Podziemie kwitnie…

No cóż, przykład idzie z góry, wszak bez podpisanej ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, drukowane są karty wyborcze…

Salon fryzjerski w ŚM, do którego chodzę już od prawie trzech lat, zamknął swoje wrota jeszcze przed oficjalnym zarządzeniem odnośnie zakładów fryzjerskich i kosmetycznych, nie tak jak właścicielka zakładu, do którego chodzi moja Ciocia, która wraz ze swoimi współpracownikami ustaliła dni i godziny, żeby każdy z nich przyjmował swoich klientów umówionych telefonicznie pojedynczo. W konspiracji. Ale przy zachowaniu wszelkich standardów dystansu i dezynfekcji, tak, żeby nie dochodziło do spotkań klientów w lokalu. Czy wciąż działa i naraża się na karę, nie wiem. Ciocia była u niej końcem marca. Ja powinnam już ostrzyc się trzy tygodnie temu. Przy krótkich włosach to jest problem, ale… mam świetną fryzjerkę, więc choć usługa do najtańszych nie należy (120 złotych!), to dzięki profesjonalnemu strzyżeniu odrastanie nie jest (jeszcze!) tragiczne. Nawet odważyłam się spojrzeć na tył głowy, co ja na tej szyi już mam, ale na razie ma to jeszcze wygląd. Fakt, grzywka mi spada na oczy, ale rozłożona na boki, daje radę. I kto by się tam przejmował, jak i tak trzeba mieć maskę na twarzy ;pp

No, ale niektórzy to już patrzeć na siebie nie mogą, więc szukają jakichś kontaktów, coby w pełnej konspiracji poddać się fachowym nożycom. I wbrew pozorom wcale nie jest tak trudno znaleźć, bo ta branża, choć zeszła do podziemia, to pocztą pantoflową lub zaszyfrowanym komunikatem na swoich portalach dociera do potencjalnych klientów.  Hmm… widocznie pomoc od państwa to tylko kropla w morzu potrzeb, a powrót do legalnej pracy jest przewidywany dopiero w trzecim etapie, który nie wiadomo kiedy nastąpi. Jeżdżą więc nawet do domów klientek/klientów, a ci (niektórzy z nich) organizują fryzjerskie party- ściągając swoich znajomych w potrzebie, całymi rodzinami wręcz. I tak taki fryzjer zamiast ostrzyc jedną głowę, ma ich kilka, więc tym chętniej przybywa. Rodzice, czekając na swoją kolej, wypiją wspólnie kawkę, a dzieci razem się pobawią. Co tam pandemia i związane z nią obostrzenia, grunt to poprawić sobie samopoczucie własnym wyglądem. A że przy okazji takiego spotkania jedno dziecko złamało rękę, a drugie wybiło zęba, to tylko przypadek-wypadek 😉 No, ale gdyby nie to, to sprawa się by nie wydała, że pewna rodzina mimo prośby seniorki i obietnic z ich strony ma głęboko w odwłoku utrzymanie dystansu społecznego, więc towarzysko się udziela (nie tylko przy okazji robienia porządków na głowie), nakazując milczenie dzieciom, kłamiąc babcię i również rodzinę wspólnika-brata, którego żona nawet z własnymi rodzicami widzi się rzadko i na odległość, a ich dzieci nie miały kontaktu fizycznego z drugimi dziadkami od samego początku ogłoszenia pandemii. Bo takie były ustalenia… Po to, żeby chronić seniorkę…

 

Las otworzył swe wrota przede mną… zaprosił swą soczystą zielenią pod bezchmurnym błękitem niebios…

94016111_692097118224384_4893385707826970624_n

tak się prezentuje leśna droga tuż przy parkingu przed ogrodzeniem/główną bramą na  ranczo..

Otulił swą ciszą zakłóconą jedynie świergoleniem ptaków, wysysając wszelkie złe emocje, pozwalając na kompletny odlot w celu kontemplacji wyłącznie pięknych chwil… Las zawsze służył mi do wykrzyczenia tego, co uwiera, boli i złości, ale tym razem nie musiałam tego robić… bo sam fakt oddychania pełną piersią mnie uradował tak, że wszystkie niepokoje ulatniały się z każdym krokiem, kolejnym oddechem… robiąc miejsce na niemyślenie. Nie byłabym sobą, żeby nie skręcić w mniej uczęszczaną ścieżkę, mimo iż las mi kompletnie nieznany, ale nie czułam strachu, wręcz przeciwnie… czułam się bezpiecznie.

94191236_555914145309793_1830126336950140928_n

Doszłam do polany, a właściwie wyrąbiska, gdzie klapnęłam sobie na pniu ściętego drzewa, wystawiając twarz i dłonie do słońca, żeby złapać odrobinę witaminy D, która ma zbawienny wpływ na naszą odporność, w towarzystwie motyla, którego PT (jak jej przesłałam zdjęcie) wzięła za kurę, bo oglądała bez okularów. Dlaczego… a to już takie powiązanie naszych wcześniejszych dyskusji i fotorelacji prawie międzynarodowych 😉

94481908_2979223558839078_8195296091852242944_n

Nie wiem co bardziej mnie zachwycało: zieleń czy błękit…

 więcej zdjęć oczywiście na ścieżkach, czas był je odkurzyć 😉 KLIK

To cudowne miejsce jest tylko 15,5 kilometra od mieszkania- moje marzenie, żeby mieszkać w pięknych okolicznościach przyrody blisko DM, być może zrealizuje Misiek, jeśli w gminie ugną się i część działki przemysłowej przekwalifikują na budowlaną, to wybuduje tam dom. Mniej więcej ( ciut mniej) taka sama odległość jest z kamienicy, w której mieszka i ma biuro firmy. Jechałam 23. minuty, bez pośpiechu, a dojazd w 2/3 pośród miejskiej zieleni (park i lasek) oraz okolicznych lasów.

Uśmiechu dla Was 🙂

P.S. Biblioteka Narodowa opublikowała, że stan czytelnictwa wzrósł nam do 39% (za rok 2019), to jest o dwa punkty procentowe, niż za poprzedni. Ciekawa jestem, do jak dużego wzrostu przyczyni się pandemia, a może nie? Jak to u Was jest, więcej czytacie? Ja muszę przyznać, że teraz w tym odosobnieniu to dużo mniej niż zazwyczaj… Dziwne…