Nie jestem typem łowcy… a szarych komórek i tak kupić nie można ;)

Żadne Black Friday mnie nie podniecają, nie uruchamiają instynktu, by zdobyć coś po cenie niższej niż normalna. Szczególnie że te niższe ceny w wydaniu krajowym są, delikatnie mówiąc śmieszne. Dwadzieścia procent mniej od ceny wyjściowej(?) nie zmusi mnie (nawet jakbym mi dopisywało końskie zdrowie), żebym szturmowała wraz z dzikim tłumem centra handlowe, ani do ślęczenia godzinami w necie, żeby upolować coś iluzorycznie tańszego. Nie, że nie lubię kupować taniej, ani że jestem rozrzutna i cena nie ma większego znaczenia, nie. Ale mam w sobie zakodowany minimalizm posiadania, taki tryb „po co ci to”, który włącza się w odpowiednim czasie. (Nie funkcjonuje przy zakupie dla najmłodszych w rodzinie ;p) Co innego, jeśli uznam, że czegoś potrzebuję, wtedy nie ma zmiłuj się- szukam do upadłego 😉 Czarny Piątek mnie bawi, jeśli widzę, słyszę, jaka to wielka okazja, że wszyscy na nią czekają, i żenuje, widząc te tłumy ludzi tratujących się nawzajem. Być może na świecie, szczególnie w Stanach, to jest to prawdziwa okazja, ale u nas? Tak naprawdę te 20% mniej pojawia się często w ciągu roku w większości sieciowych sklepach. Ostatnio będąc akurat w DM, kupiłam dla najmłodszych Dziecków ubranka 25% taniej i dzięki posiadającej aplikacji jeszcze od sumy odjęto mi w tym dniu 25 złotych. Jak widać, to nie jest tak, że nie korzystam z okazji, ale nie poluję dla samego polowania. To przez ten mój minimalizm, o którym już nie raz pisałam. Ale ostatnio ogólnie mam takie przemyślenia, że świat za dużo wszystkiego produkuje, ludzie za dużo kupują. Żywności, ubrań, sprzętu wszelakiego… Kiedyś to się czekało, aż jakiś sprzęt się zepsuje, a teraz się go wymienia na nowszy, designerski model, bo bardziej pasuje, jest nowocześniejszy. (Wciąż posiadam i używam enerdowskiego młynka do kawy ;)). Misiek szczęśliwy posiadacz ajrobota niedawno mnie się zapytał, czy nie chcę zostać posiadaczką bezprzewodowego odkurzacza (takie mają Mam i Tuśka), na co ja stwierdziłam, że po co, jak stary dobrze działa, a ja i tak nie odkurzam 😉 Może jak wyzionie ducha ciekawe kto pierwszy ja czy odkurzacz;p, to wtedy poczynię odpowiedni zakup. Do zakupu ekspresu do kawy podchodzę kilka razy w roku i, za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku, że dla jednej kawy dziennie, a i to nie codziennie, to nie opłaca mi się zagracać blat kuchenny, którego i tak  już nie mam w nadmiarze i cierpię z tego powodu. (OM czeka na hasło do remontu, ale ja się jakoś nie kwapię). Tak naprawdę to wymieniłabym maryśkę na nowszy, szczuplejszy model, bo stara jest zwyczajnie dla nas za duża, ale cholera nie chce się zepsuć i służy już jakiś szesnasty rok albo i lepiej. Prawie pełnoprawny członek rodziny ;p

Wracając myślą do zbyt dużego konsumpcjonizmu świata, w którym to „mieć” wygrywa z „być”, dając wątpliwe poczucie większej wartości, zastanawiam się, kiedy większość z nas w końcu zrozumie, że nadmierna konsumpcja to plaga naszego wieku. Że kiedyś, i to w niedalekiej przyszłości skończą się zasoby naszej planety, które dziś tak często są marnowane, źle wykorzystywane, zbyt mocno eksploatowane. A tu właśnie donoszą, że może powstać szczepionka na spowolnienie alzheimera (badania już trwają na myszach; swoją drogą cobyśmy bez tych szarych stworzonek osiągnęli na polu medycznym)- pewnie w dalekiej przyszłości, ale automatycznie nasuwa się pytanie, czy nasze wnuki będą mieć szanse skorzystać z dokonań naukowców, czy zwyczajnie nie dożyją, bo świat w wyniku działalności człowieka po prostu ulegnie zagładzie…

 

P.S. 1.Niezmiernie cieszą takie akcje jak ta „Otulmy drzewa”, polegające na zawieszeniu na drzewie ciepłego okrycia wierzchniego dla potrzebujących.

P.S.2. Powinnam zacząć zażywać coś na pobudzenie szarych komórek. Kompletnie niczego się nie spodziewałam (oprócz zwykłego obiadu), gdy przyjechaliśmy do Dziecków Starszych. A tam oprócz nich, nasi lokalni Przyjaciele, kwiaty, szampan i upieczony własnoręcznie przez Tuśkę (przed-imieninowy) tort bezowy 😀

beza

ten od Sowy nawet się nie umywa ;p

(Szampan ten prawdziwy został w lodówce, bo R. pomylił butelki, ale machnęłam ręką, bo liczyła się niespodzianka, więc z ogromną przyjemnością wypiłam lampkę musującego słodkiego wina ;ppp) Ach, zapomniałabym, jeszcze bilet na spektakl teatralny (pełen humoru) do filharmonii… na 20 stycznia. No przecież muszę dożyć, żeby zobaczyć, więc żadne poniedziałkowe TK nie będzie mi bruździć przecież, prawda? 😉