W drodze do…

69099929_2380234785629929_1431588238425849856_n

dawno, dawno temu dojrzała jarzębina kojarzyła mi się z końcem wakacji… szkołą
potem: czerwona jarzębina, czerwona niczym wino… ahoj wakacyjna przygodo!
a teraz z jednym i z drugim 😉

Ja już w drodze na południe kraju, gdzie spędzę kilka dni nad potokiem Grajcarkiem (prawda, że fajna nazwa? :)), włócząc się po okolicy i zadzierając głowę do góry, potem wpadnę do Przyjaciół w Beskidzie Niskim na kawę- ale najpierw wdrapię się na pewną (świętą) górę- od nich wyruszę do naszych bieszczadzkich Przyjaciół, żeby wraz z nimi wsiąść do pociągu niebylejakiego i znów pochodzić ulicami Lwowa… Następnie zalegnę u nich w ogrodzie, zbierając siły na powrót.

A tymczasem jutro nasz Pańcio ubrany na galowo, po raz pierwszy przekroczy szkolne mury. Ownusiujedyny przecież dopiero co zaprowadzałam go do przedszkola 😀

A dziś wraz z Pańciem odwiedziliśmy Jego przedszkole (sprawy zawodowe przeszkodziły Tuśce)- na chwilę, by zapoznał się z miejscem, z dziećmi i z opiekunkami. W planach nie było pozostawienie Go, ale jak to z planami bywa, często ulegają modyfikacji w zależności od sytuacji 😉  A taka sprzyjająca nadarzyła się, gdy dzieci wyszły na dwór. Został na placu zabaw, po uzgodnieniu z samym zainteresowanym i Paniami, a ja pojechałam na kawę do LP- wrócić miałam za 1,5 godziny. No nie był to beztroski czas, bo choć dumna byłam, że Pańcio nie chciał jechać ze mną, to jednak nie wiedziałam, czy za chwilę nie zmieni zdania. Gdy wróciłam, to rzucił mi się na szyję z płaczem, ale za chwilę łzy obeschły i już był wesoły… Może to jest miejsce (przedszkole), gdzie nawiąże przyjaźń na całe życie? Czas pokaże…

Przyznać się, macie przyjaźnie zapoczątkowane jeszcze w przedszkolu? Moja najstarsza trwa od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

I kto nosił korale z jarzębiny? wianki z mleczu?

**

Hit (sobotniego) dnia! 😉

Wysłałam dwa zdjęcia Tuśce i w odpowiedzi dostałam: Ładnie wyszło. Posiejemy trawę dookoła? Akurat siedziałam u LP na kawie i serniku, więc obie zaśmiałyśmy się w głos. Będziesz kosić? Ano tak.

Rano byłam w Miasteczku u kosmetyczki i choć poprzedniego dnia byłam wieczorem na cmentarzu, zostawiając świeże kwiaty i podlewając te na grobie, to chciałam jeszcze zapalić świeczkę, a przy okazji zajechać do Pani od pomnika, żeby poinformować, że nas nie będzie, a umawiałyśmy się na koniec sierpnia- początek września. W maju. Od tamtej pory się nie kontaktowałyśmy. Drzwi zastałam jednak zamknięte, ale podjeżdżając pod bramę cmentarną, już z daleka zobaczyłam samochód i pracowników na cmentarzu, a kiedy wysiadłam z auta, ujrzałam też szefową. Tak mi się przynajmniej wydawało z odległości. Pomyślałam sobie, że porządkują któryś ze świeżych grobów, ale po chwili zorientowałam się, że nie widzę Maminego… Ojesusicku! Sarkofag już stał! Zaniemówiłam. Wzruszyłam się! Kilka razy uściskałam Panią. Przy okazji zdecydowałam, jak przymocować wazon- już na stałe. I ustaliłam co wokół i w jakich wymiarach. I o ławeczce…

 

 

 

Reklamy