Jęczące i smarkające…

Czternastomiesięczna Zońcia jest najmłodszym i najbardziej uśmiechniętym dzieckiem w grupie. Panie są nią zachwycone, twierdząc, że jest przecudowna. Od pierwszej chwili jak przychodzi do przedszkola, to interesują ją zabawki, bierze jakąś w rękę i idzie do dzieci bądź zaczyna układać klocki. Nie płacze, nie jojczy, je pięknie i śpi, a jak się obudzi, to grzecznie leży, dając pospać pozostałym dzieciom. I byłoby pięknie… ale…

Pozostałe dzieci ryczą, zasmarkane, a jedno nawet z zimnem na pół twarzy. Tuśka się denerwuje, że jedyne zdrowe dziecko to Zońcia i że rodzice są niepoważni. Katar to nie choroba, ale jak gile sięgają do brody…I ten ryk. Boi się, że nasza Księżniczka stanie się jojczącą zołzą 😉 Dodatkowy problem to taki, że obie grupy ze względu na remont jednej z sali są razem. Podobno ma być tak tylko jeszcze przez tydzień. Grupa Zońci liczy 6 dzieci, więc mniejsze ryzyko niż w 15-osobowej grupie, która jest obecnie, że załapie coś od innych dzieci. Przedszkole jest prywatne, ale z każdym kolejnym dniem Tuśka ma wrażenie, że to taka przechowalnia dzieci… Ściska jej serce myśl, że zabije tę naturalną radość, jaką ma w sobie Zońcia. Zobaczymy… jak tylko coś będzie nie tak, to przestanie chodzić, bo Tuśka jest o tyle w dobrej sytuacji, że jej praca nie polega na siedzeniu za biurkiem od-do…

Kreatynina spadła więc wyszłam z pigułami. Na izbie przyjęć poszło bardzo sprawnie, mimo iż z młodą Panią Doktor byli studenci, więc objaśniała każdy przypadek, również mój. Szczegółowo, bo jestem najdłużej biorącą olaparib pacjentką na oddziale. Uświadomiła też, że roczne leczenie kosztuje ok. 200 tys.- same piguły. No cóż… Ale co ważniejsze, że są już badania, iż lek daje dobre rezultaty po pierwszym rzucie i już w Europie jest refundowany- wtedy pacjentki biorą go tylko przez dwa lata. (W Polsce niektóre ośrodki prowadzą badania kliniczne i można się załapać!) Koszt ogromny, ale jeśli miałby uchronić przed wznową, to co tu mówić o kosztach? Ale jak na razie- jak podają- to dostanie się do lekarzy specjalistów w 26 dziedzinach wydłużyło nam się dzięki „dobrej zmianie”, w tym do onkologa! No, ale hipisowski marszałek twierdzi, że nasza służba zdrowia jest jedną z najlepszych w Europie. Taaa… mamy wspaniałych specjalistów, ale że tak powiem, i oni już na wymarciu…

W końcu przepłukałam sobie port, bo nie robiłam tego już kilkanaście miesięcy. Drożny. Biorąc pod uwagę, że mam go już 11 lat, to cud jakiś. Ulżyło mi, bo podanie mi czegokolwiek w żyłę jest ogromnym problemem. Nie znam wyników, bo nie czekam na wypis, zbyt długo by to trwało, a i tak przecież spędzam w szpitalu kilka godzin. Niezmiennie mnie to dziwi, że to zawsze musi trwać tak długo i za każdy razem drukowany jest stos papierów.

Tata ma wysprzątane mieszkanie na glanc 😀 Jak mi ulżyło, że Pani będzie mogła przychodzić raz w tygodniu, niestety tylko popołudniami, ale to najmniejszy problem. Większy to taki, iż w grudniu kończy jej się wiza, ale obiecuje wrócić, bo ma w DM męża. Pokazałam jej też kawalerkę, bo tam jest pralka, a zapytała się mnie, czy ścierki ma przepierać ręcznie. Najważniejsze, że jest taka jak moja Ela, czyli od razu wie, co trzeba zrobić- w przypadku Taty umyć nawet umyte naczynia 😉 (Kupił zmywarkę i wywiózł na ranczo, odkurzacz również- ostał się tylko ten bezprzewodowy- dobrze, że biuro blisko, więc zadzwoniłam i Misiek przyniósł biurowy). Musiałam zostać, aż skończy, bo nie chciałam zostawiać swojego klucza, a Tata z Miśkiem uruchamiali węzły, więc ostałam się ja, ale poszłam sobie na pyszną kawę i na kiermasz włoski…

Zaczynamy coraz lepiej ogarniać tę rzeczywistość… a na cmentarzu panowie kończą wykładać granit wokół pomnika. Trochę pogoda przeszkadza, ale radzą sobie.

I znów czekam, kiedy będę mogła zaparzyć sobie pierwszą kawę… szczególnie dziś, gdy mam do niej pyszne włoskie ciasteczka 😉

Miłego!:)

 

Reklamy