Na poważnie…

Dzieci od wnuków mojej Przyjaciółki pracują zdalnie. Chcieli podzielić się opieką nad swoimi pociechami z dziadkami, ale dziadek stanowczo zaprotestował. W końcu mają do zaopiekowania się swoimi starszymi rodzicami. Przyjaciółka nie jest przerażona, nie panikuje, ale w swojej rodzinie zarządziła izolację. Zakupy rodzicom mają robić oni i młodszy syn, zostawiać na wycieraczce. Tata Przyjaciółki jest mocno schorowany… Dlatego chce przede wszystkim chronić rodziców.

U nas w rodzinie zdalnie pracuje tylko Ata- przyszła synowa- reszta nie ma takiej możliwości. Z racji swojego przemieszczania się i kontaktu z wieloma osobnikami, to OM jest potencjalnie najbardziej narażony na załapanie wirusa i przywleczenie go do domu. Przyjaciółka najchętniej usłyszałaby ode mnie obietnicę, że zamknę się w pokoju na górze, i nie będę się z nikim kontaktować. Bo nie po to tyle walczyłam, tyle przeszłam, i wciąż walczę, żeby mnie pokonał wirus. Powiedziała, że będzie dzwonić i sprawdzać jak się chronię… Może wyłączę telefon… Nie, że bagatelizuję, ale ten strach o mnie, mnie przytłacza…

Tuśka od poniedziałku zamyka całe biuro na klucz. Dla potencjalnych petentów. Dostała zgodę zarządu. W samym biurze zostało ich tylko cztery, a petenci czy muszą, czy nie, kręcą się mimo próśb o pozostanie w domu. Przyszła nawet staruszka zapytać się o… zadłużenie. Tak naprawdę to 98% petentów, którzy przychodzą tylko po informację, mogą ją uzyskać telefonicznie. Sama nie ma zamiaru jeździć na żadne spotkania, a wszystkie sprawy załatwiać mejlowo i telefonicznie. Szkoda, że musi to robić z biura, bo rozwiązałoby to opiekę nad Najmłodszymi. Zońcia w wymyślaniu sobie zabaw jest coraz bardziej kreatywna, czym rozbawia nas do łez ;p

Polska zamyka granice dla cudzoziemców, ci, którzy u nas mieszkają, pracują, mają być poddawani dwutygodniowej kwarantannie po przebyciu granicy. Ogranicza działalność galerii handlowych.

 

Dom mam wysprzątany. W końcu. Pani sprzątająca miła i szybka. Jedyny minus, że pali, ale również w tempie ekspresowym 😉 Raczej nie ma szans na wspólne wypicie kawy i złapania oddechu, bo p. Beata twierdzi, że czas leci, a robota czeka. Pani ma czwórkę dzieci- dwójkę w szkole średniej, a dwójkę w wieku przedszkolnym. Wraz z mężem pracuje na gospodarce, a tam wiadomo, przypływ gotówki tylko sezonowy, więc stały dopływ pieniędzy bardzo sobie ceni, dlatego uzyskałam deklarację stałej co dwutygodniowej współpracy. Ulżyło mi. Już się przyzwyczaiłam, że dwa razy w miesiącu mam wysprzątany dom od góry do dołu, bo sama co najwyżej na raz mogłam ogarnąć jedno pomieszczenie.

Nie myślę jeszcze o świętach, o strojeniu domu, ale zeszłam do piwnicy, a tam za drzwiami takie baziowe cudeńka. No to zmieniłam dekorację 😉