A teraz…

Przez krótką chwilę zaraz po przebudzeniu jestem lekka jak piórko. Bez żadnego bagażu zmartwień i trosk. Chwilowe ułamki poczucia szczęścia. Drogocenne, bo ulatniają się błyskawicznie wraz z pojawieniem się świadomości, gdzie jestem i po co… Za ścianą umęczona,  choć wciąż żartująca Mam. (Ciocia: I ty tak wciąż się śmiejesz? Mam: A co mam usiąść i płakać? Trumnę kupować? Pokonałam jednego, to pokonam drugiego.).  Dużo rozmawiamy, wspominamy. Są historie nowe i te powtarzane przez lata całe. Uśmiechnięte. To taka tarcza obronna. Dobrze to znam i, choć tak naprawdę każdy ze swoim strachem, bólem jest tak naprawdę sam, to przecież wiem… ja wiem. Inaczej się choruje, staje w obliczu śmiertelnej choroby, jak ma się 30, 40, 50 lat, i inaczej jak 70… Każdy etap jest inny, nie tylko fizycznie, ale również  psychicznie.

Dostałam piguły, i guzki, których do tej pory nie było w płucach, a teraz wyskoczyły jak Filip z konopi, zbagatelizowałam, bo jak p. Profesor nawet słowem się nie zająknęła na ich temat, to ja tym bardziej (kto by się tam nimi teraz przejmował 😉), szczególnie że dziś kolejne płuca- tym razem Mam- a właściwie ich obraz na TK, który uzyskałam dzięki dużej życzliwości Pani z rejestracji i Doktor radiolog (nawet osobiście zadzwoniła, że wynik już jest), dał nam rzeczywisty powód do  ogarnięcia na cito! Markery jajnikowe nieźle nabruździły, ale to dzięki nim zaczęła się ta „polka” z diagnostyką. Mam od lat jest pod opieką pulmonologa, a tu taka niespodzianka, że najpierw został wykryty przerzut… Jak to moja Doktor dziś powiedziała, że szczęście, o ile w ogóle można mówić o szczęściu w tej sytuacji, że to nie rak jajnika. I choć komuś wydawałoby się to dziwne, to ja wiem, co miała na myśli. I też tak uważam. Mama po raku piersi, po latach, przeszła całą  profilaktykę usunięcia… O kant doopy by była, gdyby się jednak okazało, że mimo tego i tak zachorowała. Choć zdawałyśmy sobie sprawę, że nie jest to stuprocentowe zabezpieczenie, ale jeśli Tuśka za pięć lat stanie przed taką decyzją, to będzie kolejny argument na tak. I kolejny przeciw- paleniu papierosów. Jestem przekonana, że to one są przyczyną, szczególnie że Mam to jedno płuco miała dość mocno napromieniowane radem…

Jutro czwarty dzień maratonu szpitalnego. Tym razem szpital specjalistyczny na obrzeżach DM. Nowa karta (trzecia) DILO, ma ułatwić i przyspieszyć dalszą diagnostykę, żeby doktory mogli podjąć decyzję o leczeniu.

I tak, zamiast myśleć o świętach (gdzie/u kogo/z kim) myślę jak to wszystko ogarnąć logistycznie. Nie mam co nawet planować, wiem, że sama zaraz po, mam wizytę po piguły, więc w drugi dzień będę na pewno w DM. Mam nadzieję, że do następnego TK, niespodzianek ze mną w roli głównej już żadnych nie będzie. Teraz nie mój czas, no! 😉

W ramach odstresowania oprócz obiadu w restauracji (tym razem z kuchnią brazylijską) z Dzieckami Młodszymi, wieczorem skusiłam się na zakup egzotycznych owoców suszonych. Są pieruńsko słodkie, ale tego mi trzeba… Przy okazji  wyręczyłam też św. Mikołaja, bo Mam stwierdziła, że Najmlodsze  Dziecka muszą dostać też coś od pradziadków na szóstego, który zbliża się wielkimi krokami. I jak zwykle, to z Zońcią poszło mi najszybciej 😉 A teraz z zamówionym już sushi, czekam na PT, która wczoraj wróciła z zagranicznych wojaży od własnej córci. (Aliś zaś grzeje ciało w  afrykańskim słońcu). Pogadamy. Bynajmniej nie o sraku, którego mam już po kokardkę. Wy pewnie też, ale nic nie poradzę, że gad znów zdominował moje życie.

I jeszcze raz podkreślę, że życzliwych ludzi jest więcej, niż tych żmijowatych. Dziś Pani z rejestracji na moje spokojne co teraz? w odpowiedzi, że wyniku nie ma, mimo kilometrowej kolejki za nami, poszła się dowiedzieć o wynik prosto do lekarza, i nie było jej dłuższą chwilę, a w tej długaśnej kolejce nikt słowem się nie odezwał, nie burknął nawet- wszyscy spokojnie czekali.  Jak przyszła, to powiedziała, że Doktor radiolog ma już płytkę i jak skończy opis innego pacjenta, to weźmie się za maminą i potrwa to do dwóch godzin. Podziękowałam i poszłyśmy zająć kolejkę do Doktorowej, a w międzyczasie Doktor radiolog zadzwoniła do Mam dwa razy; za pierwszym wypytała o operacje i przebieg leczenia, a za drugim, żeby poinformować, że opis już jest. Mam spokojnie czekała przed gabinetem, a ja udałam się do innego budynku po odbiór- był już po godzinie. Można? No można!!!

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

24 myśli na temat “A teraz…

  1. Wczoraj przyjaciółka powiedziała mi, żebym starała się żyć normalnie. Łatwo powiedzieć… Ale co można zrobić innego?
    Tak więc żyjmy na tyle normalnie, na ile się da.
    Czekam na wynik rezonansu mężowskiej siwej głowy.
    Serdeczności, Kochana!

    Polubienie

      1. Najgorsze czekanie mamy za sobą. Mężowa głowa zdrowa nie jest, ale mogło być gorzej. Teraz kolejne czekanie – na konsultację z neurochirurgiem.
        Serdeczności!💜 Trzymaj kciuki za Was! 💜💜💜

        Polubienie

  2. Masz rację , w tych ekstremalnych sytuacjach , każdy jest albo przynajmniej bywa sam. Mimo najlepszych nawet najbliższych ; chociaż ich obecność jest mimo wszystko bezcenna. Dobrze że Mama się nie załamuje , że jest gotowa na kolejną walkę , takie nastawienie to część sukcesu . Jak nie , jak tak -mówiąc słowami klasyka 😛
    Ojejej nawet nie pisz o grzaniu ciała w słońcu , to chyba musi być baaardzo przyjemne ; nie wiem , już nie pamiętam 😉
    Podzielam też pogląd , że więcej jest życzliwych ; żmijowaci zawsze mnie zadziwiają i szokują ; czy mają
    z tego satysfakcję ? przyjemność? zadowolenie ?
    Z całego serca , jak tylko najmocniej mogę wspieram najlepszymi myślami otulam i moce wysyłam :***

    Polubienie

    1. Tak, obecność jest bardzo ważna. Zawsze. Łatwiej się pewne rzeczy rozumie, pomaga w tym empatia, jak się ma podobne doświadczenia, bo inaczej pozostaje tylko współczucie…

      Nie wiem, niektórzy mają taki charakter, że wolą dopiec niż popełnić dobry uczynek. W sumie to można im tylko współczuć 😉

      No dziś świeciło słoneczko, tyle że przy co najwyżej 3 stopniach😆
      Dziękuję 😗😗😗
      Tych mocy potrzeba całe tony, bo przed nam bardzo trudny czas…

      Polubienie

  3. Z podziwem patrzę jak radzicie sobie z tą sytuacją. Nie jest łatwo żyć „normalnie” z takim ciężarem, ale z drugiej strony to chyba najlepsza recepta jaką usłyszałam.

    Też dzisiaj wyręczałam Mikołaja i buszowałam po sklepach – oczywiście internetowych, bo kręgosłup znów przykuł mnie do łóżka. Ale prezenty już mam, pora zacząć szukać tych pod choinkę 😀

    Ściskam mocno!

    Polubienie

    1. Mam przeczucie, że to ostatnie takie chwile, w których jest czas i miejsce na normalność. Nie wiem co przyniesie kolejny dzień, więc dziś trzeba wykorzystać na maksa.
      Oj, niefajnie, choć łóżko fajne jest 😉
      Ściskam i niech kręgosłup się nie wygłupia!

      Polubienie

  4. Przytulam Cię mocno, mocniusieńko i jeszcze mocniej i wysyłam dla Was wagony mocy ❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤🚃❤

    Polubienie

  5. Myślę, czuję z tego, co piszesz, że jesteście silne, Ty i Mama, i w ogóle Twoi bliscy. Silne psychicznie i dlatego wygrywacie i wygracie. To jest bardzo ważne, to nastawienie, a Ty masz siłę i ciepło, które nawet czytelnikom bloga daje porcję energii, Roksanno

    Polubienie

    1. Zawsze byłyśmy, choć z czasem i to z różnych powodów tych sił ubywa. Zawsze powtarzam, że to moja świadomość i w miarę znajomość tematu, daje mi siłę- omijają mnie rozterki co by było gdyby, wpędzanie się w poczucie winy, pretensje do wszystkich o wszystko (co nie oznacza, że nie wkurzam się na idiotyczne procedury czy bylejakość w podejściu) – gdyby tak nie było, to niszczyłabym swój organizm sama, niezgorzej niż skorupiak.
      Dziękuję.

      Polubienie

  6. Nie dziwię się że z prezentem dla Zońci poszło Ci najszybciej. Ja też nie mam żadnego problemu z Małym jeśli chodzi o prezenty ,wszystko będzie mu się podobać (a co gorsze, mnie się wszystko podoba 😲). Ze starszym dużo gorzej. Ostatnio go podpytywalam co chciałby dostać a on ….kasę!😤 Bo na coś tam sobie składa.
    Roksanko, ja z całych sił trzymam kciuki za kobiety z Twojej rodziny. Jesteście wspaniałe! Nie do wiary, jak to wszystko znosicie. Najcieplejsze myśli w Waszym kierunku🌞

    Polubienie

    1. 😀no też mam problem, że tyyyyleeee mi się podoba (sukienki kupuję już na roczek, bo tak często jakaś wpadnie mi w oko, przypadkiem rzecz jasna 😉)
      Meluś, chyba z tego wszystkiego to najlepiej się trzyma Mam, ja muszę sporo ogarnąć, więc też trzymam pion, mam włączoną blokadę myślenia o tym co nastąpi- jest tu i teraz. Tuśka niestety jest na etapie, że bardzo to przeżywa.
      Dziękuję❤️😘

      Polubienie

  7. Mam tak jak Twoja mama ,wiem że mam śmiertelne choroby ,ale czy coś zmieni nos na kwintę i mina wszyscy mnie żałujcie ,nie znaczy to,że lekceważę swoje choroby,bardzo dbam o siebie i robię wszystko co w mojej mocy,żeby się choróbska zbytnio nie rozpanoszyły u mnie w gościnie bo przecież nie były zapraszane.Ja osobiście staram się unikać a nawet uciekam od osób epatujących pesymizmem i traktuję ich jak wampiry wysysające ze mnie energię.
    Moja onkolożka twierdzi ,że pozytywne nastawienie i nie poddawanie się co cześć sukcesu w wyleczeniu.Serdeczne uściski dla mamy i dopóki może niech się uśmiecha.Na smutek zawsze będzie jeszcze czas.Krystyna

    Polubienie

    1. Krysiu,
      toż to moje motto, że smucić i rozpaczać zawsze zdążę 🙂To działa, choć wiadomo, że smutek i tak dopada, ale przynajmniej nie wpadam w czarną rozpacz po każdej złej diagnozie. I wiem, że innym też to się udziela, dlatego mówię i piszę o tym, ciesząc się, że ktoś choć odrobinę zmieni własne nastawienie.
      Masz mądrą onkolożkę, bo takie nastawienie przynajmniej pozwala lżej znosić trudy choroby i leczenia.
      Ściskam serdecznie.

      Polubienie

  8. Trudno klikać polubienia, ale lubię to, że dajecie radę, że jest uśmiech i że ci ludzie w kolejce nie marudzili. Lubię, że ludzie potrafią być dla siebie mili. Lubię takich ludzi.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s