Katastroficzne treści…

Nie potrafię już być optymistką, że człowiek zmądrzeje i przestanie swej niszczycielskiej działalności. Usiądzie na doopie i ogarnie swoje poletko tu i teraz. Przecież świat daje takie możliwości, jakich wcześniej nie oferował, więc czemu nie korzystać. Nie ustawić się w kolejce na Mont Everest, bynajmniej nie po to, by posprzątać śmietnik po innych. Nie udać się na nocleg w Kosmosie, który oferuje NASA- nowe biuro podróży. Ekstremalne wyprawy, nie dla mas? Dziś, jutro, ale pojutrze- jeśli przeżyjemy- już tak. Coraz więcej miejsc traci swój pierwotny charakter bycia cząstką dzikiej przyrody. Zostają zdeptane, zurbanizowane, zaludnione…

Naukowcy, ekolodzy nie od dziś trąbią o zagrożeniach dla naszej planety, ale nikt ich nie słucha, również dziś, kiedy są namacalne dowody krótkowzroczności, żeby nie powiedzieć ludzkiej głupoty, pazerności i chciwości. Pytanie, czy epatowanie wiadomościami o zagrożeniu klimatycznym przyniesie w końcu odpowiednie działania (opamiętanie się jednostek i mas), czy raczej skutek taki, jaki mamy w krajowej polityce, czyli straszenie PIS-sem i nic poza tym. Ludzie w końcu obojętnieją, przyzwyczajają się do rządów autorytarnych, przyzwyczajają się do anomalii pogodowych…

Na pojezierzu gnieźnieńskim wysychają jeziora, wyschło też koryto Noteci na odcinku 30km. Rabunkowa gospodarka prowadzi do obniżenia się poziomu wód. Coraz więcej mamy upalnych dni, co będzie, jak zabraknie wody? W kranie. Może to w końcu obudzi społeczeństwo do wywarcia presji na rządzących, żeby zamiast ogłaszać zwiększenie wydobycia z kopalń, które są jedną z przyczyn tego stanu, zaczęli myśleć i działać w obronie przyrody i człowieka. Na pogodę nie mamy bezpośredniego wpływu: czy spadnie deszcz, czy nie. Długotrwała susza, której doświadczamy coraz częściej i fakt, że Polska dysponuje małymi zasobami wód powierzchniowych na tle Europy, być może od razu nie zakręci nam kurków z wodą, ale z czasem tak się właśnie stanie. Rolnicy już zaczęli odczuwać stan suszy, my jako konsumenci, również.

*

Starając się nie podnosić temperatury w dolnych partiach domu a tym samym nie przyczyniać się do wzrostu efektu cieplarnianego na świecie, unikam kuchenki chętnie unikałabym i kuchni, ale żołądek się domaga, co gorsza nie tylko mój, bo tylko w jakiejś totalnej desperacji stanęłabym przy garach, kiedy za oknem żar leje się strumieniem. Jedynie czego nie potrafiłam sobie odmówić, to ugotowania bobu i fasolki. Skutecznie ignorowałam raz, drugi, trzeci, czwarty świeżutką dopiero co zerwaną przez Ciocię, której upały nie są straszne, więc z motyką porywa się na słońce położoną na schodach z piwnicy b o t w i n k ę. OM dzielnie wynosił zielsko dla kur, już za czwartym razem w ogóle nie pytając się co z tym zrobić. W czwartek nastał dzień ciut chłodniejszy, po nocnym i rannym deszczu- w cieniu mieliśmy tylko 24 stopnie, choć w słońcu dalej odczuwało się skwar- więc kiedy po raz piąty zobaczyłam sporą skrzyneczkę botwinki na schodach, zaczęłam się wahać, bo o to dopadła mnie myśl, że kurcze blade, tylko skrzydlate mają ją jeść, taką cudnie zdrową, bo ekologiczną? Krążyłam nad tematem dość długo, aż w końcu padła niełatwa decyzja: gotuję! Problem był złożony, bo w zamrażarce nie ostało się nic z zapasów rosołu (po śmierdzącej niespodziance), który często służył jako wywar i baza do innych zup czy potraw, więc musiałam jeszcze ugotować wywar. Skombinować mięsko i młode warzywka. Posiekać botwinkę i zdążyć ogarnąć kuchnię przed przyjściem Zońci, którą miałam przypilnować. Przez godzinę działałam jak w amoku, spocona jak mysz, a kuchnia wraz ze mną była w kropki bordo. Nie pytajcie dlaczego. Zdążyłam. Tuśka pochwaliła, że wyszła pyszna. Wyszłam z Zońcią na spacer KLIK, ochłonąć. Potem klapnęłam przed domem na ławce i tak nas zastał OM, którego powitałam słowami, wiesz, Ciocia znowu przyniosła nam botwinkę, na co mi przerwał, że idzie wyrzucić ją kurom, i tu go zszokowałam, że kury się tym razem z nami podzieliły i dostały mniej, bo reszta jest w garnku 😀 Zjadł całą michę ze smakiem, a pot lał się z czoła ;p

Miłego weekendu! 🙂 U nas druga połowa czerwca, będzie pod znakiem spotkań towarzyskich z różnych okazji. Zaczynamy już dziś!:D