Zlepek…

Życie skurczyło się do dwóch mieszkań, oddzielonych od siebie trzema krokami blokowego korytarza.

Codziennie…

Budzę się wcześniej niż do piguł i wstaję też wcześniej. Myję zęby, opłukuję zimną wodą twarz, zakładam szlafrok i wychodzę do drugiego mieszkania. Jeszcze nie za bardzo rozbudzona, trochę na śpiku, ale śpieszę się do Mam, żeby ogarnąć sytuację z lekami, śniadaniem, posprzątać, potowarzyszyć, dopóki nie zaśnie.

Czasami…

Na korytarzu spotykam sąsiadkę, która za każdym razem pyta się, jak się mama czuje i każe ją pozdrowić, albo młodego człowieka, z którym wymieniamy „dzień dobry” z uśmiechem, bo chłopak również w stroju nocnym paraduje po korytarzu, z workiem śmieci.

Zawsze…

Wracam do siebie kilka minut przed 10, kończę toaletę, zakładam wygodne dresowe spodnie i koszulkę, łykam piguły i kolejny raz wychodzę do mieszkania rodziców.

Jestem…

Pomagam usiąść, wstać, położyć się. Podaję, odbieram, poprawiam, szykuję, przynoszę. Dzwonię i odbieram telefony, informuję, przekazuję. Gdy przychodzi Ciocia z Wujkiem, to kradnę godzinę w ciągu dnia i wymykam się, żeby poleżeć, poczytać, pobyć samej…  Późnymi wieczorami przychodzi PT…

Jest…

Różnie. Każdy dzień, pół dnia, godzina to niewiadoma. Bez bólu, ale za to z coraz trudniejszym oddechem. Słabość. Smutek. Uśmiech.

Zdarza się…

Nie zauważyłam, że za oknem świeci słońce. Nie wiem jaki jest dzień. Tydzień.

Atrakcje…

Filmiki z udziałem Zońci i Pańcia. Wywołujące u każdego głośny uśmiech. Pańcio w samych gatkach jeżdżący po domu na wrotkach. Zońcia trzymająca w ręku mandarynkę, którą pakuje sobie do buzi lekko zdziwiona smakiem. Pierwsze razy. To aktualne.

No i… Na mojego Tatę zawsze można liczyć. Tym razem zgubił swoje klucze od mieszkania, co oznajmił nam w południe, jak wpadł do domu z zakupionym chlebem i mlekiem, uprzednio dzwoniąc domofonem. Blady strach padł na mnie, bo wizja wymiany zamków i kompletowania co najmniej pięciu zestawów, to nie bułka z masłem. Zmartwionym głosem oznajmił, że szukał wszędzie. W garażu. W aucie. W biurze. Przez chwilę łudziłam się, że może są w drugiej kurtce, bo dzień wcześniej na pół dnia zamienił garderobę, a potem wszystko z kieszeni przekładał, więc jakimś cudem się tam ostały, a wieczorem jak wracał, to drzwi na klatkę były otwarte, co czasem się przecież zdarza, więc nie musiał używać swojego klucza… Rano nie używał kluczy,  bo nie zamknął mieszkania, jak wychodził- tego byłam pewna- więc tak naprawdę czas zaginięcia był niewiadomy, nie mówiąc już o miejscu. Najbardziej bałam się, że zgubił gdzieś koło bloku, przy garażu, na klatce, a wtedy po kluczyku od skrzynki na listy potencjalny znalazca- złodziej mógł dojść, od którego są mieszkania. Dlatego jak tylko wrócił wieczorem do domu, to się zapytałam, czy był wśród nich klucz id skrzynki. Nie. Ufff…I dodał, że na pewno zgubił gdzieś na budowie. No i że jutro Misiek ma dorobić, co już wiedziałam od samego Miśka, który był parę chwil wcześniej. Temat pozornie załatwiony, więc zajęłam się grzaniem zupy na kolację- Tata bez zup żyć nie może, jak nie ma ugotowanej, to robi sobie zupkę chińską wrr…  Po chwili przychodzi do kuchni i oznajmia spokojnym głosem, że… znalazł klucze! Cały czas były w kieszeni koszuli. Tylko z tej radości nie użyłam jednej z trzech siekier, ale dostał w czółko 😉 Od razu zadzwoniłam do syna, który stwierdził, że mogliśmy się tego spodziewać.

Jak dodam, że z chwilowego braku materiałowych chusteczek do nosa-  używane już wszystkie wyginęły w akcji, a mnie nie chciało się po nocy przemieszczać do drugiego mieszkania i poszukać w zapasach Mam- wyciął sobie nożem z ręcznika, to pewnie nie uwierzycie…  A gdybym zrobiła zdjęcie owych dwóch sztuk i umieściła na blogu tudzież innym publicznym miejscu z pytaniem,  co to i do czego posłużyło …:D My zwijaliśmy się ze śmiechu, choć to płakać trzeba było- od razu wylądowały w worku na śmieci, a Misiek ten worek ekspresowo wrzucił do wsypu. Tata dostał w zamian dwie nowe chusteczki, mimo że odgrażał się, iż tym razem już nożyczkami wytnie, we wzorki; Cioci od razu się przypomniało, jak któregoś razu przyjechał w spodniach, których jedna nogawka była urżnięta na pół uda, a druga tuż przed kolanem. Gorąco było. Tata skwitował, że wyprzedził modę, bo teraz chodzą w dziurawych i postrzępionych portkach. Taki z niego stylista ;p

 

dopisek:

Pisząc na komórce nocą, coś mi się porobiło i pierwszy raz nie mogłam przesunąć ekranu tak, by widzieć co piszę, więc wpadłam na pomysł, że zapełnię  dolny ekran tekstem, a będę pisać wyżej. Po czym zapomniałam, że to zrobiłam i opublikowałam. Stąd ten zlepek liter, który teraz usunęłam- w sumie wkomponowały się w tytuł 😉  Wyjaśniam, bo może się martwicie, że coś mam z głową, co w sumie wykluczyć tak całkiem nie można 😉