Menda i męta…

Szkodliwe. Natrętne.

Pierwsza skradła mi moje konto na kilka godzin, druga krąży wokół mnie jak natarczywa mucha lub komar. Zresztą jak się zapominam, to właśnie myślę, że jest owadem-wystarczy packa i zniknie.

Starzeję się.

Zmieniałam niedawno hasło do id IPhone i zdążyłam zapomnieć na jakie. Moje wszystkie hasła (oprócz tych bankowych) to naprzemienne wariacje z dwoma słowami i dwiema liczbami, więc metodą prób i błędów pewnie bym doszła, choć tym razem właśnie liczby nie byłam pewna, bo wprowadziłam nową. Dzięki jednak dwupoziomowemu uwierzytelnieniu mogłam zmienić na nowe. I ZAPISAĆ! Pierwszy raz w życiu. Wprawdzie na skrawku wolnego miejsca jakiegoś urzędowego pisma, ale z solenną obietnicą, że kupię sobie notes do tego celu. I w końcu pozapisuję te wszystkie kody dostępu, bo jak się ich nie używa- gdyż się nie wylogowuję- to one wyfruwają z pamięci… Mam też tak, że często zapisuję numery na tym, co mam pod ręką-a pod ręką mam przeważnie jakieś dokumenty- nie opisując do kogo/czego dany numer. Potem jak znajduję, to nie wiem, czy to była jednorazowa potrzeba, czy nie… ale to i tak nie ma znaczenia, bo są całkiem nieprzydatne. A jak mi jest potrzebny konkretny, to czasem  ratuje mnie pamięć, że komuś go podawałam, więc pewnie znajdę na messengerze albo na WhatsAppie- ale ile to trwa! Szukanie.

Sypię się.

Muszę się wybrać do specjalisty po uspokojenie. Że nie oślepnę 😉 I, żeby zapobiec przed namnożeniem się mętów!