Menda i męta…

Szkodliwe. Natrętne.

Pierwsza skradła mi moje konto na kilka godzin, druga krąży wokół mnie jak natarczywa mucha lub komar. Zresztą jak się zapominam, to właśnie myślę, że jest owadem-wystarczy packa i zniknie.

Starzeję się.

Zmieniałam niedawno hasło do id IPhone i zdążyłam zapomnieć na jakie. Moje wszystkie hasła (oprócz tych bankowych) to naprzemienne wariacje z dwoma słowami i dwiema liczbami, więc metodą prób i błędów pewnie bym doszła, choć tym razem właśnie liczby nie byłam pewna, bo wprowadziłam nową. Dzięki jednak dwupoziomowemu uwierzytelnieniu mogłam zmienić na nowe. I ZAPISAĆ! Pierwszy raz w życiu. Wprawdzie na skrawku wolnego miejsca jakiegoś urzędowego pisma, ale z solenną obietnicą, że kupię sobie notes do tego celu. I w końcu pozapisuję te wszystkie kody dostępu, bo jak się ich nie używa- gdyż się nie wylogowuję- to one wyfruwają z pamięci… Mam też tak, że często zapisuję numery na tym, co mam pod ręką-a pod ręką mam przeważnie jakieś dokumenty- nie opisując do kogo/czego dany numer. Potem jak znajduję, to nie wiem, czy to była jednorazowa potrzeba, czy nie… ale to i tak nie ma znaczenia, bo są całkiem nieprzydatne. A jak mi jest potrzebny konkretny, to czasem  ratuje mnie pamięć, że komuś go podawałam, więc pewnie znajdę na messengerze albo na WhatsAppie- ale ile to trwa! Szukanie.

Sypię się.

Muszę się wybrać do specjalisty po uspokojenie. Że nie oślepnę 😉 I, żeby zapobiec przed namnożeniem się mętów!

 

Kotwica…

Od kilku dni aura nie zachęca, żeby wyściubić nos za drzwi, mimo iż jest dość ciepło, a nawet za ciepło jak na środek zimy- wszak już luty, a wraz z nim zdewaluowane porzekadło: Idzie luty, podkuj buty. Bardziej adekwatne byłoby- odziej kalosze! Mnie ten nieustający deszcz w sumie aż tak nie przeszkadza, bo nie mam potrzeby przemieszczania się, za to ziemia ma ogromną potrzebę wody, bo już teraz grozi nam susza. Wprawdzie śnieg byłby lepszym rozwiązaniem, nie tylko dla gleby, drzewostanu i roślin, ale również dla dzieci, które mają ferie. A tu nie dość, że śniegu brak, to wciąż leje i wieje, więc nawet zamiast na sankach czy łyżwach, nie mogą pojeździć na rowerach bądź rolkach czy hulajnogach. Sorry, taki mamy klimat 😉

Dziecka miejscowe (moje) wyjeżdżają całą rodziną na ferie, ale wcześniej spotkaliśmy się rodzinnie przy urodzinowym stole. Pierwszy raz były dwa miejsca wolne: prababci B i dziadka T. Czas nie stoi w miejscu, ale rodzina to taka kotwica w mętnej rzece życia… I tak patrząc na Bliskich, poczułam spokój… wiem, że trzymając się razem, dzieląc radości i smutki…przetrwamy.

*

Zauważyliście, że wczorajszy dzień poprzez datę był dniem palindromicznym?