Lekkość bytu…

Próbuję ją odnaleźć, bo gdzieś się zawieruszyła w ostatnich dniach. Przyjemność. Radość. Lekkość. To nigdy nie był stan permanentny, bo każdy z nas ma własny ciężar do udźwignięcia, a czasem przytłoczy nas ciężar innych. Człowiek często skłania się do porównań, a że to inni mają gorzej (bądź odwrotnie), szuka w tym jakiegoś pocieszenia… nieskutecznie. Potrafię się cieszyć każdą chwilą, ale nie zawsze się to udaje, szczególnie w momentach autentycznego zagrożenia. Trudno okiełzać myśli, żeby nie szły w niepożądanym kierunku, a gdy te stają się nieznośne i nieustępliwe, tracę grunt pod nogami. Na szczęście na chwilę. Myślałam, że jestem zahartowana, że potrafię zapanować nad kłębowiskiem uczuć, że nawet przez chwilę nie… No nie. Jestem tylko człowiekiem, który myśli i czuje. Bezmyślność zabija. Również innych. A nie boi się tylko głupiec. Wszystko jednak mija. Złe chwile również, i choć przyjdą następne, bo teraźniejszość jest przecież ulotna i nie wiemy, co czeka nas następnego dnia, to świadomość przemijania paradoksalnie niesie w sobie nadzieję.

Chyba zacznę lubić tego swojego skorupiaka, wszak od lat żyjemy w zgodnej symbiozie: raz on mi przywali, wywracając życie do góry nogami, a raczej te „nogi” zalegają w łóżku i życie toczy się w większości w pozycji horyzontalnej, raz ja mu przyłożę, bo na szczęście pozycja zadania ciosu nie ma znaczenia, tylko siła rażenia, i mam prawdziwych sojuszników- lekarzy. W każdym razie temat jest oswojony i nie spędza mi snu z powiek. Corona również, o dziwo śpię spokojnie i długo, tyle że czuję się bezsilna, mniej bezpieczna. Znany wróg, to prawie jak przyjaciel, bo zawsze jest lepszy od tego nieznanego wroga- nie można mu przywalić znienacka ;p

Wciąż się waham, ale przecież i w tej kwestii muszę podjąć jakąś decyzję. Z Najmłodszymi się nie widuję. (Zońcia bawi mnie do łez na przysyłanych filmikach; do czego to doszło, że mając ich 500m od siebie, nie mogę przytulić i ucałować). Decyzja zapadła, że jak druga babcia pilnuje, to nie mogą bywać u nas. Ograniczenie kontaktów jak dalece się da, jest nieuniknione- tego wymaga ten trudny czas. Gdyby nie to, że muszę jeździć po piguły w czasie zarazy, to być może dobrą opcją byłoby się przeprowadzić do Tuśki, zająć dziećmi, z założeniem, że Tuśka i Zięć relatywnie mają mniej kontaktów z obcymi. Obecnie. Tyle że im dłużej to wszystko trwa, tym zagrożenie większe. I każde założenie może być nieprawdziwe. Nie ma co wariować, trzeba wybrać najlepszą opcję, i tyle. Czy słuszną, to się dopiero okaże jak wszystko minie. Bo przecież minie.

Tata na dwa tygodnie „zamyka” firmę, choć nie wszyscy pracownicy są z tego zadowoleni- wypłacenie dniówki, czy 80% opiekuńczego przez ZUS, to nie to samo, co wypłata za konkretną pracę. Troszkę jestem spokojniejsza o niego, choć to wcale nie oznacza, że zamknie się w czterech ścianach. Ma zamiar przyjeżdżać/chodzić do biura.

Sprawdziłam zapasy. Mamy cztery duże butelki domestosu i to w jednym kolorze- zielonym. I tylko ćwiartkę spirytusu! Totalne niedopatrzenie! 😉 Nakazałam zakupić paracetamol, bo żadnych piguł przeciwbólowych i gorączkowych w domu nie ma. Zaś z zamrażalnika wyciągnęłam ostatnią porcję uszek. Grzybowych rzecz jasna. Barszcz z torebki, trudno, to nie wigilia. I gdy tak jadłam ze smakiem, to sobie pomyślałam, że być może to już ostatni raz, bo sytuacja jest taka, że nie wiadomo co z Wielkanocą, więc tym bardziej nie ma co dalej wybiegać myślą, więc delektowałam się tą chwilą, jakby rzeczywiście był to mój ostatni (taki) posiłek 😉 W końcu żyje się tu i teraz!

Czytam Idealną rodzinę Ilony Łepkowskiej. Autoironiczna, z humorem. Czyta się lekko i przyjemnie, ale nie bez refleksji, bo otwiera oczy na wiele aspektów życia codziennego. Naszego. Innych. Bo czasem wydaje się z boku (choćby czytając blogi ;p), że czyjaś rodzina jest idealna, a to tylko takie wrażenie. Trafiłam na nią przypadkiem, szukając czegoś, co po przeczytaniu będę mogła pożyczyć Przyjaciółce (tej, która czytanie zawsze zaczyna od ostatniej strony), i choć do samej autorki nie pałam jakąś sympatią (do jej tasiemcowych seriali również, pewnie z powodu tego, że są tasiemcami), po wysłuchaniu kilku jej wypowiedzi w różnych programach, to książce dałam szansę. Książka do uśmiechnięcia się. Dobra na ten czas.