Pozbawianie tego, co niezbywalne…

Godność. Każdy ją ma. Niezbywalną z samego faktu, że jest się istotą ludzką.

Chorowanie potrafi tę godność nam odebrać, szczególnie gdy jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę innych, zależni od nich, od miejsc, w których się znajdujemy.

Na oddziale typowo kobiecym, gdzie leżą kobiety po zabiegach, ciężkich operacjach, ale również w trakcie chemioterapii nie ma żadnej sali z łazienką, a na cały oddział są tylko dwie. Usytuowane na środku długiego korytarza, gdzie naprzeciwko stoją krzesełka dla pacjentek i ich bliskich oczekujących na przyjęcie, czy wizytę w gabinecie zabiegowym, bądź odwiedzających.

Kobieta wychodząca do domu, korzysta jeszcze z toalety i po chwili staje w drzwiach: po nogach cieknie krew, krzyczy do męża, żeby z dyżurki przyniósł jej podkłady. Młoda dziewczyna, starsza otyła pani- obie  w prześwitujących, kusych szpitalnych koszulkach, trzymające w ręku worki na mocz czy krew- panie ze stojakami, z których sączy się lek- bez włosów, w czapeczkach lub bez- posuwistym krokiem podążają do łazienek, odprowadzane wzrokiem siedzących na korytarzu kobiet i mężczyzn. Żadnej intymności.

Inny oddział, inny szpital, i sala wprawdzie z łazienką (jako jedna z nielicznych), ale za to zamiast dwa łóżka są cztery i tyle samo pacjentek. Najmniej sprawna, potrzebująca wsparcia innych, żeby do tej łazienki pójść, musi prosić inne pacjentki… o wezwanie pielęgniarki bądź osobistą pomoc. Również w nocy, bo nie ma dzwonka przy jej łóżku. Niby drobiazg… Brak choćby najmniejszej strefy prywatności… łóżko przy łóżku.

Nie wiem, czy kiedykolwiek doczekamy się w naszej służbie zdrowia, żeby struktury organizacyjne (szeroko rozumiane) służyły godności pacjenta. Na razie mamy tylko RODO…

47 myśli na temat “Pozbawianie tego, co niezbywalne…

  1. Sytuacja jest tragiczna,a nie zanosi się na to,że będzie lepiej,bo przecież rozdawnictwo kwitnie.Pokłóciłam się z koleżanką na temat trzynastej emerytury,bo chociaż mam niedużą nie potrzebuję narażać budżet państwa na bankructwo.Powiedziałam,że będę odkładać na czasy kiedy przestaną wypłacać emeryturę.Obym się myliła.

    Polubienie

    1. Nie, nie będzie lepiej. Nawet jak się władza zmieni, to skala do naprawienia jest tak ogromna, że nie tylko pieniędzy ale i czasu będzie potrzeba.
      Na jednym z tych oddziałów trwa kontrola, więc dorzucili lekarzom (przecież nie mają asystentów medycznych) papierkowej roboty. W ostatnich moich przyjęciach jest drukowanych więcej kartek, za każdym razem. Bo np. po co mi dawać te same zalecenia (i zgodę) odnośnie chemioterapii, jeśli ja jestem w trakcie cyklów? Tego wcześniej nie było.

      System emerytalny prędzej czy później nam runie, więc odkładanie na ten czas jest sensowne już od dawna. Tyle że przez to rozdawnictwo i podatki wdrożone, mamy teraz taką sytuację, że inflacja jest większa niż oprocentowanie lokat w bankach. Nie ufam tez w tej kwestii firmom ubezp.- ich waloryzacji. No, ale zawsze to pewniejsze niż odkładanie do skarpety 😉
      Taka jednorazowa „ trzynastka” niczego nie załatwi. Predzej podniesienie wolnej kwoty od podatku lub zniesienie podatku od emerytury, ale też ltylko np. do jakiegoś pułapu. Potrzeba nam systemowego rozwiązania.

      Polubienie

      1. Akurat tam nie byłam w charakterze pacjentki, raz w charakterze odwiedzającej, ale zbyt krótko by wrobić sobie zdanie.
        W sumie pacjentką też tam byłam, jako noworodek. Cieszę się, że tego nie pamiętam. 😀

        Polubienie

        1. Ja tam rodziłam Tuśkę i spędziłam 11 dni- gdyby nie Profesorska opieka to byłoby kiepsko bo i warunki koszmarne, a tak i Mam mnie odwiedziła i OM, i widzieli dziecko 🙂
          I Mam leżała zupełnie niedawno na zapalenie płuc na wewnętrznym- szkoda pisać, bo tylko nerw… To był horror…

          Polubienie

          1. Szpital, o jakim piszę w komentarzach do Świechny to szpital na UL. Według mnie najlepszy, ale i tak szopki się dzieją, więc mogę sobie tylko wyobrazić jak jest w wojskowym, który dobrą sławą nigdy się nie cieszył.

            Polubienie

            1. Na UL. leżałam w super warunkach przy bardzo dobrej opiece. Fakt, u Profesora przeniesionego z personelem z Pomorzan, u którego przeszłam 20 lat temu pierwszą operację z powodu skorupiaka.

              Polubienie

                1. Jeśli chodzi o oddział na którym co miesiąc kwitnę, to masakra, odnośnie warunków, co opisałam powyżej. Ale z p. Pielęgniarkami się lubimy i szanujemy, mają specyficzną pracę i chaos okrutny fundowany co chwilę poprzez reorganizację. Z lekarzami kontakt jest już dużo łatwiejszy, niż te 10 lat temu. Trochę się zmieniło, na lepsze.
                  A 2O lat temu, to ja byłam super hiper zaopiekowana, bo leżałam u zaprzyjaźnionego Profesora. Wszędzie ze mną chodził. To ten sam, z którym Tata wrócił do domu, zamiast z Mam.

                  Polubienie

  2. Ja rozumiem, że np. pielęgniarki dostają za mało kasy i to ciężka praca. Ale to jest wszędzie ciężka praca, natomiast tak jak mówił mi wielokrotnie Kraciasty, w Irlandii nie do pomyślenia jest, że w szpitalu pielęgniarki znikają w dyżurce i trzeba się dopraszać, żeby wyszły do pacjenta. Oczywiście i tutaj pielęgniarze czują, że dostają za mało, ale jednak mentalnie startuje się z innego pułapu: pacjent to nie jest ktoś, kogo traktuje się z wrogością i wyższością. Piszesz o dzwonku przy łóżku – to elementarna sprawa. I nie mam żadnej wątpliwości, że tego dzwonka nie ma tam z określonego powodu.

    Polubienie

    1. Prawdziwa historia
      Z pierwszych ust
      Pielęgniarki na oddziale onkologicznym kobiecym
      Nocna zmiana
      Na oddziale 20 pacjentek
      Połowa leżących
      Na dyrzurze 2 pielęgniarki
      Z oszczędności
      Nie mają czasu się wysikać….
      Życie kobiet na oddziale jest zagrożone…
      Czy to wina pielęgniarek???

      Polubienie

      1. Jasne, że wierzę. Jest i tak. Ale jest też taka historia, że pielęgniarki się już wysikały, siedzą sobie w dyżurce, robią herbatę, słychać śmiechy … strach przeszkodzić, gdy samemu trzeba pomocy w dojściu do toalety. Dlatego popieram strajk pielęgniarek, bo one nie strajkują z chciwości. Tylko, żeby nie było tak jak piszesz – z dziadostwa innych, którzy finansują nie mając pojęcia o realiach.

        Polubienie

        1. Dlatego jestem za tym, żeby było tak, jak u mnie tutaj – przeszklona dyżurka na środku oddziału (co jest możliwe wyłącznie w nowych budynkach szpitalnych, niestety). Ale dobrze by to zrobiło na psychikę obu stronom – bo dyscyplina pracy to jedno, ale pacjenci też by zobaczyli, że pielęgniarka „zamknięta w dyżurce” często nie opiernicza się, tylko potrzebuje się skupić nad toną papierologii. Której nie powinna robić ona, nawiasem mówiąc, tylko sekretarka medyczna… Pomagać w myciu się i jedzeniu też nie powinna pielęgniarka, tylko salowa, no ale salowe zniknęły z krajobrazu w ramach „oszczędności” – tych samych „oszczędności”, które nakazują zatrudniać osoby po kosztownych społecznie 5-6 latach studiów medycznych i późniejszych kursach specjalizacyjnych do wypełniania tabelek, wynoszenia basenów i robienia miliona innych rzeczy, do których wszelkie studia są absolutnie zbędne. I tak łaska boska, że mgr pielęgniarstwa (5 lat studiów) ze specjalizacją z jakiejś neurologii czy innej onkologii (kolejne 4 lata najmarniej) przynajmniej nie musi latać na mopie po całym oddziale ani myć kibli…
          A robota jest ciężka, bo w ramach tych samych „oszczędności” szpitale nie mają ŻADNYCH urządzeń ułatwiających czynności fizyczne typu podniesienie / przeniesienie pacjenta. Bo przecież dwie kobiety 150 w kapeluszu i sumarycznie 90-100 kg wagi bez problemu przeniosą człowieka 120 kg z wózka na łóżko lub odwrotnie, nie robiąc mu przy tym krzywdy…
          I nie mówię, że wśród pielęgniarek nie trafiają się „księżniczki”… Tyle, że większość roboty KTOŚ musi zrobić, więc jak się „porządnej” trafi wspólna zmiana z „księżniczką”, to zasuwa za dwie, klnąc pod nosem i nie zawsze wyrabiając na skrętach… I ja się jej nie dziwię, że nie robi tego z anielskim uśmiechem na twarzy.

          Polubione przez 1 osoba

          1. To co opisujesz jest efektem niedofinansowania. I dlatego zawsze będę popierała strajki tej grupy zawodowej w Polsce. Przede wszystkim podział obowiązków wg kompetencji, przestrzeganie przez szpital zasad bhp i solidna płaca. Ale z drugiej strony, pielęgniarki przy pacjencie, żadnego wysiadywania po kątach, bo z punktu widzenia tego, czego się uczą i jakie mają kompetencje, w dyżurce nie ma dla nich nic do roboty. I to jest już kwestia mentalności. Równie trudno to zmienić, co warunki finansowe.

            Polubienie

    2. Dzwonki były przy dwóch łóżkach, bo sala dwuosobowa. Dwie pacjentki były pozbawione tej prostej komunikacji. Zresztą brak owej wyrażał się też w taki sposób, że panie pielęgniarki ogólnie nic nie wiedziały- sprawiały wrażenie, że nie ma tez komunikacji między lekarzami a nimi. Co trochę szokowało…
      Ogólnie to w szpitalach jest brak personelu, co ma swoje konsekwencje.
      I powiem tak, z doświadczenia, że najbardziej empatyczne pielęgniarki są na oddziałach chemioterapii- tych zupełnie oddzielnych…

      Polubienie

    3. Gdy Tomek leżał w zeszłym roku i codziennie byłam u niego przez co najmniej 2-3 godziny to ani razu nie widziałam pielęgniarki. W pokoju obok leżał niewidomy człowiek, którego JA prowadziłam do toalety i z powrotem, bo chociaż wołał głośno, to się nigdy nie dowołał. Dyżurka była 3 metry dalej. Gdy zgłosiłam to pielęgniarkom, to akurat kawę piły, pierwsza przyszła do niego po 30 minutach! Dla mnie to był szok.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Jeśli chodzi o lekarza prowadzącego Tomka, to pojęcia nie mam jak gość wygląda. Przez 2 tygodnie nie zjawił się ani razu. Na 1(!) obchodzie był inny lekarz, który nie bardzo wiedział, o co chodzi.
        Ale najlepsze: gdy 20 lat temu ja sama leżałam po ciężkiej operacji, to inny lekarz na obchodzie pytał MNIE, otumanioną lekami, co mi właściwie robiono… Teraz to śmiać się z tego mogę.

        Polubienie

        1. Nigdy nie zspomnę lekarki, która nie przyjęła Mam do szpitala mając całą dokumentację, mówiąc „ to ma pani tego raka czy nie”….
          Zaś na oddziale dostać się do kekarza po informację, to trzeba było wytrwałości i cierpliowosci, bo nawet pielęgniarki nie wiedziały gdzie jest… Ja bym poległa, ale Misiek młody, to nie dawał za wygraną, nawet się przedzierał przez oddział zskaźny, jak go tam niefrasobliwie pokierowały.

          Polubienie

          1. Tak, pamiętam, pisałaś o tym… Tragedia! Zgadza się: pielęgniarki same nie wiedzą, gdzie jest lekarz i w ogóle fajnie, jeśli wiedzą który to. Tomek mi swojego lekarza pokazał przez okno, bo akurat przemykał z papierosem. Nawet nie podjęłam biegu, bo bym go nie złapała: musiałabym pokonać dwa długie korytarze, zjechać windą na parter, kolejny korytarz…

            Polubienie

        2. Z tego punktu widzenia (i wyłącznie z tego), to dobrze jest być lokalną (negatywną) sensacją medyczną na małym oddziale. Na obchodzie pojawiał się cały garnitur – jedni, żeby się nauczyć, na czym można się przejechać, inni, żeby z satysfakcją obejrzeć wpadkę kolegi… Dzięki czemu każdy mógł chyba recytowć moją kartę, zero anonimowości. 😀

          Polubienie

  3. Nawet w luksusowym belgijskim szpitalu miałam poczucie że tracę godność w momencie przebrania się w piżamę
    Ale to co widziałam w polskich szpitalach ostatnio jeży mi wszystko na głowie i nie tylko. Dwa wieki przed nami żeby zmienić mentalność i warunki

    Polubienie

    1. Warunki powoli się zmieniają, coraz więcej wyremontowanych bądź nowych oddziałów, ale brak personelu, papierologia ważniejsza od pacjenta, który dla większości lekarzy jest tylko „ przypadkiem medycznym”… to będzie trudno wykorzenić.

      Polubienie

  4. Jak mozna leczyc i wyleczyc jak nie ma warunkow do podstawowej higieny osobistej?
    Czy ta jedna lazienka na oddziale ma wiele kabin prysznicowych?
    Moze zadaje durne pytania? Przepraszam, ale zal mi tych kobiet ze musza przez to przechodzic.

    Polubienie

    1. Dwie; w jednej dwie kabiny prysznicowe i dwa kibelki, w tym jeden praktycznie wyłączony, bo zrobiono z niego palarnie- ma okno. W drugiej jedna kabina i kibelek, ale też i kozetka, gdzie często robione są lewatywy- i tu dopiero jest koszmar, bo jak się otworzy drzwi, to jest się centralnie na widoku tych, co na korytarzu…

      Polubienie

    2. A propos „leczenia i wyleczenia” to jest jeszcze jedna kwestia – żywienie. Tutaj na własne oczy widziałam (z 10 lat temu), jak szpitalny dietetyk robił obchód oddziału z długaśną listą opcji posiłków w jednej łapce i imienną listą pacjentów w drugiej. Zaczynał od karty pacjenta przy łóżku, a potem było „Ooo, krwinki spadły… To co pan(i) woli do obiadu, buraczki czy paprykę, bo trzeba żelazo zwiększyć?” albo „Ooo, skurcze w łydkach? Może muesli z orzechami na jutrzejsze śniadanie? Nie jest pan uczulony?”
      Przy okazji, to też jest stosunek do pacjenta…

      Polubienie

      1. Iza,
        no teraz to już przegięłaś 😉
        Ehhh to ja 10 lat wypieram, że w takiej Ameryce (jednocześnie z koleżanką byłyśmy na wikcie szpitalnym podczas chemii, tyle że ja tu a ona za oceanem) jest menu do wyboru, zamiast jakiejś papki bez smaku o wyglądzie kupy… zimnej zresztą… Ostatnio zobaczyłam jajka na twardo w pojemniku i pomyślałam, że będzie żurek. Nawet powiedziałam Mam, bo lubi, więc miałam nadzieję, że choc trochę zje. Taaa… te jajka to były na drugie danie polane sraczkowatym sosem…

        Polubienie

        1. Nie przejmuj się, ja mam tu koleżankę ze świeżym polskim licencjatem z dietetyki – też nie bardzo chciała wierzyć, że takie rzeczy są możliwe. 😀
          Aha, było też „Ooo, tetracykliny od dzisiaj? No to przykro mi, ale jogurciku ani twarożku nie będzie na śniadanie. Zmieniamy na płatki z mlekim sojowym, czy na jajko?”
          Jak kochająca rodzina nie dokarmia, to nie ma też ryzyka, że przyniesie tłuste smażone pacjentowi z chorą wątrobą, bo „on tak bardzo lubi”…

          Polubienie

          1. Ha,
            przypomniało mi się, jak Przyjaciel (były lekarz, pracujący wcześniej na tym oddziale) przyniósł mi winogrona, a lekarz prowadzący jak zobaczył, to zakazał 😀 A tak w ogóle to najwiecej człek się dowie od samych pacjentek… eh

            Polubienie

  5. Haha, zawsze się śmieję, gdy sobie przypomnę o twoim tacie, jak z lekarzem sobie wziął i pojechał. 😀
    Ja na Pomorzanach rodziłam Wiktorię i to był mój pierwszy kontakt ze szpitalem w ogóle. Bardzo źle wspominam, dość powiedzieć, że przez ich „opiekę” poporodową wylądowałam właśnie na UL, po roku, z zagrożeniem życia. Gdy szukałam szpitala do rodzenia z Tamalugą, to czytałam opinie w necie, że na Pom. umieralnia… Myślałam, „Boże, czyli nic się nie zmieniło, a nawet jest gorzej”. Skandalem jest tak ograniczona liczba porodówek, kobieta nie ma właściwie wyboru…

    Polubienie

    1. Podobno w Zdrojach najlepsza. Ekhh no ja myślałam, że tylko pierwsze piętro budynku wysadzić trzeba, ale jak widać i porodówka ( wyżej) wciąż ma złą sławę. A wiem, że od lat, bo tam rodziła dwa razy moja PT.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Rozmawiałyśmy ostatnio o tym z koleżanką. Warunki szpitalne drastycznie odzierają z godności, prywatności i normalności. Dlatego tak często uciekam z nich przy pierwszej okazji, co nie zawsze jest dobre. Ale funkcjonowania w takich warunkach człowiek robi się jeszcze bardziej chory. :/

    Polubienie

  7. Niestety, jeszcze długo u nas pacjent będzie ograbiany z godności i prawa do informacji, ponieważ najlepszy pacjent, to taki, który leży i niczego się nie domaga. Papierologia, papierologią, a empatia i poczucie odpowiedzialności za to, co się robi, to drugie. Rok temu miałam zabawę , jak Mamcia leżała na ginekologii. Siedziałam przy Niej przez całe dnie po zabiegu, bo panie pielęgniarki, to fatamorgana. Tylko przed południem jeszcze coś robiły, a później to…i jeszcze to wyższościowe odnoszene się do pacjentek…

    Polubienie

      1. Ale to jest wina polskiego systemu edukacji, tak w sumie. Nigdzie na studiach nie ma przedmiotu „kultura obsługi [pacjenta / ucznia / …]. Specjalistów mających pracować z ludźmi ani nie sprawdza się pod kątem przydatności psychologicznej do zawodu, ani nie uczy kultury postępowania z ludźmi. Jedyne, co się sprawdza, to znajomość teoretycznej wiedzy zawodowej – a potem jest, jak jest. Dotyczy wszystkich – lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli…
        Żeby było śmieszniej, w zawodówkach i w zawodowych szkołach policealnych taki przedmiot jest – czyli z założenia ludzie bez wyższego wykształcenia muszą wykazywać kulturę osobistą w kontaktach zawodowych, a ci z dyplomem już nie muszą…

        Polubienie

        1. To niesprzeczny fakt, że braki w edukacji są również tego przyczyną.
          Przed chwilą wpadł mi w oczy raport EHCI, który obnaża prawdę, iż jesteśmy na końcu Europy, jeśli chodzi o piekę zdrowotną. Tak źle podobno jeszcze nie było. Jak czytam, że NFZ nie ma kasy na leki onkologiczne dla szpitali – jesteśmy zaraz po Rumunii z najgorszym wynikiem przezywalnosci pacjentów onkologicznych…

          Polubienie

          1. Ale na inne rzeczy typu kapelani szpitalni (resztę pominę, bo co się mamy denerwować) to są pieniądze, co niewątpliwie wszystkich bardzo pociesza… 😛

            Polubienie

Odpowiedz na olitoria Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s