To nie recenzja…

Jestem w trakcie czytania- na raty- powieści napisanej drobnym drukiem na tysiącu stu siedemdziesięciu i pół stronach, ciężkiej- nie z gatunku- a w swej objętości nieporęcznej, wymagającej wygodnej pozycji, i czasem niewygodnych przemyśleń. Wprawdzie to dopiero początek, ale z każdą przeczytaną stroną utwierdzam się, że socjalistyczne zapędy to zło i jak pod hasłem wspólnego dobra pasożyty żerują na innych, doprowadzając wszystkich do ruiny. Może każdy kto pluje na liberalny kapitalizm i w tej materii ma mocny skręt w lewą stronę, powinien przeczytać „Atlas zbuntowany”, użyć wyobraźni i włączyć myślenie. Przyda się przed jesiennymi wyborami…

…Co to ma do rzeczy, że ktoś jest niekompetentny, przecież wystarczy, że jest bratem/żoną/dzieckiem/ kuzynem etc… żeby dać mu pracę. Mój Tata popełnił taki błąd i zatrudniał w swojej firmie moich kuzynów. I nie był to błąd samego zatrudnienia, ale tego, że wymagał podnoszenia kwalifikacji i rzetelnej pracy. Skończyło się aferą (bo przecież im się należy!) i wykluczeniem.

W necie i innych mediach wrze o przewożeniu przez byłego komunistycznego prokuratora ampułek taksówką powietrzną ze statusem HEAD, które dostała jego żona wychodząc ze szpitala. Ze stuprocentową pewnością wypowiadają się znawcy tematu, że to przecież kłamstwo, bo ze szpitala wychodzi się tylko nogami do przodu co najwyżej z receptą. Toż sprawa dla prokuratury! Więc ja tu się od razu przyznam bez bicia, że przez dwa i pół roku wyniosłam 14336 (za jednym razem 448) kapsułek. Gdy temperatury przekraczały powyżej 30 stopni, rozważałam przewiezienie ich karetką na sygnale, ale nikt mi tego nie zaproponował ;p

moje słoneczniki

68968303_2612055108805570_6849876747198922752_n

dla Was! 🙂

 

Reklamy

33 myśli na temat “To nie recenzja…

  1. Tyle że z tą 100% pewnością wypowiedział się tenże Instytut Hematologii, na którego powoływał się pan P. – że oni nie wydają leków w takiej postaci, o jakiej on mówił.

    Polubienie

    1. Iza, wiem…
      Być może nieprecyzyjnie się wyraziłam (a miałam dodać, „abstrahując od”…😉) , i za mało też jest wyczuwalna ironia w tekście…
      Nie wnikam w to, czy poseł ewidentnie skłamał czy nie, a może tylko naciągnął fakty( o stanie zamrożenia), ale o sam fakt, że NIEMOŻLIWE jest dostanie leków ze szpitala. Na tym większość komentatorów opiera się, i dla mnie jest to po prostu… ciut śmieszne.

      Polubienie

      1. Akurat osobiście w ogóle nie widziałam komentarzy, że nie można dostać leków ze szpitala.
        Widziałam takie, że nie można dostać 500 FIOLEK, w dodatku wymagających specjalnych warunków przechowywania i transportu. Z czym się zgadzam, bo to byłby zapas na pół roku co najmniej – zapas leku, który miałby być przyjmowany bez kontroli lekarskiej przez tak długi czas i przechowywany w warunkach domowych… no, jednak nie.

        Polubienie

        1. Co do tego- kompletna zgoda. Ale ja nie o tym. (Zresztą też bym nie wyrokowała na jak długo te 500 ampułek, nie wiedząc kompletnie, co to za lek i czy ampułka jest rzeczywiście ampułką😉)
          A komentarzy ludków od grona i ciut, ciut 😉Nawet od osób onkologicznych, co nie ukrywam, że sprowokowali mnie do napisania komentarza bez publikacji i tak ze trzy razy. I chyba słusznie, że nie opublikowałam, bo choć sami się podpierali tylko i wyłącznie tym, że szpital nie wydaje leków, to pewnie w odpowiedzi padłyby z ich strony, takie argumenty jak z Twojej, z którymi się zgodzę, ale kolejny raz napiszę, że mój ironiczny ton w stosunku do stuprocentowej pewności odnosił się wyłącznie do jednej kwestii: wydawania leków przez szpital. Tak w ogóle. Nie jakichś konkretnych. Bo ci ludkowie co piszą o tym, też nie mieli konkretnych na uwadze. Oni z góry założyli, że to niemożliwe właśnie, bo szpital nie wydaje ŻADNYCH. I nie obalam tu, że poseł nie kłamał, tylko obalam tezę, którą niektórzy z gruntu uważają za prawdziwą, a nią nie jest.

          I tu brak precyzji (?) mojej, bo muszę tłumaczyć, że słowo „kłamstwo” odnosiło się wyłącznie do tego jednego aspektu, że ze szpitala można wyjść tylko co najwyżej z receptą. Myślałam, że kontekst wypowiedzi jest jasny, ale jak widać nie😜

          Polubienie

          1. Ale wiesz, jeśli były takie komentarze, to ja się ludziom nie bardzo dziwię (poza pacjentami onkologicznymi, bo to całkiem inna broszka). Bo jak Kowalski chory na chorobę przewlekłą (cukrzyca / tarczyca / kardiologia / podobne) ląduje w szpitalu, to często bywa tak, że swoje stałe leki musi przynieść ze sobą, na jakiejś chirurgii czy ginekologii ich nie dostanie. Nie ten profil, oni nie wiedzą, się nie znają, ma mieć własne leki ze sobą i szlus… I powiedz potem takiemu, że jako pacjent dostanie leki na wynos ze szoitala, zamiast je sobie przynosić do szpitala za własne pieniądze – nie uwierzy. 😦

            Polubienie

            1. Dla mnie to nawet jest logiczne, że każdy ze swoimi lekami na swoje różne przewlekłe choroby przychodzi do szpitala, szczególnie gdy ląduje na oddziale niezwiązanym z tymi schorzeniami. To inna para kaloszy niż z góry zakładanie iż wyjście pacjenta zaopatrzonego w leki jest całkowicie niemożliwe 😉 Choć były też i takie komentarze, że w aptekach brakuje leków, a tu kolesiowopartyjne rozdawnictwo- no wrzucanie wszystkiego do jednego wora. Niektóre leki nie są u nas dostępne na receptę, są w danych programach leczenia i tylko je można dostać w szpitalu, spełniając odpowiednie warunki. No, ale u nas każdy rodak wie, jak się leczy każdą chorobę 😀 i nie bierze innych możliwości pod uwagę. Być może jednostkowych, ale jednak.

              Polubienie

              1. Logiczne to owszem, jest, ale tylko dopóki się te leki i ich dawkowanie uwzględnia przepisując swoją szpitalną terapię, zamiast udawać, że stałe leczenie tego pacjenta nie istnieje – co całkiem często się zdarza, niestety. Na zasadzie: ja osobiście nie przepisałem, a pacjent jest z założenia niewiarygodny…
                Ale jak już o leczeniu mowa, to w tym tygodniu przeżyłam szok kulturowy w swojej przychodni. 😀 😀
                Mówię pani doktor na zastępstwie urlopowym, że obejrzałam swoje wyniki online i ni hu-hu mi się nie podobają, musi coś się dziać, chociaż objawów zasadniczo brak. Tłumaczę, dlaczego wolę dmuchać na zimne. Na co pani doktor: OK, to zrobimy posiew na wszelki wypadek. Ale ŻEBY PANI NIE MUSIAŁA JUTRO RANO GNAĆ ZNOWU tutaj do laboratorium, to tu ma pani sprzęt, proszę wyprodukować próbkę, a my ją przechowamy w lodówce do rana i damy laborantce, jak przyjdzie do pracy. Jako nieprzyzwyczajona Europa Wschodnia, szczękę zbierałam z podłogi… 😀

                Polubienie

                1. 😀 Bo tak naprawdę to wiele zależy od człowieka, tak po prostu.
                  Pewnie i się zdarza w skali całej SZ, choć na każdym oddziale jakim byłam, to słyszałam pytanie o leki jakie przyjmuję na stałe. Na oddziale pulmonologicznym, dawali własne dla Mam, które brała ze względu na POChP. Jest różnie. U mnie, pacjentki całe torebeczki noszą do dyżurki i Panie Pielęgniarki spisują, kto co bierze.

                  Polubienie

  2. Rzeczony poseł od dawna jest znany z tego, że ma skłonności do ( eufemistycznie rzecz ujmując) naginania faktów. Odkąd wymyślił, że był Konradem Wallenrodem w niegdysiejszej prokuraturze, nic mnie nie zdziwi. Nawet milion zamrożonych ampułek.

    Czym innym jest rodzinna firma, a czym innym nepotyzm w państwowym zakładzie. W pierwszym przypadku ryzyko bierzemy na siebie, w drugim – wiadomo.

    A Ty nie możesz czytać czegoś weselszego?😉

    Buziaki!🌷🌞

    Polubienie

    1. Sama nie wiem 😀
      Czytam naprzemiennie, nie ukrywam że trochę mnie wciągnęła.
      Oj tak! Spekuluję, że poseł stworzył sobie historyjkę z różnych pojedynczych faktów i „trochę” podkoloryzował. Do czego ja się odniosłam, to już (chyba) jasno napisałam Izie, bo zaraz padną na mnie podejrzenia, że wierzę w słowa posła jak w Zawiszę Czarnego😉
      😘🌻

      Polubienie

        1. Słuchając i czytając tak zwanego suwerena, mam wątpliwości, że jakiekolwiek przekręty PIS-u odstraszą. Jedyna szansa w nowych wyborcach, którzy do tej pory nie głosowali, a wkurzeni są na nasza rzeczywistość.

          Polubienie

  3. Wiem, że to głupie, ale kiedy przeczytałam „użyć wyobraźni i włączyć myślenie”, od razu (pierwsza myśl, taki błysk) skojarzyły mi się antyszczepki 😉 One lubią tak pisać, żeby myśleć samodzielnie i nie łykać wszystkiego jak pelikan. A sami…

    No ale wracając do tematu, to, jak sama napisałaś, im się należy. Po prostu. Krzyczeli o kwiku świń odciąganych od koryta, a kiedy sami się przyssali, nastała cisza. Nie dlatego, że pilnie pracowali nad ulepszeniem kraju. Po prostu ryjki mieli wciśnięte w koryto aż po same uszy. No ale im się należy. Tak jak kuzynom Twojego taty. Jednym wystarczy bycie przy korytku, a drugim – bycie czyjąś rodziną. Kwalifikacje? A po co to, mają może pracować? Też coś!

    Polubienie

    1. 😀bo to dotyczy wszystkich, bez wyjątków. Sama czasem nie używam, łapiąc się, że człowiek leci stereotypem bądź uprzedzeniem…

      Mnie zastanawia skąd się bierze takie podejście. Czy naprawdę tak przesiąkliśmy czasami minionymi, gdzie powiedzenie „czy się stoi, czy się leży”… było realizowane w praktyce? Solidność i uczciwość wyparte przez cwaniactwo, kombinatorstwo- cechy narodowe? Ech…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s