Słodkie uzależnienie…

Słodkiego miłego życia… Któż by nie chciał 😉

Cukier. Znam takie osoby, dla których temat w ogóle nie istnieje bądź spożywają okazjonalnie, ale z badań wynika, że przeciętny Polak spożywa go w zastraszających ilościach. Na przykład w roku 2018- 51 kilogramów. Wydawałoby się to niemożliwe, bo prowadzimy coraz zdrowszy tryb życia, a jednak spożycie cukru na głowę rośnie a nie maleje. Nic dziwnego, bo cukier dodawany jest wszędzie- wystarczy poczytać etykiety.

Ministerstwo zdrowia postanowiło zareagować… poprzez podatek od cukru. Kolejną daninę dla przedsiębiorców. I jak ma zwyczaju ta władza, bez żadnych konsultacji, na dodatek z luką prawną, która daje możliwość różnych interpretacji. I wdrożyć to w trakcie roku rozliczeniowego. Oczywiście i tak na końcu zapłaci konsument. Dla pożeraczy czekolady i miłośników słodkich gazowanych (i nie tylko) napojów nadchodzą ciężkie czasy, bo podwyżki będą dotkliwe. Czy słusznie? Takie podatki funkcjonują w innych państwach europejskich i jest to jakaś forma walki z nadwagą i otyłością, pytanie tylko, czy skuteczna. Czy sam wzrost cen jest w stanie skutecznie zmienić nawyki żywieniowe? Na przykładzie papierosów widać stopniowe zmniejszenie liczby palących, ale to nie tylko wzrost cen jest powodem, ale wprowadzony wiele lat temu zakaz palenia w miejscach publicznych. Mimo tego wciąż jest 8 milionów palących.

Nie jestem całkowicie przeciwna takiemu podatkowi, a nawet jestem bardziej za niż przeciw, o ile wymusiłby on na producentach produkcję bardziej zdrowej żywności. Nie był kolejnym nakładającym się podatkiem dla nich, który doprowadzi do nierentowności przedsiębiorstwa. I jak najbardziej jestem za ograniczeniem reklam, szczególnie słodkich napojów. Mam jednak duże wątpliwości czy sama cena, bez szerokiej kampanii edukacyjnej, informacyjnej przyniesie oczekiwane skutki. I jeszcze większe, gdy ustawę wdraża ten rząd.

Cukier nazywany jest narkotykiem XXI wieku. I słusznie. Jak niebezpiecznym dla zdrowia, to każdy(?) wie. Może tylko nie każdy zdaje sobie sprawę, że można być od niego uzależnionym. Działa jak śnieżna kula: im więcej się go zjada, tym więcej organizm go potrzebuje. Spożywanie go wywołuje „hormon szczęścia”- dobry humor, znikają bądź bledną wszelkie niepokoje, ale kiedy organizm go przetrawi, to domaga się więcej…aby poczuć się znów lepiej. Zamknięte koło. Żeby to przerwać, to organizm potrzebuje całkowitego detoksu i to dość długiego. Jak w przypadku narkotyków.

Walka z cukrem jest słuszną walką.

Od lat nie słodzę żadnych gorących napojów. Do kawy od niedawna używam mleka bez laktozy. Nie piję gazowanych słodkich napojów, choć zdarzyło mi się w tym roku przy jelitówce wypić puszkę coli. Nie potrafię jednak wziąć rozwodu ze słodyczami, choć zdarza mi się kilkudniowa separacja- obecnie trzydniowa, o ile dotrwam do końca dnia 😉 I jestem bardzo ciekawa, mimo tej mojej abstynencji, ileż to łyżeczek cukru zjadłam w ciągu doby. Bo, że zjadłam, to jestem pewna. Nie da się go całkiem wyeliminować, nawet nie ma takiej potrzeby, bo cukier jest potrzebny naszemu organizmowi, tyle że ten zdrowy! Gorzej jak nieświadomie zjadamy go w różnych przetworzonych produktach.

Zdrowego, słodkiego życia! 🙂