Kto by pomyślał…

Piętnaście lat. Półtorej dekady temu postawiłam pierwsze literki pod własnym (i prawie tym samym) adresem. Normalnie dinozaur w świecie blogowym 😉

Bez większych aspiracji w sensie promocji własnego bloga, ale ciesząca się z każdego nowego czytelnika, jak i z żalem przyjmująca, że tak wiele osób przestało pisać, czytać, zaglądać… Cóż… życie, ono nieustannie płynie i nie wejdzie się drugi raz do tej samej wody. Ludzie przychodzą i odchodzą, a mnie pozostają powroty do postów i wspomnienia. Jeszcze tego nie robię, ale wiem, że przyjdzie taki czas… Tylko jak przebrnąć przez prawie 1700 postów? 😉 Niektórzy to robią, czym mnie zadziwiają nieustannie. I wzruszają, bo to oznacza, że ktoś poświęca swój czas dla mnie. Kto by pomyślał?

Zestarzał mi się blog, zestarzałam (??) się ja, i zdążył mi się zestarzeć Pańcio, który na pytanie, czy napisał list do Mikołaja, odpowiedział, że Mikołaj nie istnieje, ale już powiedział mamie, co chce dostać. Szok. A potem wziął się za składanie zydelka, który od lata czekał w oryginalnym opakowaniu na swoją kolej. Zapoznał się z instrukcją, złożył, śrubki przykręcił najpierw śrubokrętem, a dokończył wkrętarką. Szok.

Późnym wieczorem nadciągną Dziecka Młodsze, bo niespodziewanie pewne sprawy mogą dostać przyspieszenia, a na dodatek nie wyglądać tak, jakby można było się spodziewać…

Miłego weekendu 🙂

P.S. Fachowiec zaczął irytować OM, a to zły znak, bo mój mąż to bardzo spokojny człowiek ;ppp