Wielka moc czerwonych serc…

WOŚP nikogo nie wyręcza. Grając, pięknie uzupełnia. Czego dokonała przez te wszystkie lata, można zobaczyć na dziecięcych oddziałach i nie tylko. Świadczą o tym liczby… WOŚP to my wszyscy, pięknie zjednoczeni w ten jeden zimowy dzień. Wydawałoby się, że w tym roku jakby mniej hejtu, ale w telewizji publicznej ukazało się obrzydliwe „plastusiowe przedstawienie”. Oni chyba już tam wszyscy odlecieli w swej nienawiści i braku elementarnej przyzwoitości. Ohyda! Mimo tego, że partia rządząca i jej zwolennicy robią wszystko, żeby naród skłócić i podzielić, to nie mają szans, żeby nas poróżnić w sprawie WOŚP. Z roku na rok z coraz gorętszymi sercami gramy do końca świata i o jeden dzień dłużej. W tę niedzielę również. Bo warto być przyzwoitym i warto pomagać. Takich osób jest więcej, niż tych co nic nie robią, za to mącą.

*

Decyzja o podaniu Mam chemii zapadnie w poniedziałek. Przyjęta na oddział została zaopiekowana i trwa walka o poprawę wyników. Okazało się, tak w uproszczeniu, że ma za gęstą krew. Tak mi przekazał Misiu, który wraz z Atą spędzili w szpitalu cały dzień. Dopiero pod koniec dnia udało mu się porozmawiać z lekarką prowadzącą i ona uprzedziła, że czekając na kolejne wyniki, nawet jak będą już dobre, to przez weekend raczej nie będzie komu zadecydować o podaniu chemii. Mam ma zbyt wiele towarzyszących chorób. Zła, choć spodziewana wiadomość jest taka, że choroba postępuje. Kontaktuję się z Mam telefonicznie i trochę mi lżej, bo po glosie czuję, że jest silniejsza i łatwiej jej jest oddychać. Chwali sobie opiekę pań pielęgniarek. I za każdym razem pyta się, kiedy przyjadę… a mnie serce pęka… Przez ostatnie dni bywał u Mam jej młodszy brat, przynosił jedzenie gotowane przez Ciocię, która sama zainfekowana, nie mogła wyjść z domu. Dobrze, że są na miejscu i chcą i mogą pomóc. Ale najważniejsze, że jest Misiek i Ata. Bo Tata w takich życiowych sprawach to jest sam jak dziecko we mgle. Potrafi tylko zadzwonić przerażony…

Ale dziś późnym wieczorem zadzwonił, i też miał głos weselszy, bo był z Dzieckami u Mam i na własne oczy zobaczył, że jest poprawa w samopoczuciu u Mam. A ja mogę na chwilę odetchnąć z ulgą…

Powoli wygrzebuję się z łóżka. Muszę wziąć się za siebie, bo osłabłam. Powrócić do smoothie i innych wzmacniaczy. Tuśka też przeziębiona, więc uziemiona w domu. OM zmęczony, więc ucieszył go mój widok na dole i jakaś aktywność. Takie o to nasze małe radości.

W ostatnich dniach dostałam od Was wiele serca. I choć wiele słów jest na wyrost, to naprawdę dla mnie dużo znaczą. Wasza obecności. Dziękuję! Wirtualne serca też mają moc! Pamiętajmy o tym! Tak niewiele kosztuje okazanie komuś swej życzliwości- to dobra energia, która sama do nas wraca.

Radosnego grania! 🙂

P.S.

Czytam „Mikrotyki” Pawła Sołtysa. To opowiadania. O ludziach, rzeczach, miejscach z przeszłości- ich losach, które dotykały nas wszystkich i być może uleciały z pamięci. Polecam.