Wybaczyć jest…

Trudno.

Potrafić, to jak łaska. Bo tak naprawdę, to z drzazgą w sercu, z toksycznymi myślami niełatwo się żyje. Każde wspomnienie budzi lawinę kolejnych przykrych, często niszczących wewnętrznie myśli. Im szybciej człowiek sobie z nimi poradzi tym dla niego zdrowiej. Wybaczyć, to nie to samo co usprawiedliwić. Wybaczyć to nie jest zapomnieć. To raczej zobojętnieć na pamięć o tym, o czasie, o kimś…

Zapach truskawek mile podrażniał mój nos w sobotni ranek przy akompaniamencie treli za oknem. Miło jest rozpocząć słoneczny dzień z uśmiechem i optymizmem oczekiwać co przyniesie. Mimo wszystko. Mimo wczorajszych doniesień, że Tata ostatnie dwa dni ma mocno obniżony nastrój połączony z osłabieniem, a Młodsze Dziecka jutro jadą do miasta Kraka, bynajmniej nie po to, żeby wypić kawę pod Sukiennicami, lecz uczestniczyć w pogrzebie Mamy Miśkowych Przyjaciół od liceum.

Rak.

Potrafię wybaczyć. Potrafię też zepchnąć niepokój w czeluść chwilowej niepamięci, po to, by na moment zmienić rzeczywistość. Żeby móc cieszyć się słonecznym, ciepłym popołudniem w szerszym gronie rodzinnym na zaproszonym grillu. I życiem.

I kwitnącą czereśnią.

Reklamy