Krok w Nowy Rok…

Ani z przytupem, ani tanecznym, ani hucznie. Nie tym razem… Raczej ślamazarnie, z ociąganiem…

Nie ma wyjścia. Kartki w starym kalendarzu spadły… wszystkie. Robię ten symboliczny krok pełna obaw. Chyba po raz pierwszy bez oczekiwań i nadziei, że będzie lepszy, niż się zapowiada. Boję się tego 2019 toku, z samego faktu, że ma złowieszczą 9 na końcu… To pierwszy taki rok, w który wkraczam ze strachem. Nawet 20 lat temu, kiedy dzień przed Sylwestrem wymacałam sobie guza podczas kąpieli, nie było we mnie tyle smutku, co dziś.

Nie cieszy mnie fakt, że 2018 się właśnie skończył, bo jaki by nie był, to był. A był jak warkocz spleciony z różnych chwil: strach o bliskich mieszał się z ogromną radością, chwilami zapierającymi oddech, dla których warto żyć, cudem narodzin, życzliwością i wsparciem tak wielu osób, potwierdzeniem, że szczęście mnie nie opuszcza, nawet jak los mocno kopie w tyłek.

Chciałabym radośniej, z większą wiarą i nadzieją, którą tak szczodrze obdarowuje Bliskich, a której czasem już nie starcza tu… Wkurzam się na siebie, że te moje literki coraz bardziej pochylone ku dołowi, że już nie potrafię inaczej pisać, jak tylko smęcić…

No kurczę, ale… jak tu się nie martwić, jak zewsząd perspektywy kiepskie. Prąd, który ma zdrożeć, ale nie zdrożeje i gawiedź zaciera ręce, że „ludzkie pany” powstrzymały podwyżki, kompletnie nie przejmując się tym, jakie będą tego konsekwencje. Podejście naszej władzy do walki z ociepleniem klimatu jest dramatyczne. Zresztą tu cały świat powinien podjąć działania, żeby temu zapobiec, inaczej doprowadzimy do zagłady naszej planety. Ten rok to rok wyborów. Oby mądrych, choć na scenie politycznej za dużego wyboru nie ma… Ech… I z tą mądrością u nas kiepsko. Co smuci najbardziej.

 

Życzę Wam szczęścia! Niech Wam ono sprzyja. Najbardziej przydaje się w trudnych, bolesnych momentach. Umiejętności dostrzegania go i doceniania. To bardzo przydaje się w życiu- wyłuskiwanie wspaniałych chwil z morza tych niekoniecznie fajnych…

I zdrowia! Bo ono jest bezcenne.

Życzliwych ludzi wokół, bo pięknie jest cieszyć się wspólnie i dużo łatwiej znieść porażkę.

Dziękuję serdecznie, że jesteście tu ze mną. Bardzo sobie to cenię.

Od dawna sylwestrowa noc nie spędza snu z moich powiek, czyli jak ją spędzić. Wszak zdarzyło mi się dwa lata temu witać Nowy Rok na łóżku szpitalnym. Ale czasem tęsknię (bez żalu) za atmosferą balu, roztańczonym parkietem, prawdziwym wodzirejem… Za czasem już minionym. Mam nadzieję, że tę noc spędziliście z uśmiechem, nawet jeśli przespaliście północ i bicie zegarów, to przynajmniej nie śniły się Wam koszmary 😉

Do Siego Roku! 🙂

I nie zapomnijcie o marzeniach! Dopóki je mamy, to żyjemy! 😉