Rozsądek…

Mam wrażenie, że żyję w kraju, w którym ludzie nie są otwarci na prawdę ani rozsądek. Racjonalne argumenty rozbijają się o mur arogancji dla jakiejkolwiek wiedzy. Poza tą, którą już sobie przyswoili, więc po co zmuszać umysł do wysiłku? Niektórzy pozbawieni są daru widzenia prawdy, i nic już z tym nie da się zrobić. Zmusić? Jak? Wypchani po brzegi uprzedzeniami uprawiają swój monolog. Z każdej strony.

Obojętni. Ślepi. Głusi. Nienawistni.

Pachnie już jesienią…  Trwają podorywki na polach, w ogrodzie dojrzałe śliwy kuszą swym smakiem, trzeba uważać, żeby nie dostać w głowę spadającymi orzechami laskowymi. Zaprzyjaźniona wiewiórka przychodzi codziennie na wyżerkę. Bociany szykują się już do odlotu… Gdyby tak zabrali ze sobą tego, co sobie umiłował loty, wraz z całą ekipą, która już dawno odleciała w odmęty absurdu i kłamstw. Inaczej tegoroczna jesień będzie trudna do zniesienia…

Starsze Dziecka obchodzą generalską bądź glinianą (do wyboru) rocznicę węzła 😉 Aż wierzyć się nie chce, że minęło już tyle czasu. Tuśka powoli wraca do pracy. Sierpień to taki rozruch, przed żłobkiem Zońci we wrześniu, którą przez kilka godzin opiekuje się młodociana córka naszej pracownicy; a jak ona nie może, to ja. Nasze żywe i głośne sreberko nieźle daje w kość, bo przecież trzeba wdrapać się na schody i kanapy kilka razy z rzędu. I jeszcze domaga się braw 😉