Tęsknota za tym co już było…

Któż jej nie doświadcza…?

Fenomen tak dużego poparcia dla partii rządzącej jest zawarty w nutach tęsknoty za czasami słusznie minionymi, za młodością przypadającą na okres peerelu. Wysnułam taki wniosek, po przeczytaniu komentarzy pod postem, który zawierał pytanie o plusy tych czasów-  ogromna większość komentujących wymieniała je bez liku, gloryfikując przeszłość. Byli też tacy, którzy uważali, że w tamtych czasach były same plusy. Nagle okazuje się, że wszystko było inne, lepsze: nie było złodziei (kradli wszyscy, bo przecież państwowe to niczyje), wszyscy mieli pracę (czy się stoi, czy się leży), nikt głodny nie chodził (mimo kolejek, pustych półek sklepowych, kartek żywnościowych), mieszkania spółdzielcze po kilku latach oczekiwania to nic, że klitki i często zasiedlone przez trzy pokolenia), nikt nie narzucał im, jak mają żyć (była jedna partia, jedyna słuszna linia), a o zamkniętych granicach i tęsknocie za wolnością … zapomnieli.

Nie, nie uważam, że wszystko było złe, że nie było żadnych wartości, ale ze zdumieniem czytałam, jak to kiedyś było lepiej. Bo to nie były tylko wymieniane plusy, ale przy okazji minusy obecnej rzeczywistości. Tak, ja rozumiem, że smak lodów bambino kupowanych na nadmorskiej plaży, jagodzianek jedzonych opędzając się od os, lizaków „kojak” w sklepiku w miejscowości kolonijnej oraz pomarańczy na święta był zupełnie inny niż dziś… Ale, żeby aż tak tęsknić by popierać politykę (scentralizowaną, jedynowładztwo) PRL-bis, to nie rozumiem.

A Wy za czym tęsknicie z tamtych czasów, i czy w ogóle?

Z ulgą przyjęłam decyzję Donalda Tuska o niekandydowaniu na urząd prezydenta RP. Z ulgą, choć uważam, że w obecnej chwili nie ma lepszego kandydata, jeśli chodzi o kompetencje, osobowość etc… Tyle że z tak dużym elektoratem negatywnym wobec tej osoby, z miernotą kampanijną KO, raczej nie miał szansy na sukces. W moim odczuciu, bez tej kandydatury opozycja ma szansę przerwać tę groteskową, pełnioną na kolanach wobec Prezesa jedynej słusznej partii prezydenturę.

*

Nieoczekiwanie od weekendu czeka mnie remontowa historia. Oby tylko nie niekończąca się 😉 Ale już się boję, bo zapowiadają się chwile bez wody i…dostępu do kibelków, zimna chata i takie klimaty. OM sugerował, żebym sobie zrobiła wakacje. Kusząca propozycja, ale uznałam, że może lepiej trzymać rękę na pulsie i stać na straży porządku i ładu 😉