Dwa słowa…

Dwa słowa na kartce papieru, którą w białej kopercie uprzednio zaklejonej podała nam pani ze sekretariatu zakładu patomorfologii.

Komórki rakowe.

Nic więcej.

Brakło mi słów.

Nie z powodu potwierdzenia tego, czego się spodziewałyśmy, bo wynik TK jak dla mnie był jednoznaczny, ale nie takiego wyniku(?) oczekiwałam! Co to w ogóle jest? Wkurzyłam się. I chyba ten wkur… trzymał mnie w ryzach, że się nie rozsypałam. Zresztą Mam mężnie przyjęła to na klatę, były też słowa i rozmowy uśmiechnięte – ale my tak mamy. Jak już wychodziłam z mieszkania, to usłyszałam, żebym się nie martwiła. Ech…

Dopiero w drodze powrotnej zeszło ze mnie napięcie, ale zaraz zastąpiło je potworne zmęczenie i uczucie bezgranicznego smutku…

Zimno…

Szaro…

Ciemno…

Opadłam z sił…