W porę…

Rozumiała, że jego zachowanie to choroba. Stan umysłu. Depresja czy coś innego wyniszczającego jak rak. Ratunek to terapia, której nie chciał się podjąć. Usprawiedliwiała wiele zachowań, ale podniesienie ręki ją otrzeźwiło. Tego usprawiedliwić chorobą nie mogła. Nawet przekonaniem o miłości do niej i dzieci. Bo cóż one zapamiętają? Czy tamtego ojca sprzed choroby, kiedy nosił je na rękach i śpiewał piosenki, czy kiedy te ręce podniósł na ich matkę, a może i na nich samych, gdyby nie podjęła decyzji. W porę.

To nigdy nie jest łatwa decyzja, żeby odejść. Z różnych powodów. Ale jedyna słuszna, jeśli ktoś sam nie chce sobie pomóc i jedynie, na co go stać, to kolejne przeprosiny i obietnica poprawy.

Każda podjęta przez nas decyzja niesie za sobą jakieś konsekwencje. To z ich powodów czasem zwlekamy, bo w ludzkiej naturze leży ignorowanie tego, co nie jest wygodne, czego się boimy. Bo strach przed nieznanym jest większy niż strach przed tym, do czego się już przyzwyczailiśmy, co już w jakiejś mierze oswoiliśmy. Czasem łudzimy się nadzieją, że znajdzie się inne wyjście z sytuacji, a to nie pozwala na podjęcie decyzji w porę…