Spod kwarantanny…

Się wyrwałam. Samej sobie narzuconej i nie z powodu koronawirusa. A wirusów. Ogólnie. Zdradliwych i czepliwych o tej porze roku. Wnusio LP wciąż w szpitalu klinicznym daleko od domu, ale jest przy nim jego mama i w końcu postawiono diagnozę- norowirus. Ulga. Bo już skorupiak chodził po głowie…

Staram się być rozsądna sama z siebie, siedząc w domu na skraju wsi i nigdzie nie bywać, upominana przez koleżanki w wiadomościach przysyłanych i telefonicznych, że mam szczególnie dbać o się i uważać na się. No to się stosuję, ale sąd mnie wezwał przed swe oblicze, więc rada nie rada, pomknęłam do DM. Śmiesznie było, bo sprawa z powództwa Taty, tak jakby przeciwko mnie, choć graliśmy w jednej orkiestrze, a wszystko przez odnaleziony testament. Uff… Pani sędzia bardzo miła i sprawnie wszystko odkręciła, co my zagmatwaliśmy w swym pośpiechu i sklerozie. W końcu będzie mogło dojść do przekształcenia firmy i Tata będzie mógł spać spokojnie. Taaa jak to Pani pełnomocnik zauważyła z uśmiechem, że pan to szuka dziury w całym. No cóż, ten typ tak ma.
Tuśka podejmuje pracę w czwartek, więc wszystkie ręce na pokład 😉 Teoretycznie Zońcia do przedszkola, bo w praktyce to wygląda tak, że jeden tydzień jest w placówce, a dwa w domu… Muszą rozpracować logistycznie odwożenie dzieci i przywożenie oraz zapewnić opiekę, gdy Księżniczka będzie musiała zostać w domu. Ale na razie, to Tuśka się martwi… o mnie i o Dziadka. Z wiadomego powodu. Czym mnie zirytowała, bo na pytanie, czy się umówiła do dermatologa w sprawie nowej nieciekawej zmiany, blisko miejsca poprzedniej, usłyszałam, że nie, bo przecież musiała się Pańciem zająć. Od piątku nie miała, kiedy zadzwonić! Nic tylko lać! Nie martwię się o to, jak sobie poradzą- oby tylko zdrowie było- bo nie oni jedyni pracujący z dwójką małych dzieci na tym świecie. Fakt, Tata tych dzieci prowadzi firmę, więc to praca przynajmniej 6 dni w tygodniu… Ale to on właśnie zapewnia, że sobie poradzą. Martwię się tylko, czy Tuśka w ferworze obowiązków będzie pamiętać o sobie. O badaniu się. I tak ma pod górkę, bo trzeba zarezerwować cały dzień, i to niejeden- to jest ten minus mieszkania na wsi…Dojazdy. Wszędzie.
Czuć już wiosnę w ogródkach, a na płotach tychże widać, że mamy kampanię. We wsiach i małych miasteczkach na drodze przejazdu właściwie tylko banery z wizerunkiem obecnie nam panującego. W większych zaś nie zauważyłam żadnego baneru z kandydatem Lewicy i bezpartyjnym. Zaś dwa zniszczone z jedyną kandydatką na prezydenta. Ktoś aż tak się boi? To też potwierdza, po czyjej stronie jest więcej agresji.

P.S. Do tej pory to Tata dzwonił do mnie i odkąd pojawił się koronawirus, to pytał się, czy do nas już dotarł… ale dziś, pomimo iż rano się widzieliśmy, to zadzwoniłam ja do niego w tej sprawie. Nie wiem, czy się mnie posłucha… Żałuję, że nie jest zwykłym emerytem w kapciach przed telewizorem.