoje życie obsługuje poprzez przesunięcie palcem po ekranie i klikaniem w odpowiednie aplikacje w długaśnej kolejce przed bankiem, w zalecanej odległości, w maseczce, w rękawiczkach pośród samych starszych osób, które to ani odległości, ani innych zaleceń niekoniecznie przestrzegali, za to prowadzili ożywiony dyskurs na temat, że o to nie korona na nich spadnie a przeziębienie i grypa, bo kto to widział, żeby ich tak trzymać w taką pogodę na zewnątrz, jak w banku jest ciepło i jest gdzie usiąść. Młodsze me dziecię, po tak traumatycznym doświadczeniu, bo ileż to czasu zmarnowanego w słocie i błocie, zadzwonił do dziadka i kategorycznym głosem, nastawiając się na długą batalię, oznajmił, że firma przechodzi na bankowość internetową, bo tak dłużej nie może być. Po czym usłyszał spokojny głos Dziadka, że zgoda, że on się na tym nie zna, więc teraz jak Misiek jest wspólnikiem, to niech on przejmie ten cały internet. Tak że tak…

Tata kazał mi szukać grzebienia, czym mnie zdumiał dokumentnie. Po pierwsze, jest łysy, a po drugie, do tej pory go w ogóle nie używał(??) Z tyłu głowy, nad uszami ma jakieś kudły i to nawet gęste i gdy odrosną po strzyżeniu, to użycie grzebienia byłoby nawet zasadne ;p Znając jednak jego podejście do własnego wyglądu, zapytałam się, do czego mu ten grzebień jest potrzebny (Tata to bardzo pomysłowy człowiek, Mam całe życie chowała przed nim różne przedmioty, bo wyobraźni nie starczało, do czego mogłyby zostać użyte), bo przecież nie do czesania włosów. Otóż postanowił sam się ostrzyc i chciał podejść do tego, jak profesjonalny fryzjer.

Na fb koleżanka objawiła się jako ta, co uważa, iż zaraźliwość, liczby zachorowań oraz zgonów to tylko manipulacje medialne, bo korona nie jest taka „zjadliwa” jak ją przedstawiają, więc te wszystkie obostrzenia są na wyrost, i oczywiście w jakimś celu.

Cierpliwości, spokoju i zdrowia dla WAS, również codziennej dawki uśmiechu, która tak bardzo jest potrzebna dla równowagi. Ja dziś rozmawiałam z ciocią K. to bardzo pozytywna osoba, i nawet jak człowiek się na coś wścieka to przy niej zawsze na wesoło.