(Nie)pamięć na zawsze…

Zamieniam podeschnięte czerwone róże na bukiet żółtych kwiatów prosto z ogródka. Wodą z wazonu podlewam margerytki w doniczce i begonie rosnące w ziemi. Do wazonu wlewam świeżą wodę z dwóch półtoralitrowych butelek, którą przywiozłam ze sobą. Zapalam jeden, dwa, trzy znicze… Rytuał. Powtarzalność. W szmacianej torbie, którą zawsze wożę w aucie, mam rękawiczki, zmiotkę, zapalniczkę i dwie butelki po Muszyniance. Napełniam je przed wyjazdem. Przeważnie to wystarczy, bo jestem dość często, ale znów zrobiło się upalnie, a ja nie wiem, czy będę za dwa czy trzy dni- zresztą coś czuję po kościach, że OM sprzedał mi choróbsko. Idę więc alejką między grobami do studni z kranem napełnić butelki, by obficiej podlać kwiaty, które przez cały dzień kąpią się w słonecznych promieniach. Mój wzrok pada (nie pierwszy raz) na dwa groby obok siebie; podchodzę bliżej. Na tym już kilkunastoletnim z pomnikiem, na czarnym zakurzonym tle wyryte epitafium: pamięć na zawsze. Obok tegoroczny grób- żona spoczęła nieopodal męża. Smętnie… Jeden wypalony znicz i mała doniczka ze sztucznym świerkiem. Wokół pomnika trawa powyżej kolan… bez życia, sucha… Znam ich syna jedynaka… Zakręciły mi się łzy, że ta pamięć taka ułomna. Że po co te groby, o których się potem nie pamięta. Obowiązek, który nie zawsze można wypełnić, a czasem po prostu nie ma się takiej potrzeby.

Obok Mam, a właściwie mojej kwatery, leży Pan Stefan. Od pogrzebu grób nieuprzątnięty, więc pomiędzy sztucznymi wieńcami wyrosło zielsko na prawie metr, wokół usypanego grobu również i zaczęło się plenić. Wprawdzie nasze puste miejsce zabezpieczone jest zieloną matą, właśnie po to, aby trawa i chwasty się nie rozpanoszyły, lecz i tak już musiałam przy pomocy łopaty i OM usunąć kilka, bo tak się rozkrzewiły z sąsiedniego grobu.

Zaś z drugiej strony (lewej), kilka dni temu postawiono pomnik, co mnie ucieszyło z dwóch powodów: grób kopany był później, więc to żadne szaleństwo, stawianie nagrobku przed upływem roku, i że będzie łatwiej utrzymać porządek wokół grobu Mam, bo choć sam pomnik mocno udziwniony (rzecz gustu i nie w tym rzecz), to zapewne po jakimś czasie zostanie też zrobione podłoże wokół niego, a co za tym idzie, ewentualne chwasty nie będą miały szans.

To jest ten najistotniejszy powód, dlaczego samej jest mi spieszno do postawienia pomnika- dużo łatwiejsze będzie dbanie o grób.

 

Minęło pięć miesięcy… Za każdym razem nie dowierzam, że to już tyle czasu… tu przychodzę. Wiesz, Misiek w pięknym stylu dopisał sobie magistra do inżyniera. Wszyscy jesteśmy dumni, ale najbardziej szczęśliwy jest Dziadek. Oczywiście w swoim niepowtarzalnym stylu, ale Ty wiesz to najlepiej.

To był przecież bardzo trudny czas…

 

 

 

 

Reklamy