(Nie)wyobrażalne…

Okrucieństwo ludzi jest niewyobrażalne, bo trudno sobie wyobrazić, że ktoś wywozi do lasu psa, zostawiając go przywiązanego do drzewa na pastwę losu, a co dopiero nieprzytomnego człowieka potrzebującego medycznej opieki. Ze strachu przed poniesieniem konsekwencji  prawnych zatrudniania na czarno. Życie ludzkie nic niewarte w obliczu kary finansowej…

Na urodzinowym przyjęciu Rodzinnej był nasz ksiądz. Akurat tak się składa, że Ukrainiec, który uratował życie czterem osobom w karambolu na S3 w tym trójce dzieci, mieszka u niego na plebanii, więc z pierwszej ręki poznał relacje. Kierowca tira, który ten wypadek spowodował, chwilę wcześniej wyprzedzał jego ciężarówkę ze sporą prędkością. On sam jechał na tempomacie ustawionym na 88km/h… „Anioł z Ukrainy” jak go nazwała Pani, którą  wyciągnął z auta chwilę przed jego spaleniem, nie wahał się ani sekundy z pomocą, przeciwnie do tego, którego brawurowa jazda była przyczyną śmiertelnego karambolu. Nie, nie był w szoku, nie zapadł też w stupor… Nie napiszę nic o jego zachowaniu,  bo śledztwo trwa…

Kilka lat temu, na drodze do mojego ŚM, której kawałek remontowali i poszerzali, więc ruch odbywał się wahadłowo regulowany światłami, rozpędzona ciężarówka nie zdążyła wyhamować i uderzyła w osobówkę. Wtedy zginęła trzyosobowa rodzina. Od tamtej pory, jak mi siedzi na zadzie auto ciężarowe, bo korek, światła, roboty drogowe, to czuję się nieswojo i jak tylko jest to możliwe, to noga na gaz i do przodu, jak najdalej od tego potencjalnego mordercy. Bo dla mnie właśnie nim jest, jeśli swoją jazdą sprawia zagrożenie. Nagminnie kierowcy tirów łamią przepisy, nie przestrzegając prędkości i nie zachowując bezpiecznych odległości. Gwoli ścisłości kierowcy pozostałych pojazdów też nie są święci, co pokazują statystyki odnośnie wypadków.

Chyba we krwi mamy nieprzestrzeganie przepisów. Gdyby właścicielka zakładu stolarskiego zatrudniała pracowników na umowę, to pewnie wezwałaby pogotowie, kiedy jeden z nich zasłabł. Gdyby przestrzegała przepisów BHP w swoim zakładzie, to w ogóle do takiej sytuacji nie musiało dojść.

*

ZUS na piśmie wyraził swą opinię, że na podstawie dokumentacji jaką posiada, przedłuża mi całkowitą niezdolność do pracy na okres dwóch lat. A jednak. Właśnie sobie uzmysłowiłam, że zaraz będzie pięć lat, jak bujam się ze wznową, i mija 2,5 roku, gdy przy pomocy piguł i własnej dyscypliny trzymam skorupiaka w ryzach. Dziś wyruszam po kolejną dawkę, nie zważając (tak naprawdę to jestem przerażona) na to, że w mieszkaniu zapewne jest, jak w rozgrzanym piekarniku, a jutrzejszy dzień- według Wyborczej- właśnie to w DM ma być najgorętszy. Mam zamiar się po otrzymaniu piguł (innej opcji nie przewiduję!), wieczorem ewakuować się na wieś, pytanie tylko, czy nie opadnę z sił… Szczególnie że to późne popołudnia są teraz z najwyższą temperaturą, która utrzymuje się do późnych godzin wieczornych i lepiej trasę pokonywać z rana.

Uważajcie na Się!

 

Reklamy